Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Kwiecień 04, 2025, 09:37:44


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1] |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Wszystko o milosci  (Przeczytany 6375 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Rafaela
Gość
« : Sierpień 21, 2010, 20:08:44 »

                                                                  WSZYSTKO O MILOSCI


       „Gdybym mĂłwiÂł jĂŞzykami ludzi i anio³ów,
a miÂłoÂści bym nie miaÂł,
staÂłbym siĂŞ jak miedÂź brzĂŞczÂąca
albo cymbaÂł brzmiÂący.
Gdybym teÂż miaÂł dar prorokowania
i znaÂł wszystkie tajemnice,
i posiadaÂł wszelkÂą wiedzĂŞ,
i wszelkÂą moÂżliwÂą wiarĂŞ, tak iÂżbym gĂłry przenosiÂł,
a miÂłoÂści bym nie miaÂł,
byÂłbym niczym.
I gdybym rozda³ na ja³mu¿nê ca³¹ majêtnoœÌ moj¹,
a ciaÂło wystawiÂł na spalenie,
lecz miÂłoÂści bym nie miaÂł,
nic bym nie zyskaÂł.
Mi³oœÌ cierpliwa jest,
Âłaskawa jest.
Mi³oœÌ nie zazdroœci,
nie szuka poklasku,
nie unosi siĂŞ pychÂą;
nie dopuszcza siĂŞ bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi siĂŞ gniewem,
nie pamiĂŞta zÂłego;
nie cieszy siĂŞ z niesprawiedliwoÂści,
lecz wspó³weseli siê z prawd¹.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokÂłada nadziejĂŞ,
wszystko przetrzyma.
MiÂłoœÌ nigdy nie ustaje...”

Jest to najwyÂższa forma miÂłoÂści. O takiej miÂłoÂści pisaÂł Âśw. PaweÂł w Pierwszym liÂście do Koryntian:

===============================

Mi³oœÌ

MiÂłoœÌ to pojĂŞcie wielowymiarowe. Ma tyle powiÂązanych z sobÂą znaczeĂą, tyle ró¿nych aspektĂłw, Âże nie sposĂłb zawrzeĂŚ jej w jednej zwiĂŞzÂłej definicji. SÂławiona przez poetĂłw, opisywana w powieÂściach, bĂŞdÂąca inspiracjÂą dla autorĂłw scenariuszy filmowych, jest rĂłwnieÂż przedmiotem rozwaÂżaĂą socjologĂłw, filozofĂłw i teologĂłw. Jej szeroki wachlarz znaczeĂą rozciÂąga siĂŞ od miÂłoÂści do lodĂłw waniliowych poprzez miÂłoœÌ bliÂźniego aÂż do miÂłoÂści do StwĂłrcy. MiÂłoœÌ oznacza zarĂłwno uczucie jak i wartoœÌ etycznÂą, cnotĂŞ teologicznÂą czy rodzaj energii. W jĂŞzyku potocznym sÂłowem tym oznacza siĂŞ takÂże fizyczne zbliÂżenie miĂŞdzy mĂŞÂżczyznÂą i kobietÂą. W niektĂłrych jĂŞzykach do okreÂślenia miÂłoÂści stosuje siĂŞ kilka odrĂŞbnych s³ów. Np. Grecy juÂż od staroÂżytnoÂści uÂżywali do tego celu trzech wyrazĂłw: eros – dla opisania miÂłoÂści miĂŞdzy kobietÂą i mĂŞÂżczyznÂą, philia – dla wyodrĂŞbnienia miÂłoÂści do rodziny i przyjació³, agape – dla okreÂślenia miÂłoÂści ogĂłlnej czyniÂącej dobro bliÂźniemu. ÂŁaciĂąskimi odpowiednikami tych s³ów sÂą: amor, amicita oraz caritas. JĂŞzyk polski (podobnie jak angielski) jest pod tym wzglĂŞdem bardzo ubogi – musi tu wystarczyĂŚ tylko jedno sÂłowo.

Aby siĂŞ zmierzyĂŚ z pojĂŞciem miÂłoÂści, trzeba wiĂŞc rozpatrzyĂŚ kolejno wszystkie jej aspekty i znaczenia.
Mi³oœÌ w³asna

Mi³oœÌ w³asna to mi³oœÌ do samego siebie. W powszechnej opinii taka mi³oœÌ jest uwa¿ana za coœ z³ego, lub w najlepszym razie za coœ niezbyt dobrego. Jest ona kojarzona z egoizmem, narcyzmem. Pragnienie dobra innych, nawet kosztem dobra w³asnego, jest uwa¿ane za wielk¹ cnotê. Pragnienie dobra w³asnego jest prawie zawsze podejrzane o samolubstwo. Nies³usznie. Samolubstwem jest tylko to, co pragnie dobra w³asnego kosztem dobra innych. Cz³owiek ma prawo kochaÌ samego siebie. Mi³oœÌ bowiem, w tym równie¿ mi³oœÌ w³asna, jest energi¹ zasilaj¹c¹ jego ¿ycie i nadaj¹c¹ mu sens.

Powstaje pytanie, skÂąd wzi¹³ siĂŞ, w kulturze zachodniej, taki niezbyt przychylny stosunek do kochania siebie? W duÂżej mierze miaÂły na to wpÂływ religie chrzeÂścijaĂąskie, ktĂłre gÂłosiÂły i nadal gÂłoszÂą, Âże czÂłowiek jest z gruntu zÂły, grzeszny, a nawet, Âże jest tym obci¹¿ony dziedzicznie (grzech pierworodny). GÂłoszono, Âże Âżycie nie jest po to, aby byÂło przyjemnie, Âże jest to ciĂŞÂżka prĂłba czy egzamin. JeÂśli go zdamy, zostaniemy wpuszczeni do raju, jeÂśli nie – czekajÂą nas wieczne mĂŞki w piekle. Zatem trzeba walczyĂŚ z wÂłasnÂą grzesznoÂściÂą, a nawet odci¹Ì wÂłasne grzeszne czÂłonki, bo lepiej jest dostaĂŚ siĂŞ do nieba po Âżyciu peÂłnym cierpieĂą, umartwieĂą i wyrzeczeĂą, niÂż zostaĂŚ wtrÂąconym do piekÂła. Dlatego bezpieczniej jest nie kochaĂŚ siebie i za bardzo sobie nie dogadzaĂŚ, bo kto wie? Szerzenie tego rodzaju poglÂądĂłw owocowaÂło powszechnym umartwianiem siĂŞ, tworzeniem siĂŞ grup biczownikĂłw, zakonĂłw o surowej regule, itp. Taka postawa Âżyciowa nie jest juÂż dziÂś praktykowana (z niewielkimi wyjÂątkami). Jednak jej Âślady ciÂągle tkwiÂą w ludzkiej podÂświadomoÂści i wpÂływajÂą na pojmowanie miÂłoÂści wÂłasnej. W koÂściele katolickim wci¹¿ wypowiadana jest formuÂła: „Panie, nie jestem godzien...”. Jak wiĂŞc mam siebie kochaĂŚ, jeÂżeli nie jestem godzien?

Czas zerwaĂŚ z takim myÂśleniem i uwierzyĂŚ, Âże jest siĂŞ godnym. Trzeba zatem kochaĂŚ samego siebie. Taka postawa ma swoje ÂźrĂłdÂło rĂłwnieÂż w chrzeÂścijaĂąstwie. Jezus bowiem powiedziaÂł: „BĂŞdziesz miÂłowaÂł bliÂźniego swego jak siebie samego.”1 MiÂłoœÌ wÂłasna jest tu wiĂŞc jak gdyby podstawÂą, ukÂładem odniesienia dla miÂłoÂści bliÂźniego, ktĂłra bez miÂłoÂści do samego siebie nie byÂłaby w ogĂłle moÂżliwa. Kochanie siebie jest zatem w Âświetle wypowiedzi Jezusa nie tylko prawem, ale i powinnoÂściÂą. JeÂśli wiĂŞc mamy siĂŞ kochaĂŚ, musimy pragn¹Ì rĂłwnieÂż swojego dobra, a nawet stawiaĂŚ siebie na pierwszym miejscu. Pytaniem jest tylko: Co stanowi dobro wÂłasne? OdpowiedÂź zaleÂży od stopnia duchowego rozwoju danej osoby. Ludzie prymitywni przedkÂładajÂą dobro wÂłasne nad dobro innych, co prowadzi do egoizmu. Im bardziej ktoÂś jest rozwiniĂŞty, tym lepiej zdaje sobie sprawĂŞ z tego, Âże nie ma podziaÂłu na „jego” i „innych”, Âże wszyscy stanowimy jednoœÌ, a w zwiÂązku z tym, co ktoÂś czyni innym, czyni sobie. A wiĂŞc to co jest naprawdĂŞ dobre dla niego, musi byĂŚ rĂłwnieÂż dobre dla innych.

Kto nie kocha siebie, nie potrafi teÂż pokochaĂŚ innych. Dlatego nie wyszukujmy w sobie wad, bo wynajdywanie ich nie tylko ich nie usunie, ale je umocni. Nie hodujmy w sobie poczucia winy, bo taka postawa rĂłwnieÂż do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Kochajmy siebie i z miÂłoÂści do siebie stawajmy siĂŞ lepsi niÂż dotychczas.
Mi³oœÌ romantyczna

WiĂŞkszoœÌ ludzi zapytanych o miÂłoœÌ od razu kojarzy to pytanie z pojĂŞciem miÂłoÂści romantycznej. Jest to bowiem najbardziej powszechny sposĂłb pojmowania miÂłoÂści, opiewanej w pieÂśniach, bĂŞdÂącej inspiracjÂą dla artystĂłw i przynoszÂącej duÂże zyski twĂłrcom ró¿nych „love story”. Ci, ktĂłrzy choĂŚ raz w Âżyciu byli zakochani wiedzÂą, Âże takiej miÂłoÂści nie da siĂŞ wymusiĂŚ w Âżaden sposĂłb, ani nawet przewidzieĂŚ kiedy nadejdzie. Spada ona nagle, jak grom z jasnego nieba. W jednej chwili czujemy, Âże coÂś siĂŞ zmieniÂło, Âże jesteÂśmy zakochani. Dalszy rozwĂłj wydarzeĂą zaleÂży od okolicznoÂści. JeÂżeli obiekt naszej miÂłoÂści jest nieosiÂągalny lub z jakichÂś powodĂłw nie moÂżemy siĂŞ zdecydowaĂŚ na podjĂŞcie jakichkolwiek dziaÂłaĂą (nieÂśmiaÂłoœÌ, normy moralne, opinia Âśrodowiska, itp.), wĂłwczas cierpimy w milczeniu. JeÂśli jednak widzimy choĂŚ cieĂą szansy powodzenia i mamy choĂŚ odrobinĂŞ wiary we wÂłasne siÂły, podejmujemy szereg czynnoÂści zwanych zdobywaniem partnera, ktĂłrych g³ównym celem jest zaskarbiĂŚ sobie jego miÂłoœÌ2. OsiÂągniĂŞcie sukcesu w tej dziedzinie prowadzi zwykle do powstania mniej lub bardziej trwaÂłego zwiÂązku, nierzadko zakoĂączonego ma³¿eĂąstwem. PoraÂżka rĂłwna siĂŞ cierpieniu. PoszczegĂłlne etapy miÂłoÂści romantycznej zostaÂły opisane dokÂładnie w wielu powieÂściach i pokazane na wielu filmach, we wszystkich moÂżliwych wariantach, nie ma wiĂŞc sensu siĂŞ nad nimi rozwodziĂŚ. NaleÂży tylko podkreÂśliĂŚ, Âże taka miÂłoœÌ, zwÂłaszcza w poczÂątkowej fazie, jest ÂźrĂłdÂłem wielu bardzo silnych emocji. Nawet proste wyznanie: „Kocham ciĂŞ”, moÂże spowodowaĂŚ, Âże serce wali jak mÂłotem, a gÂłowa niemal pĂŞka ze szczĂŞÂścia. Tak silne emocje powodujÂą w zakochanych zmiany postrzegania rzeczywistoÂści. MiÂłoœÌ jest wiĂŞc jak narkotyk, pod wpÂływem ktĂłrego wszystko wydaje siĂŞ lepsze i piĂŞkniejsze. W szczegĂłlny sposĂłb zmienia siĂŞ sposĂłb widzenia partnera, ktĂłry staje siĂŞ ucieleÂśnieniem naszych marzeĂą na temat idealnego mĂŞÂża, idealnej Âżony, czy idealnych kochankĂłw.

MiÂłoœÌ romantyczna jest wiĂŞc czymÂś w rodzaju romantycznego zauroczenia, w ktĂłrym patrzymy na swojego partnera przez ró¿owe okulary i przez to widzimy go nie takim jakim jest, ale takim, jakim chcielibyÂśmy go widzieĂŚ. Nasz partner zwykle zdaje sobie z tego sprawĂŞ, na ogó³ podÂświadomie, ale czasem i Âświadomie. Stara siĂŞ wiĂŞc jeszcze bardziej uwiarygodniĂŚ to nasze widzenie zmieniajÂąc swoje zachowanie w taki sposĂłb, aby dostosowaĂŚ je do naszych potrzeb. My, pragnÂąc zadowoliĂŚ partnera i umocniĂŚ w ten sposĂłb jego miÂłoœÌ do nas, robimy to samo. W ten sposĂłb jednak coraz bardziej przestajemy byĂŚ sobÂą, a stajemy siĂŞ obrazem oczekiwaĂą naszego partnera. MiÂłoœÌ romantyczna w rzeczywistoÂści stanowi zatem rodzaj handlu wymiennego. Partnerzy stawiajÂą na szalĂŞ coÂś co posiadajÂą w zamian za coÂś, czego po¿¹dajÂą. Jest to wiĂŞc miÂłoœÌ warunkowa, ktĂłra mĂłwi: „JeÂżeli bĂŞdziesz mnie traktowaĂŚ tak jak chcĂŞ byĂŚ traktowany, wĂłwczas bĂŞdĂŞ ciĂŞ kochaĂŚ”. Pojawia siĂŞ w odpowiedzi na zaspokojenie potrzeb. Ale jeÂśli kochasz kogoÂś za to, co ci daje, to tak naprawdĂŞ nie jego kochasz, ale kochasz siebie poprzez tĂŞ osobĂŞ. MiÂłoœÌ romantyczna jest wiĂŞc w pewnym sensie swoistÂą iluzjÂą - zakamuflowanÂą postaciÂą miÂłoÂści wÂłasnej.

Jednym z przejawów romantycznego zauroczenia jest nadmierne skupienie uwagi na partnerze, czasem przybieraj¹ce wrêcz formê obsesji. Co robi? Co mówi? Czego chce? O czym myœli? Czy mnie jeszcze kocha?, itp. To ostatnie pytanie czêsto jest powodem wywierania nacisków na partnera, aby udowodni³ swoj¹ mi³oœÌ, co prowadzi do jeszcze wiêkszych zmian w jego zachowaniu. W ten sposób dwoje ludzi zatraca siê w takim zwi¹zku. Nie chc¹c zawieœÌ tego drugiego próbuj¹ nagi¹Ì siê do jego oczekiwaù, a¿ w koùcu opadaj¹ z si³. Nie s¹ ju¿ w stanie byÌ obrazem tego, co chcia³by widzieÌ w nich partner. Pojawia siê poczucie krzywdy, czasem nawet i gniew. Wtedy zwykle mówimy, ¿e siê zmienili. Ale oni tylko przestali udawaÌ, zaczêli z powrotem byÌ sob¹ i dzia³aÌ zgodnie z tym, kim s¹ naprawdê.

PoniewaÂż ludzie zwykle tworzÂą zwiÂązki uczuciowe z myÂślÂą o tym, co mogÂą zyskaĂŚ, a nie co mogÂą wnieœÌ, wszystko, co mogÂłoby zmniejszyĂŚ Ăłw zysk, stanowi dla nich powaÂżne zagroÂżenie. Tak rodzi siĂŞ zazdroœÌ. NiektĂłrzy uwaÂżajÂą jÂą za nieod³¹cznÂą cechĂŞ miÂłoÂści. Pewna znana polska aktorka powiedziaÂła nawet w jednym z wywiadĂłw: „Nie wyobraÂżam sobie, Âżebym mogÂła kochaĂŚ i nie byĂŚ zazdrosna.” SÂą rĂłwnieÂż i tacy, ktĂłrzy nawet widzÂą w zazdroÂści wartoœÌ pozytywnÂą. JeÂżeli jest zazdrosny, mĂłwiÂą, to znaczy, Âże kocha. Grubo siĂŞ jednak mylÂą. ZazdroœÌ nie jest bowiem miernikiem miÂłoÂści do partnera, lecz reakcjÂą na to wszystko, co mogÂłoby zagroziĂŚ realizacji potrzeb i speÂłnieniu oczekiwaĂą wobec tego partnera. Jest wiĂŞc ona reakcjÂą na groÂźbĂŞ utraty zysku pÂłynÂącego ze zwiÂązku z ta drugÂą osobÂą. Zwykle zagroÂżeniem jest ten trzeci lub ta trzecia, choĂŚ moÂżna byĂŚ zazdrosnym dosÂłownie o wszystko, nawet o psa czy kota.

To prawda, ¿e umiejêtnie kontrolowan¹ i tylko w niewielkim stopniu podsycan¹ zazdroœci¹ mo¿na na jakiœ czas przywi¹zaÌ kogoœ do siebie, ale skutecznoœÌ takich praktyk jest ograniczona w czasie. W ostatecznym rozrachunku zazdroœÌ zawsze jest szkodliwa, czasami nawet bardzo. Jest to niekiedy tak niszcz¹ce, destruktywne uczucie, ¿e w skrajnych przypadkach prowadzi do tragedii. Nierzadko z jej powodu pope³niano zbrodnie. Jeœli nawet nie ginie cz³owiek, to umiera mi³oœÌ. Tak wiêc niezaspokojone potrzeby, niespe³nione oczekiwania i zazdroœÌ w koùcu zabijaj¹ mi³oœÌ.

Mi³oœÌ romantyczna jest wiêc nietrwa³¹ form¹ mi³oœci. Je¿eli w trakcie istnienia zwi¹zku opartego na takiej mi³oœci nie przekszta³ci siê ona w inn¹, trwalsz¹ postaÌ (np. mi³oœÌ rodzinn¹ czy bezwarunkow¹), to czy prêdzej, czy póŸniej koùczy siê, a wraz z tym nierzadko koùczy siê zwi¹zek. Czy to dobrze, czy Ÿle? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. S¹ tacy, którzy uwielbiaj¹ ten dramatyzm, to napiêcie, t¹ radoœÌ i to podniecenie, jakie daj¹ tego rodzaju zwi¹zki i pakuj¹ siê w nie raz po raz, za ka¿dym razem wierz¹c, ¿e uda im siê zachowaÌ t¹ mi³oœÌ na d³ugo. Niektórzy nawet nie wyobra¿aj¹ sobie innej mi³oœci. Nie ma w tym nic z³ego, dopóki ich to uszczêœliwia. Ale w ¿yciu ka¿dego mo¿e w koùcu nast¹piÌ taki moment, ¿e uœwiadomi sobie iluzorycznoœÌ tego rodzaju szczêœcia, a wtedy zapragnie czegoœ trwalszego i jeszcze piêkniejszego. To otwiera mu drogê do innych, wy¿szych form mi³oœci.

ScaliÂłem posty
Darek
« Ostatnia zmiana: Styczeń 30, 2011, 14:32:34 wysłane przez Dariusz » Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #1 : Sierpień 21, 2010, 20:15:56 »

   MILOSC BEZWARUNKOWA

Mi³oœÌ bezwarunkowa, to mi³oœÌ, która nie zna potrzeb, oczekiwaù i zazdroœci. To mi³oœÌ, która stara siê nikomu nie zaszkodziÌ, nikogo nie skrzywdziÌ. To mi³oœÌ, która nie rani, ale goi, która nie dzieli, a ³¹czy, która nie krzywdzi, ale naprawia krzywdy, która nigdy nie przynosi smutku, ale zawsze jest Ÿród³em szczêœcia i radoœci. Mi³oœÌ taka gdy jest dawana, zawsze powraca w zwielokrotnionym natê¿eniu. Neale Donald Walsh napisa³3, ¿e prawdziwa, czysta mi³oœÌ to:


„CoÂś, co nie zna warunkĂłw, ograniczeĂą i potrzeb. PoniewaÂż nie zna warunkĂłw, nie wymaga niczego aby siĂŞ wyraziĂŚ. Nie ¿¹da niczego w zamian. Nie wstrzymuje niczego w odwecie.

PoniewaÂż nie zna ograniczeĂą, nie krĂŞpuje drugiego. Jest bez koĂąca i trwa wiecznie. Nie doÂświadcza zapĂłr i granic.

PoniewaÂż nie zna potrzeb, stara siĂŞ nie braĂŚ niczego, co nie pochodzi z hojnoÂści serca. Stara siĂŞ nie zatrzymywaĂŚ niczego, co nie pragnie byĂŚ zatrzymane. Stara siĂŞ nie dawaĂŚ niczego, co nie jest przyjmowane z radoÂściÂą.

I jest wolne. MiÂłoœÌ jest tym, co swobodne, albowiem wolnoœÌ stanowi istotĂŞ Boga, a miÂłoœÌ to przejaw Boga.”


MiÂłoœÌ romantyczna powstaje spontanicznie, miÂłoœÌ rodzinna teÂż zwykle tworzy siĂŞ w sposĂłb naturalny. W przeciwieĂąstwie do nich, miÂłoœÌ bezwarunkowa jest sztukÂą, ktĂłrÂą naleÂży posi¹œÌ. RĂłwnoczeÂśnie jednak, nie moÂżna nic zrobiĂŚ, aby jÂą posi¹œÌ. Wydaje siĂŞ, Âże dwa ostatnie zdania sÂą ze sobÂą sprzeczne. Jak moÂżna coÂś posi¹œÌ, jeÂśli nic nie da siĂŞ zrobiĂŚ, aby to posi¹œÌ? Ten paradoks jest tylko pozorny. Prawdziwa, czysta miÂłoœÌ nie jest wynikiem okreÂślonych warunkĂłw, jakie muszÂą wystÂąpiĂŚ, aby mogÂła zaistnieĂŚ. Przeciwnie, to okreÂślone warunki powstajÂą jako wynik miÂłoÂści. MiÂłoœÌ warunkowa jest reakcjÂą. MiÂłoœÌ bezwarunkowa jest decyzjÂą. TwĂłrczym postanowieniem nie wywoÂłanym czynnikami zewnĂŞtrznymi, ale pochodzÂącym od wewnÂątrz. Opartym na tym, co w kaÂżdym jest najistotniejsze, na tym, co jest w nim obrazem i podobieĂąstwem StwĂłrcy. StwĂłrca jest miÂłoÂściÂą, tego uczy prawie kaÂżda religia. Zatem to, co jest jego obrazem i podobieĂąstwem, jest teÂż miÂłoÂściÂą. Trzeba tylko o tym wiedzieĂŚ. A zatem posi¹œÌ miÂłoœÌ bezwarunkowÂą, to uÂświadomiĂŚ sobie, Âże siĂŞ niÂą jest. Niczego nie trzeba wiĂŞcej. Ale byĂŚ miÂłoÂściÂą, to nie to samo co miÂłowaĂŚ. KochaĂŚ, to przemieniĂŚ bycie miÂłoÂściÂą w jej doÂświadczenie. DoÂświadczenie miÂłoÂści wyznacza okreÂślone warunki. Tak oto miÂłoœÌ stwarza warunki, a nie warunki – miÂłoœÌ.

Skoro w doœwiadczeniu mi³oœci wychodzimy od siebie, a nie od warunków zewnêtrznych, œwiadomi, ¿e nasza wy¿sza jaŸù jest mi³oœci¹, to mi³oœÌ nasza nie potrzebuje niczego z zewn¹trz aby siê wyraziÌ. Mo¿emy wiêc kochaÌ wszystkich i wszystko, nic od nich przy tym nie potrzebuj¹c i nic od nich nie oczekuj¹c w zamian. Nie wystêpuje w nas równie¿ lêk, ¿e coœ lub ktoœ zagra¿a tej mi³oœci i ¿e mo¿emy j¹ utraciÌ, poniewa¿ to czy i jak kochamy zale¿y tylko od nas. Czysta mi³oœÌ nie stwarza wiêc nigdy warunków do wyst¹pienia zazdroœci. Takiej mi³oœci nie mo¿na te¿ zraniÌ.

Jeœli wiêc kochamy kogoœ mi³oœci¹ bezwarunkow¹, to za to kim jest, a nie za to, co mo¿emy dziêki niemu zyskaÌ. Jeœli nawet pragniemy z nim byÌ, to dla samego faktu bycia z nim, a nie z ¿adnych innych powodów. Jeœli nawet chcemy stworzyÌ zwi¹zek z ta osob¹, to nie jest dla nas wa¿ne, ile wyniesiemy z tego zwi¹zku, ale ile mo¿emy do niego wnieœÌ.

Mi³oœÌ bezwarunkowa to mi³oœÌ Stwórcy do stworzenia. ChoÌ liczne religie to przyznaj¹, to jednak w doktrynach religijnych jest wiele stwierdzeù, które temu przecz¹. Wed³ug chrzeœcijaùskich Ÿróde³ Bóg jest zazdrosny, mœciwy, groŸny4, uzale¿niaj¹cy swoj¹ mi³oœÌ do cz³owieka od tego, czy cz³owiek bêdzie wype³nia³ jego wolê. W przeciwnym razie wtr¹ci go do piek³a na wieczne mêki. Chodzi tu nie tylko o teksty biblijne. Pogl¹dy g³osz¹ce, ¿e mi³oœÌ bo¿a jest warunkowa, wypowiada siê równie¿ obecnie5.

Jak wiêc przeciêtny chrzeœcijanin ma kochaÌ mi³oœci¹ bezwarunkow¹, jeœli powiada mu siê, ¿e Ten, którego obraz i podobieùstwo nosi w sobie, jest zazdrosny, mœciwy i mi³uje warunkowo? Zapytany o mi³oœÌ bezwarunkow¹ opisan¹ przez Paw³a z Tarsu odpowiada: List do Koryntian? Nie, to dobre dla matek. Ja muszê zazdroœciÌ, nie wyobra¿am sobie niczego innego. I kocha mi³oœci¹ zazdrosn¹. I mœci siê. I czasem nawet zabija.

A przecie¿ tak niewiele trzeba. Wystarczy odkryÌ czyst¹ mi³oœÌ w sobie. Wtedy bêdziemy zdolni pokochaÌ siebie. Jeœli pokochamy siebie, pokochamy innych. Gdy pokochamy innych, pokochamy ¯ycie. Gdy pokochamy ¯ycie, pokochamy Boga. Wtedy zdamy sobie sprawê z tego, ¿e On kocha nas tak samo, mi³oœci¹ czyst¹, bezwarunkow¹.
PozostaÂłe rodzaje miÂłoÂści

Mo¿na jeszcze wyodrêbniÌ mi³oœÌ rodzinn¹, mi³oœÌ w przyjaŸni i kole¿eùstwie, ogóln¹ mi³oœÌ bliŸniego, mi³oœÌ do przyrody, do ojczyzny, a nawet do psa, kota czy kanarka. W³aœciwie mo¿na kochaÌ wszystko i wszystkich. Cech¹ charakterystyczn¹ tego rodzaju mi³oœci jest to, ¿e s¹ one uwarunkowane w mniejszym, czasami nawet w znacznie mniejszym stopniu ni¿ mi³oœÌ romantyczna. Mi³oœÌ macierzyùska jest uwarunkowana najmniej ze wszystkich wymienionych, choÌ nie jest w pe³ni wolna od wymagaù czy oczekiwaù. Matka zwykle kocha swoje dziecko nie w zale¿noœci od tego jakie jest, ale po prostu dlatego, ¿e jest, nawet, gdy jest niepe³nosprawne fizycznie czy umys³owo. Ale taka mi³oœÌ ró¿ni siê od mi³oœci czystej tym, ¿e czêsto jest ob³o¿ona protoko³em i ¿e upatruje korzyœci, które bêd¹ widoczne dopiero w przysz³oœci. Jest do niej jednak bardzo zbli¿ona. Mi³oœÌ ojca do swych dzieci czêœciej zale¿y od tego, w jakim stopniu spe³niaj¹ jego oczekiwania. Ogólna mi³oœÌ bliŸniego jest uwarunkowana pojmowaniem tego, kto jest, a kto nie jest bliŸnim drugiego.

Cech¹ wyró¿niaj¹c¹ wymienione rodzaje mi³oœci jest to, ¿e s¹ one zwykle pozbawione pierwiastków seksualnych. W zamian za to obejmuj¹ przyjaŸù, szacunek i ¿yczliwe nastawienie. Jest tu tak¿e miejsce na upodobanie, zachwyt, przywi¹zanie, odczuwanie piêkna i wszelkie inne mo¿liwe ciep³e uczucia, docenianie, a tak¿e troskê, wspó³czucie, odpowiedzialnoœÌ. Inn¹ cech¹ charakterystyczn¹ takich mi³oœci jest ich d³ugotrwa³oœÌ. Mog¹ one zaistnieÌ nawet na ca³e ¿ycie, a nawet przekroczyÌ barierê œmierci. Najwa¿niejsze jednak jest to, ¿e ka¿da taka mi³oœÌ mo¿e siê rozwijaÌ, stale wzbogacaÌ o coœ nowego, a nawet przekszta³ciÌ w mi³oœÌ bezwarunkow¹.
Mi³oœÌ a seks

SÂłowo „miÂłoœÌ” jest niejednokrotnie kojarzone ze stosunkiem seksualnym, np. w takich zwrotach jak np. „uprawiaĂŚ miÂłoœÌ” czy „miÂłoœÌ francuska”, poniewaÂż w wielu jĂŞzykach nie ma wÂłaÂściwych s³ów do okreÂślenia tego aktu, a te, ktĂłre sÂą w potocznym uÂżyciu, to zwykle sÂłowa wulgarne. W rzeczywistoÂści, miÂłoœÌ i seks to ró¿ne pojĂŞcia. Nie da siĂŞ ich uÂżywaĂŚ zamiennie, bowiem moÂżliwa jest miÂłoœÌ bez seksu i seks bez miÂłoÂści. Jednak seks czĂŞsto towarzyszy miÂłoÂści. W przypadku miÂłoÂści romantycznej jest jej celebracjÂą i niemal nieod³¹cznym skÂładnikiem. ZbliÂżenie seksualne moÂże pozwoliĂŚ na fizyczne doÂświadczenie miÂłoÂści i w ten sposĂłb jÂą dopeÂłniĂŚ. Seks jest wiĂŞc fizycznÂą nutÂą w akordzie miÂłoÂści i jeÂżeli pozostaje w harmonii z innymi nutami, sprawia, Âże akord ten brzmi jeszcze piĂŞkniej.

Nastawienie do seksu zale¿y od regionu œwiata i kultury. Na wschodzie rozwija³a siê bogata sztuka erotyczna, co nawet owocowa³o powstaniem dzie³ w rodzaju Kamasutry. Równie¿ kultura islamska jest bogata w tego rodzaju literaturê choÌ z praktyk¹ jest tu znacznie gorzej. Chrzeœcijaùska kultura Zachodu d³ugo by³a nieufna wobec seksualnoœci, gloryfikowa³a celibat, dziewictwo, powœci¹gliwoœÌ seksualn¹, ustanowi³a szereg zakazów i ograniczeù, a wszelkie urozmaicenia sztuki mi³osnej uto¿samia³a z wyrafinowaniem, wyuzdaniem. Do pewnego stopnia tak jest nadal, zw³aszcza w koœciele katolickim. W myœl doktryny, stosunki seksualne, dozwolone tylko w ma³¿eùstwie, maj¹ s³u¿yÌ prokreacji, a wszelka antykoncepcja, z wyj¹tkiem tzw. metod naturalnych, jest zabroniona. Ci, który g³osz¹ takie pogl¹dy, nie chc¹ zauwa¿yÌ, ¿e w opozycji do doktryny, sztuka erotyczna Zachodu rozwinê³a siê w nie mniejszym stopniu ni¿ w innych kulturach, a ograniczanie seksu do prokreacji nie wp³ynê³o prawie w ogóle na praktykê w tej dziedzinie. Aby zapewniÌ przetrwanie gatunku wystarczy przecie¿, aby ka¿dy mia³ za sob¹ kilka lub co najwy¿ej kilkanaœcie zbli¿eù w ci¹gu ¿ycia. W rzeczywistoœci przeciêtny ¿onaty mê¿czyzna lub zamê¿na kobieta maj¹ ich po kilka tysiêcy.

Ci, co zmuszajÂą ludzi do ograniczania seksu wy³¹cznie do prokreacji, zadajÂą gwaÂłt ludzkiej naturze. Nie rozumiejÂą natury wszechÂświata. Nie dostrzegajÂą, Âże z jednej strony polaryzacja, a z drugiej strony przyciÂąganie siĂŞ przeciwieĂąstw, jest cechÂą powszechnÂą i dotyczy wszystkich aspektĂłw rzeczywistoÂści od elektronu i protonu zaczynajÂąc, a na mĂŞÂżczyÂźnie i kobiecie koĂączÂąc. Energia seksualna przyciÂąga i spaja ludzi, poniewaÂż we wszechÂświecie, podzielonym i zró¿nicowanym, powszechne jest d¹¿enie do jednoÂści. JakÂże piĂŞknie to zostaÂło powiedziane w sÂłowach: „BĂŞdziecie dwoje jednym ciaÂłem”6. Prokreacja nie jest wiĂŞc celem zbliÂżenia fizycznego, ale raczej jednym z jego moÂżliwych, szczĂŞÂśliwych nastĂŞpstw.
  
=======================================

A co z seksem bez miÂłoÂści? Zaspokojenie fizyczne bez g³êbszych uczuĂŚ jest teÂż moÂżliwe. Nie posuwa ono jednak naprzĂłd w rozwoju. Ponadto od takiego seksu Âłatwo siĂŞ uzaleÂżniĂŚ. ZwiÂązki oparte tylko na przyciÂąganiu seksualnym sÂą jeszcze mniej trwaÂłe niÂż oparte na miÂłoÂści romantycznej. Jedna ze stron moÂże je Âłatwo wykorzystaĂŚ do kontroli, manipulacji oraz osiÂągania ró¿nych korzyÂści. NiektĂłrzy (nawet nie zwiÂązani z chrzeÂścijaĂąstwem) nauczyciele duchowi gÂłoszÂą wyÂższoœÌ celibatu, dziewictwa i zalecajÂą caÂłkowitÂą rezygnacjĂŞ ze zbliÂżeĂą cielesnych, ÂświadczÂąc o tym wÂłasnym przykÂładem. Dlaczego tak siĂŞ dzieje? Oni po prostu nie wierzÂą, Âże moÂżna skutecznie kontrolowaĂŚ popĂŞd seksualny, tak jak wielu nie wierzy, Âże moÂżna uÂżywaĂŚ narkotyki bez popadniĂŞcia w na³óg. MĂłwiÂą, Âże energia seksualna jest najniÂższÂą formÂą energii jakiej moÂże czÂłowiek doÂświadczyĂŚ, ktĂłra uzaleÂżniajÂąc czÂłowieka przeszkadza w doÂświadczaniu energii wyÂższych i utrudnia w ten sposĂłb bÂądÂź uniemoÂżliwia rozwĂłj duchowy. Ci nauczyciele jednak mylÂą siĂŞ, przynajmniej czĂŞÂściowo. Nie jest moÂżliwe skuteczne wyrzeczenie siĂŞ seksu rozumiane jako samozaparcie. Istnieje bowiem prawo naturalne, ktĂłre brzmi: „To, czemu siĂŞ opierasz, umacniasz”. Zatem kaÂżde tÂłumienie popĂŞdu seksualnego w koĂącu zaowocuje pojawieniem siĂŞ tego popĂŞdu w najmniej oczekiwanym momencie, w postaci trudnej do przezwyciĂŞÂżenia ¿¹dzy. DoÂświadczajÂą tego zakonnicy i kapÂłani koÂścioÂła katolickiego, o czym ÂświadczÂą wci¹¿ wybuchajÂące afery zwiÂązane z molestowaniem czy wykorzystaniem seksualnym przez duchownych. Nie jest teÂż prawdÂą, Âże seks, jako niska energia, utrudnia dojÂście do energii wyÂższych. Przeciwnie, niejednokrotnie dojœÌ do tego co wysokie moÂżna tylko poprzez to co niskie. Wszak aby zdobyĂŚ szczyt gĂłrski trzeba zacz¹Ì od podstawy. Dlatego w Âżyciu kaÂżdego czÂłowieka seks moÂże odegraĂŚ pozytywnÂą rolĂŞ. Zdarza siĂŞ jednak czasem, Âże gdy speÂłni juÂż owÂą rolĂŞ, przestaje byĂŚ czymÂś atrakcyjnym. I wĂłwczas ktoÂś moÂże go odstawiĂŚ, jak dziecko odstawia zabawkĂŞ, z ktĂłrej juÂż wyrosÂło, lub jak odkÂłada ubranie, ktĂłre jest za ciasne, czy jak biesiadnik, ktĂłry odsuwa kolejny deser od siebie, bo juÂż naprawdĂŞ nie moÂże wiĂŞcej. Dzieje siĂŞ to zwykle wtedy, gdy Ăłw ktoÂś odkryje inne ÂźrĂłdÂło szczĂŞÂścia, radoÂści i rozkoszy, przy ktĂłrym seks wydaje siĂŞ bladÂą imitacjÂą. Nie jest to jednak w tym przypadku wyrzeczenie, ale odstawienie i wybĂłr czegoÂś innego.

Cieszmy siê zatem seksem i bawmy siê nim, dopóki nas to bawi. Nie u¿ywajmy go jednak do kontroli, manipulacji, dominacji czy osi¹gania ró¿nych korzyœci. Pamiêtajmy, ¿e zbli¿enie seksualne staje siê dopiero wtedy naprawdê piêkne, kiedy jest wyrazem mi³oœci.
Czy moÂżna kochaĂŚ wiele osĂłb?

W przypadku licznego rodzeĂąstwa czy wielu przyjació³ odpowiedÂź jest natychmiastowa: oczywiÂście, Âże moÂżna. Jednak w przypadku miÂłoÂści romantycznej wielu odpowiedziaÂłoby, Âże nie. JeÂśli nawet moÂżna, to nie powinno siĂŞ. Panuje bowiem doœÌ powszechne przekonanie, Âże kochajÂąc nie tylko swojego partnera, ale i kogoÂś innego, w jakiÂś sposĂłb siĂŞ tego partnera zdradza. Taka dodatkowa miÂłoœÌ prawie zawsze traktowana jest jako zagroÂżenie i prawie zawsze wywoÂłuje zazdroœÌ. Czy jednak rzeczywiÂście moÂżna kochaĂŚ tylko jednego i jakakolwiek nowa miÂłoœÌ niszczy starÂą? JeÂśli nawet tak siĂŞ dzieje, to nie dlatego, Âże nowa miÂłoœÌ oddziaÂłuje destrukcyjnie na dotychczasowÂą, ale dlatego, Âże starÂą miÂłoœÌ zabija zazdroœÌ. Tak naprawdĂŞ moÂżna kochaĂŚ wiele osĂłb, w taki sposĂłb kocha nas StwĂłrca. Przekonania, Âże sÂą wybrani ludzie, czy wybrane narody, to tylko poboÂżne Âżyczenia niektĂłrych. BĂłg kocha wszystkich jednakowo. W tym miejscu moÂże siĂŞ jednak pojawiĂŚ protest: No dobrze, moÂże moÂżna kochaĂŚ wielu, lecz miÂłoÂściÂą bezwarunkowÂą, ale nie w taki sposĂłb, nie miÂłoÂściÂą romantycznÂą, nie z podtekstem seksualnym. OdpowiedÂź jest nastĂŞpujÂąca: Czy siĂŞ komu to podoba, czy nie, tak siĂŞ zdarza w praktyce i to nie tylko w poligamicznych zwiÂązkach islamskich czy mormoĂąskich, ale rĂłwnieÂż w szanowanych rodzinach chrzeÂścijaĂąskich. Jak juÂż poprzednio powiedziano, miÂłoœÌ romantyczna pojawia siĂŞ spontanicznie i zwykle nie ma siĂŞ wpÂływu na to kiedy, jak i w kim powstaje. MĂłwiÂąc jĂŞzykiem poety7: „Serce nie sÂługa, nie zna co to pany i nie da siĂŞ okuĂŚ przemocÂą w kajdany”. Dlatego nikt nie jest winny, Âże kocha. Nie ma i nie moÂże byĂŚ miÂłoÂści zakazanej. KaÂżda miÂłoœÌ jest ÂświĂŞta, bo jest darem StwĂłrcy. Kochanie kogokolwiek nigdy nie moÂże stanowiĂŚ zdrady, nawet gdyby kochaÂło siĂŞ wielu. Pokochanie kogoÂś nie musi oznaczaĂŚ zaprzestania kochania kogoÂś innego. PoglÂąd, Âże w sposĂłb romantyczny moÂżna kochaĂŚ tylko jednÂą osobĂŞ to mit.

Ale w tym miejscu zaczynaj¹ siê problemy z uczciwoœci¹. Np. m¹¿, który oprócz ¿ony kocha jeszcze inn¹, mo¿e ¿onie tego nie powiedzieÌ. Mo¿e w tajemnicy przed ¿on¹ utworzyÌ i konsumowaÌ drugi zwi¹zek. To ju¿ jest zdrada, bowiem zdrada to nieuczciwoœÌ, to ¿ycie w k³amstwie. T³umaczenie, ¿e ukrywa swój drugi zwi¹zek przed ¿on¹, bo nie chce jej raniÌ, jest zwyk³ym wykrêtem. Kochaj¹cej ¿onie zawsze nale¿y siê prawda. Zreszt¹ ka¿de k³amstwo ma krótkie nogi i taki ukrywany romans czy prêdzej czy póŸniej siê wyda.

MoÂże byĂŚ i odwrotna sytuacja. Zakochany podwĂłjnie m¹¿ nie chcÂąc ÂłamaĂŚ wyznawanych zasad moralnych stara siĂŞ wyprzeĂŚ swojej drugiej miÂłoÂści, stÂłumiĂŚ jÂą, zepchn¹Ì do podÂświadomoÂści. Ze wzglĂŞdu na wyznawane zasady czy religiĂŞ, rezygnuje wiĂŞc z niej. Ale to co robi, to jest „zakuwanie swojego serca w kajdany”, co nie jest w gruncie rzeczy moÂżliwe. WypierajÂąc siĂŞ miÂłoÂści, umacnia jÂą. WypierajÂąc siĂŞ miÂłoÂści zdradza siebie. A zdradzenie samego siebie to teÂż zdrada. Skutkiem takiego postĂŞpowania bĂŞdzie to, Âże m¹¿ albo nie wytrzyma i w koĂącu zdradzi ÂżonĂŞ, albo bĂŞdzie siĂŞ przez lata zamartwiaÂł po cichu, przez co w koĂącu wpĂŞdzi siĂŞ w jak¹œ chorobĂŞ. Takie tÂłumienie w sobie miÂłoÂści moÂże rĂłwnieÂż wypaczyĂŚ jego charakter, prowadzÂąc do ujawnienia siĂŞ zaborczoÂści.

Najlepszym rozwi¹zaniem jest wiêc prawda. Powiedzenie ¿onie, ¿e siê kocha jeszcze kogoœ innego to nie zdrada. To uczciwoœÌ. Dlatego im prêdzej m¹¿ to uczyni, tym lepiej. Taka sytuacja nie musi prowadziÌ do rozbicia ma³¿eùstwa. Ka¿da ze stron w tym dramacie powinna sobie wówczas zadaÌ pytanie: Jak post¹pi³aby mi³oœÌ? I to mi³oœÌ nie tylko do tego jednego czy tej jednej, ale do wszystkich uczestników dramatu. Rozwi¹zania mog¹ byÌ ró¿ne. Mo¿e m¹¿ w imiê mi³oœci do ¿ony postanowi nie tworzyÌ nowego erotycznego zwi¹zku i jego mi³oœÌ przekszta³ci siê w mi³oœÌ platoniczn¹? W ten sposób nie wyprze siê swojej mi³oœci, ale tylko odsunie od siebie jej erotyczne aspekty. Mo¿e ¿ona oœwiadczy, ¿e taka sytuacja jest dla niej nie do przyjêcia i odejdzie? Mo¿e jednak da mê¿owi woln¹ rêkê? A mo¿e ta druga, nie chc¹c rozbijaÌ ma³¿eùstwa, sama odejdzie? Ka¿de rozwi¹zanie, które zostanie przyjête, bêdzie dobrym rozwi¹zaniem pod warunkiem, ¿e bêdzie to porozumienie wszystkich stron zawarte w imiê mi³oœci.

ReasumujÂąc naleÂży stwierdziĂŚ, Âże moÂżna kochaĂŚ wiele osĂłb i to na wszystkie moÂżliwe sposoby. Jednak, ze wzglĂŞdu na istniejÂące uwarunkowania kulturowe i obyczajowe, kochanie wielu miÂłoÂściÂą romantycznÂą moÂże stwarzaĂŚ problemy. Jest wiĂŞc najlepiej, gdy kocha siĂŞ miÂłoÂściÂą bezwarunkowÂą. W ten sposĂłb moÂżna kochaĂŚ wszystkich i wszystko bez przeszkĂłd. Tak kocha nas Ten KtĂłry Jest.
Mi³oœÌ jako energia

WszechÂświat to wieczny ruch, wieczna zmiana, wieczne ewoluowanie. Fizycy juÂż dawno spostrzegli, Âże nie jest moÂżliwa jakakolwiek przemiana bez energii. Wprowadzenie w ruch, zatrzymanie ruchu, przemiana chemiczna, emisja ÂświatÂła, wytwarzanie dÂźwiĂŞku – wszystko to wymaga energii. ÂŻycie to teÂż wieczny ruch, wieczna zmiana, wieczne ewoluowanie. O ile do wytwarzania zjawisk fizycznych potrzebna jest energia fizyczna, o tyle do zaistnienia, podtrzymania i przemieniania Âżycia potrzebna jest energia psychiczna. PodstawÂą tej energii sÂą uczucia. Uczuciami o najwiĂŞkszej sile oddziaÂływania sÂą miÂłoœÌ i strach. Zjawiska psychiczne sÂą wÂłaÂściwe wielu ÂżyjÂącym formom, niektĂłrzy nawet uwaÂżajÂą, Âże w jakimÂś stopniu wszystkim formom. Podobno nawet roÂśliny lepiej rosnÂą gdy sÂą traktowane z miÂłoÂściÂą. Niemal kaÂżdy maÂły zaniepokojony owad reaguje strachem i ucieka lub nieruchomieje. NajÂłatwiej jednak zaobserwowaĂŚ uczucia w czÂłowieku. SÂą one ÂźrĂłdÂłem siÂły napĂŞdowej dla Âżycia i nadajÂą mu sens. Wszystko, cokolwiek czÂłowiek robi, jest powodowane miÂłoÂściÂą lub strachem. KaÂżde inne uczucie jest oparte na tych dwĂłch podstawowych. Np. smutek jest skutkiem braku, chwilowego zaniku lub niespeÂłnienia miÂłoÂści, pozwala on nam pogodziĂŚ siĂŞ z utratÂą tego, co kochaliÂśmy, a takÂże pogodziĂŚ siĂŞ z tym, Âże nie objawiliÂśmy siebie w swojej najlepszej wersji i nie postÂąpiliÂśmy jak postÂąpiÂłaby miÂłoœÌ. ZÂłoÂścimy siĂŞ, jeÂśli ktoÂś postÂąpiÂł z nami tak jakby miÂłoœÌ nie postÂąpiÂła, zÂłoœÌ pozwala nam rĂłwnieÂż odmĂłwiĂŚ czegoÂś co nie wyraÂża miÂłoÂści. Smutek czy zÂłoœÌ moÂże byĂŚ teÂż wyrazem lĂŞku o miÂłoœÌ, zwÂłaszcza, gdy coÂś jej zagraÂża czy przeszkadza. Smucimy siĂŞ, gdy jesteÂśmy przekonani, Âże juÂż nie da siĂŞ nic w danej sprawie zrobiĂŚ. ZÂłoÂścimy siĂŞ zwykle wtedy, gdy uwaÂżamy, Âże coÂś moÂżna jeszcze zmieniĂŚ. Gniew, to emocjonalnie wyraÂżona wielka zÂłoœÌ wywoÂłana silnym lĂŞkiem spowodowanym np. zagroÂżeniem dla tego, co kochamy.

W najwyÂższym wymiarze wszystko jest wyrazem miÂłoÂści, nawet strach. CzyÂż to, Âże matka siĂŞ boi, iÂż dziecko moÂże wyjœÌ na ulicĂŞ i zostaĂŚ przejechane przez samochĂłd, lub Âże ktoÂś moÂże go skrzywdziĂŚ, nie jest wyrazem miÂłoÂści? CzyÂż to, Âże ktoÂś boi siĂŞ, kiedy ukochany dÂługo nie wraca, nie jest wyrazem miÂłoÂści? W najwyÂższym wymiarze miÂłoœÌ stanowi wiÂązkĂŞ wszystkich uczuĂŚ. Jest to energia podobna do ÂświatÂła biaÂłego, ktĂłrego widmo skÂłada siĂŞ z wielu barw. Ci, ktĂłrzy potrafiÂą widzieĂŚ wiĂŞcej, tak wÂłaÂśnie jÂą widzÂą. Ci, ktĂłrzy mieli przeÂżycia na granicy Âśmierci, rĂłwnieÂż spotkali siĂŞ z ÂświatÂłem, ktĂłre jest miÂłoÂściÂą. Osoby zdolne do postrzegania pozazmysÂłowego widzÂą wokó³ czÂłowieka ÂświetlistÂą otoczkĂŞ zwanÂą „aurÂą”. TwierdzÂą one, Âże im wiĂŞcej w czÂłowieku jest miÂłoÂści, tym jaÂśniejsza i bielsza jest ta aura. MoÂże ta intuicyjna wiedza o aurze spowodowaÂła, Âże ÂświĂŞtym na obrazach zwykle domalowuje siĂŞ aureolĂŞ. Badacze tamtej strony Âżycia twierdzÂą, Âże istoty rozwiniĂŞte duchowo, bĂŞdÂące juÂż na koĂącu swej ziemskiej drogi, ÂświecÂą oÂślepiajÂąco biaÂłym ÂświatÂłem. PamiĂŞtajmy, Âże rĂłwnieÂż Jezus powiedziaÂł o sobie „Jestem ÂświatÂłoÂściÂą Âświata”. Nie byÂła to tylko przenoÂśnia.

Wszyscy mamy w sobie œwiat³o, wszyscy mamy w sobie mi³oœÌ. Bez niej nie moglibyœmy istnieÌ. Nie ukrywajmy jednak tego œwiat³a pod korcem. Niech nasza mi³oœÌ przemieni œwiat.

ScaliÂłem posty
Darek








« Ostatnia zmiana: Styczeń 30, 2011, 14:34:35 wysłane przez Dariusz » Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #2 : Sierpień 21, 2010, 20:38:05 »

JaÂłmuÂżna

(InspiracjÂą do opracowania tego hasÂła byÂło nastĂŞpujÂące zdanie: „JaÂłmuÂżna jest miÂłoÂściÂą”, umieszczane na plakatach w drugiej poÂłowie 2004 roku, przed koÂścioÂłami katolickimi w Polsce.)


JaÂłmuÂżna to wsparcie, zapomoga, udzielona komuÂś potrzebujÂącemu, zwykle osobie biednej (lub podajÂącej siĂŞ za biednÂą). SÂłownik JĂŞzyka Polskiego PWN podaje, Âże jest to „datek ofiarowany ubogiemu, jako uczynek miÂłosierny”, akcentujÂąc w ten sposĂłb, iÂż ten akt darowizny jest motywowany uczuciowo.

Dzielenie siĂŞ bogatych z biednymi swym dobrobytem jest praktykowane juÂż od czasĂłw, gdy wspĂłlnota pierwotna zostaÂła zastÂąpiona systemem opartym na wÂłasnoÂści prywatnej. RĂłwnieÂż obecnie, zwÂłaszcza w krajach, w ktĂłrych wystĂŞpujÂą duÂże nierĂłwnoÂści spoÂłeczne, jaÂłmuÂżna jest czymÂś zwyczajnym, a w islamie stanowi nawet nakaz i zostaÂła wyniesiona do rangi jednego z filarĂłw tej religii.

Trzeba w tym miejscu jednak zaznaczyÌ, ¿e ludzka sk³onnoœÌ do pomagania innym jest niejednokrotnie wykorzystywana przez osoby, dla których ¿ebranina sta³a siê g³ównym Ÿród³em utrzymania, a nawet zawodem. Niektórzy zbieraj¹ w ten sposób pieni¹dze na alkohol lub narkotyki. Ludzie tacy s¹ zwykle dobrymi aktorami i potrafi¹ skutecznie wzbudzaÌ w innych litoœÌ i wspó³czucie, symuluj¹c chorobê czy kalectwo. Z drugiej strony, ci, którzy naprawdê znaleŸli siê w tarapatach, czêsto wstydz¹ siê prosiÌ o cokolwiek i cierpi¹ sw¹ biedê w milczeniu. Dlatego prawdziw¹ sztuk¹ jest zdolnoœÌ rozró¿nienia, komu pomoc jest naprawdê potrzebna. Wydaje siê, ¿e gdy nie mamy co do tego ca³kowitej pewnoœci, lepiej jest zb³¹dziÌ po stronie wspó³czucia.

Nasuwaj¹ siê tu ró¿ne pytania: Co powoduje, ¿e ludzie pragn¹ dawaÌ coœ biedniejszym od siebie? Jaki to ma wp³yw na bior¹cych i daj¹cych? Czy wiêc ja³mu¿na - jak g³osi koœció³ katolicki - jest rzeczywiœcie mi³oœci¹?

OdpowiadajÂąc na te pytania musimy stwierdziĂŚ, Âże chociaÂż w myÂśl przytoczonej definicji jaÂłmuÂżna jest „uczynkiem miÂłosiernym”, to miÂłosierdzie, bĂŞdÂąc reakcjÂą wspó³czucia i litoÂści, nie jest tym samym co miÂłoœÌ, a juÂż na pewno nie jest tym samym co miÂłoœÌ bezwarunkowa. LitoœÌ jest bowiem odpowiedziÂą naszego ego na opÂłakane warunki, w jakich znalazÂł siĂŞ ktoÂś inny i wypÂływa nie – jak by siĂŞ mogÂło wydawaĂŚ – z miÂłoÂści do tego kogoÂś, ale z miÂłoÂści wÂłasnej. Po prostu wyobraÂżamy sobie, co by byÂło, gdybyÂśmy siĂŞ znaleÂźli na jego miejscu i powstaÂłe wĂłwczas uczucie nazywamy litoÂściÂą. JeÂśli przyczynÂą litoÂści jest czyjeÂś ubĂłstwo, to wyzwala to chĂŞĂŚ ofiarowania owemu biednemu jakiegoÂś datku – czyli jaÂłmuÂżny. Gdy naszym jedynym celem jest udzielenie komuÂś wsparcia, to mamy do czynienia z piĂŞknym przejawem utoÂżsamienia siĂŞ z cierpiÂącym niedostatek i chociaÂż nasza jaÂłmuÂżna nie jest wtedy - wbrew temu co gÂłosi koÂśció³1 – miÂłoÂściÂą2, to jednak moÂże wypÂływaĂŚ z miÂłoÂści3, ktĂłra w akcie solidarnoÂści z pokrzywdzonym przez los uznaje dobro innego za swoje dobro. Z drugiej strony, gdy kogoÂś kochamy prawdziwie i mocno, wĂłwczas tego, co mu dajemy, nie uwaÂżamy za jaÂłmuÂżnĂŞ. Nasz ukochany teÂż tak tego nie traktuje.

Jednak ludzkie ego nie jest zazwyczaj zdolne do czynĂłw bezinteresownych. Nasze „ja” kieruje siĂŞ najczĂŞÂściej swoistÂą ekonomiÂą, zmierzajÂącÂą do wyciÂągniĂŞcia ze swych dziaÂłaĂą wymiernych korzyÂści. W odniesieniu do jaÂłmuÂżny, najpospolitszÂą takÂą korzyÂściÂą jest duma z przejawionej w ten sposĂłb dobroci i uzyskany dziĂŞki temu wzrost poczucia wÂłasnej waÂżnoÂści. To poczucie moÂże byĂŚ jeszcze spotĂŞgowane wĂłwczas, gdy o naszej hojnoÂści dowiadujÂą siĂŞ inni i zaczynajÂą spÂływaĂŚ na nas ze wszystkich stron pochwaÂły – niektĂłrzy wiĂŞc w tym celu podejmujÂą regularnÂą dziaÂłalnoœÌ charytatywnÂą, z ktĂłrej korzystajÂą w sposĂłb powtarzalny pewne jednostki lub (przy duÂżych rozmiarach tej dziaÂłalnoÂści) nawet okreÂślone grupy spoÂłeczne. Les Giblin napisaÂł, Âże „si³¹ napĂŞdowÂą dobroczynnoÂści jest przede wszystkim satysfakcja i przyjemnoœÌ, jaka ofiarodawca odczuwa w chwili dawania, a nie dobroczynny skutek daru”. Powoduje to uzaleÂżnienie od darczyĂącĂłw, ktĂłrzy szybko spostrzegajÂą, Âże daje im to wÂładzĂŞ nad obdarowanymi. Jest to nastĂŞpna korzyœÌ dla ich ego. RĂłwnoczeÂśnie jednak idea jaÂłmuÂżny ulega wypaczeniu, bo to co uzaleÂżnia, nie tylko nie pomaga, ale wrĂŞcz szkodzi. Znana jest przypowieœÌ o Âżebraku, ktĂłry dziaÂłajÂąc w nadmorskim miasteczku portowym otrzymywaÂł jaÂłmuÂżnĂŞ w postaci ryb, ofiarowywanych mu przez rybakĂłw wracajÂących z poÂłowĂłw. Pewnego razu zjawiÂł siĂŞ czÂłowiek, ktĂłrzy nauczyÂł owego Âżebraka ÂłowiĂŚ ryby i ten przestaÂł ÂżebraĂŚ. Czyja pomoc byÂła wiĂŞc wartoÂściowsza? OczywiÂście ta ostatnia, bo przecieÂż poprzednio rybacy tylko uzaleÂżniali tego Âżebraka od siebie zapewniajÂąc mu utrzymanie tylko na jeden dzieĂą i w ten sposĂłb go osÂłabiajÂąc, a ten ostatni postawiÂł Âżebraka na nogi i zapewniajÂąc mu utrzymanie na caÂłe Âżycie, umocniÂł go. Podobnie, jak ci rybacy, postĂŞpujÂą bogate paĂąstwa, ktĂłre pomagajÂą innym sÂłabszym i biedniejszym krajom tylko w taki sposĂłb, aby je uzaleÂżniĂŚ od siebie i w ten sposĂłb uzyskaĂŚ nad nimi wÂładzĂŞ. Np. zamiast sÂłaĂŚ do Etiopii transporty z ÂżywnoÂściÂą w okresie powtarzajÂącej siĂŞ tam co jakiÂś czas suszy i zwiÂązanej z niÂą klĂŞski gÂłodu, najbogatsze paĂąstwa Âświata mogÂłyby skutecznie pomĂłc temu krajowi, np. w budowie sieci ujĂŞĂŚ wody, zbiornikĂłw retencyjnych i systemĂłw irygacyjnych, co zlikwidowaÂłoby caÂłkowicie problem. Jednak owe paĂąstwa tego nie czyniÂą. Dlaczego?

Innym wypaczeniem jest sprowadzenie jaÂłmuÂżny do postaci obowiÂązku, jak to ma miejsce w islamie. OczywiÂście to, co nie wynika z potrzeby serca, ale jest tylko stosowaniem siĂŞ do nakazu, nie jest miÂłoÂściÂą, nie jest nawet miÂłosierdziem – jest jedynie zaliczeniem okreÂślonego wymogu.

Ja³mu¿na jest to wiêc datek, który mo¿e byÌ powodowany wspó³czuciem, ale mo¿e te¿ wyp³ywaÌ z pychy i samolubstwa, który na ogó³ bywa dobrowolny, ale jest czasem traktowany jako nakaz. Taka darowizna mo¿e pomóc obdarowanemu, lecz mo¿e tak¿e mu zaszkodziÌ. Datek ten mo¿e siê siê równie¿ dostaÌ w rêce kogoœ, komu siê zupe³nie nie nale¿y. Wypowiadanie siê o ja³mu¿nie w sposób jednoznaczny jako o mi³oœci wydaje siê byÌ wiêc niezbyt rozumne.

Z wypaczeĂą idei dawania jaÂłmuÂżny zdawaÂł sobie w peÂłni sprawĂŞ Jezus i dlatego powiedziaÂł: „Kiedy wiĂŞc dajesz jaÂłmuÂżnĂŞ, nie trÂąb przed sobÂą, jak obÂłudnicy czyniÂą w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. ZaprawdĂŞ powiadam wam: ci otrzymali juÂż swojÂą nagrodĂŞ. Kiedy zaÂś ty dajesz jaÂłmuÂżnĂŞ, niech nie wie lewa twoja rĂŞka, co czyni prawa, aby twoja jaÂłmuÂżna pozostaÂła w ukryciu. A Ojciec twĂłj, ktĂłry widzi w ukryciu, odda tobie.” [Mt, 6, 2-4]

W podsumowaniu naleÂży stwierdziĂŚ, Âże jaÂłmuÂżna rzadko wypÂływa z czystej miÂłoÂści. O wiele czĂŞÂściej powodowana jest niezbyt chwalebnÂą postaciÂą miÂłoÂści wÂłasnej czyli egoizmem i prowadzi do uzaleÂżnienia obdarowanych od dajÂących. PrawdziwÂą miÂłoÂściÂą jest sprawiĂŚ, aby jaÂłmuÂżna nie byÂła potrzebna.



1 Takie koÂścielne sformuÂłowania czĂŞsto wprowadzajÂą w b³¹d. DosÂłowne potraktowanie tego hasÂła moÂże prowadziĂŚ do absurdalnych wnioskĂłw, co unaocznia nastĂŞpujÂące rozumowanie: „JaÂłmuÂżna jest miÂłoÂściÂą”, ale teÂż „BĂłg jest miÂłoÂściÂą”, zatem „BĂłg i jaÂłmuÂżna sÂą tym samym (uczuciem)”.

2 Prawdziwa miÂłoœÌ nie daje tylko jaÂłmuÂżny, ale znacznie wiĂŞcej – czasem nawet oddaje za kogoÂś Âżycie.

3 Jest to wĂłwczas najszlachetniejsza postaĂŚ miÂłoÂści wÂłasnej, ktĂłra w cudzym szczĂŞÂściu widzi wÂłasne szczĂŞÂście, w radoÂści innych – wÂłasnÂą radoœÌ, a korzyœÌ wÂłasnÂą upatruje w korzyÂści dla wielu. Ró¿nica miĂŞdzy tak pojmowanÂą miÂłoÂściÂą do samego siebie i altruizmem zaciera siĂŞ wtedy caÂłkowicie.
Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Styczeń 30, 2011, 14:37:29 »

D¹¿enie do zjednoczenia na wy¿szym poziomie

Z perspektywy duszy ludzie pragn¹ ponownie z³¹czyÌ siê z Bogiem. Jako ¿e ka¿da osoba stanowi odbicie Boga, jednym ze sposobów na osi¹gniêcie unii z Bogiem jest zwi¹zek z drugim cz³owiekiem.

Dotyczy to rĂłwnieÂż stosunkĂłw nie ukierunkowanych na seks. Powiedzmy, Âże masz bliskiego przyjaciela zarĂłwno wÂśrĂłd jednej pÂłci jak i drugiej. Pragniecie wspĂłlnie dzieliĂŚ siĂŞ miÂłoÂściÂą; jeÂśli jest to zwiÂązek, w ktĂłrym nie chodzi o seks, pÂłaszczyznÂą zjednoczenia bĂŞdzie potrzeba wspĂłlnego tworzenia.

W przyjaŸni energia osi¹ga najwiêksze natê¿enie, kiedy obie strony maj¹ nowe pomys³y i podnieca je myœl o wspólnym wprowadzaniu ich w ¿ycie. Jest to przyk³ad wykorzystania energii czakry nasady. Wy¿szym celem stosunków ³¹cz¹cych ciê z przyjacielem czy przyjació³k¹ jest zawsze wiêŸ z Bogiem. Kochaj¹c siê nawzajem, uczycie siê widzieÌ siebie w swoim partnerze. Kiedy ju¿ potrafisz dostrzec w innych samego siebie, wkraczasz na drogê wiod¹c¹ do zjednoczenia z Bogiem.

Od niepamiêtnych czasów usi³owano zdefiniowaÌ mi³oœÌ. W idealnej postaci, mi³oœÌ oznacza dostrzeganie w drugim samego siebie i pokochanie siebie przez to, co widzimy w drugim. W ostatecznym rozrachunku, mi³oœÌ nie ma nic wspólnego z drugim, liczysz siê ty sam. Jeœli poœwiêcasz siê partnerowi kosztem w³asnego rodzaju, to nie jest to prawdziwa mi³oœÌ. Kiedy starasz siê byÌ naprawdê sob¹, w wiêkszym stopniu mo¿esz obdarowywaÌ mi³oœci¹ innych.

Ludzie szufladkujÂą miÂłoœÌ. DzielÂą jÂą na miÂłoœÌ erotycznÂą, miÂłoœÌ pozbawionÂą wymiaru erotycznego, miÂłoœÌ miĂŞdzy rodzicami i dzieĂŚmi i miÂłoœÌ miĂŞdzy rodzeĂąstwem. Ale miÂłoœÌ jest tylko jedna! W gruncie rzeczy, miÂłoœÌ to czĂŞstotliwoœÌ, na ktĂłrej stajesz siĂŞ caÂłkowicie bezbronny i podatny na zranienie. Kiedy potrafisz zupeÂłnie siĂŞ odsÂłoniĂŚ przed drugim czÂłowiekiem, obnaÂżyĂŚ siĂŞ, dajesz mu najwiĂŞkszy moÂżliwy dar – takim, jakim jesteÂś naprawdĂŞ, bez Âżadnych barier.

Nie ma znaczenia, czy miÂłoœÌ ma zabarwienie erotyczne czy nie. Twoja otwartoœÌ na zranienie w obecnoÂści drugiego, bycie prawdziwym sobÂą wobec niego, stanowi akt miÂłoÂści. MoÂżesz to osiÂągn¹Ì z kaÂżdym – kochankiem, przyjacielem, czÂłonkiem rodziny czy czÂłowiekiem spotkanym na ulicy. MiÂłoœÌ wymyka siĂŞ definicjom, a przy tym, o ironio, wszystko w waszym Âświecie wynika z miÂłoÂści.

Wspomniana wczeÂśniej czĂŞstotliwoœÌ miÂłoÂści to przejaw uniwersalnego jĂŞzyka geometrii. Zawierasz w sobie czĂŞstotliwoœÌ spirali zÂłotego Âśrodka i sam jesteÂś w niej zawarty. To serce kosmosu – spajajÂące wszystko ogniwo. ChoĂŚbyÂś nie wiem jak bardzo zaprzeczaÂł miÂłoÂści, nie moÂżesz wyrzec siĂŞ swego pochodzenia. BĂŞdziesz zawsze poszukiwaÂł miÂłoÂści (nawet pogr¹¿ony w ciemnoÂści). MiÂłoœÌ poprowadzi ciĂŞ do domu, miejsca twego przeznaczenia.

Integrowanie pierwiastka ÂżeĂąskiego i mĂŞskiego

...

Lissa Royal, Milenium r.11
Zapisane

PozwĂłl sobie byĂŚ sobÂą, a innym byĂŚ innymi.
Kiara
Gość
« Odpowiedz #4 : Styczeń 30, 2011, 15:12:05 »

WyjÂątkowo piĂŞkny i trafny opis miÂłoÂści.

Ja dodam tylko i¿ Cz³owiek ¿eby móg³ ni¹ ¿yÌ wedle powy¿szego opisu musi osi¹gn¹Ì m¹droœÌ serca.
M¹droœÌ serca to wiedza o ¿yciu mi³oœci¹ , o niekrzywdzeniu siebie oraz innych, tylko ten kto j¹ osi¹gn¹³ mo¿e otworzyÌ serce swoje przed drugim takim samym Cz³owiekiem , nie wczeœniej.
Bo tylko wówczas zaistnieje wewnêtrzna i zewnêtrzna harmonia , czyli mi³oœÌ bezwarunkowa.

Kiara UÂśmiech UÂśmiech
« Ostatnia zmiana: Styczeń 30, 2011, 15:13:24 wysłane przez Kiara » Zapisane
quetzalcoatl44
Gość
« Odpowiedz #5 : Styczeń 30, 2011, 17:37:51 »

http://www.youtube.com/watch?v=9fdE1hXJKgY&feature=related

warto obejrzec UÂśmiech
Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #6 : Styczeń 30, 2011, 18:22:31 »

Warto, ale gdyby jeszcze byÂło tÂłumaczenie, to ... .
Zapisane

PozwĂłl sobie byĂŚ sobÂą, a innym byĂŚ innymi.
quetzalcoatl44
Gość
« Odpowiedz #7 : Styczeń 30, 2011, 19:41:45 »

niestety trzeba sciagnac chyba caly film ..UÂśmiech kawalek moge wkleic

Za póŸno, Gelflingu! Przysz³aœ za póŸno.| Wielkie Po³¹czenie siê zbli¿a.
{103468}{103581}Teraz Skeksowie przejmÂą wÂładzĂŞ nad gwiazdami!
{103588}{103632}- Kiedy nast¹pi Wielkie Po³¹czenie?
{103636}{103747}- Ju¿ wkrótce...| Trzy s³oùca po³¹cz¹ siê...
{103804}{103915}IdÂź Gelflingu!| Obawiam siĂŞ, Âże na ÂśmierĂŚ...
{104284}{104375}- ZejdÂź Phizgik. I bÂądÂź cicho.
{104475}{104556}- ByÂłeÂś bardzo pomocny.
{104811}{104870}- O nie!
{104907}{104982}- Gdzie ja jestem?!
{106489}{106569}- Czy to ten KrysztaÂł?
{107353}{107396}- Aughra? Ty Âżyjesz!
{107400}{107492}- Nie ma czasu! Gdy pojedynczo Âświeci| potrĂłjne sÂłoĂące...
{107496}{107564}- Gdzie Kira?!
{107688}{107782}- Zbli¿a siê Wielkie Po³¹czenie!
{109248}{109323}- Tak! To KrysztaÂł!
{110974}{111078}<Po to przyszedÂłem.| Ciemny KrysztaÂł...
{111166}{111241}... Trzy sÂłoĂąca ...
{111310}{111381}... OdÂłamek ...>
{113419}{113513}- Zbli¿a siê Wielkie Po³¹czenie!
{113539}{113632}- Teraz bĂŞdziemy Âżyli wiecznie!
{113683}{113767}- BĂŞdziemy Âżyli wiecznie!
{113947}{114006}- Cicho!
{114139}{114203}- Gelfling!
{114378}{114422}- Gelfling musi umrzeĂŚ!
{114426}{114493}- ZÂłapcie jÂą!
{114522}{114609}- Gelflingu! Musisz umrzeĂŚ!
{114690}{114765}- Dwoje GelflingĂłw!
{114930}{114998}- Garthimowie!
{115362}{115421}- Nie!!!
{115481}{115543}- OdÂłamek!
{115577}{115661}- OdÂłamek naleÂży do mnie!
{115745}{115852}- IdÂź stÂąd!| Ty... ÂśmierdzÂące czupiradÂło!
{116033}{116105}- Ona ma odÂłamek!
{116129}{116197}- Zabierzcie jej! Teraz!
{116201}{116271}- UwaÂżaj, Kira!
{116369}{116431}- Za tobÂą!
{116464}{116484}- Zostawcie jÂą!
{116488}{116556}- Dajcie nam odÂłamek, to uwolnimy was!
{116560}{116652}- Nie!| - Dobrze! Tylko nie rĂłbcie jej krzywdy!
{116656}{116759}- Nie, Jen! Musisz naprawiĂŚ| KrysztaÂł!
{120181}{120261}- Jak siĂŞ wydostaÂłeÂś?!
{120349}{120408}- ChodÂź!
{122819}{122999}- "Co zosta³o rozbite i zniweczone - stanie siê ca³oœci¹.| Czêœci po³¹czone bêd¹ w jednoœÌ".
{123155}{123245}- Przepowiednia siĂŞ speÂłniÂła.
{123347}{123429}ZnĂłw jesteÂśmy jednoÂściÂą.
{123802}{123906}Wiele wiekĂłw temu| peÂłni buty i zÂłudzeĂą
{123946}{124037}zniszczyliÂśmy Ciemny KrysztaÂł.
{124066}{124153}I Âświat nasz siĂŞ rozpadÂł...
{124186}{124293}Twoja odwaga i poÂświĂŞcenie| scaliÂły go...
{124354}{124467}PrzywrĂłciÂło KrzysztaÂłowi jego| prawdziwÂą moc.
{124545}{124613}WeÂź jÂą w ramiona.
{124617}{124661}Ona jest czĂŞÂściÂą ciebie...
{124665}{124770}jak i kaÂżdy z nas jest czĂŞÂściÂą drugiego.
{125432}{125523}Zostawiamy ci KrysztaÂł Prawdy.
{125576}{125677}StwĂłrz Âświat w Âświetle jego blasku...
{126775}{126819}K O N I E C
{126823}{126885}WystÂąpili:
{128022}{128093}GÂłosĂłw uÂżyczyli:
{128789}{128880}Tekst polski| Renata Plamowska
Zapisane
janusz


Wielki gaduÂła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1370



Zobacz profil
« Odpowiedz #8 : Luty 13, 2011, 23:58:56 »

Z okazji Walentynek wszystkiego najlepszego ZAKOCHANYM

<a href="http://www.youtube.com/v/PNdrYByesqE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" target="_blank">http://www.youtube.com/v/PNdrYByesqE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0</a>
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #9 : Luty 14, 2011, 10:52:46 »

Walentynkowa dedykacja..... speÂłnionej miÂłoÂści !!!


PROMYKI MIÂŁOÂŚCI.wmv

http://www.youtube.com/watch?v=ml0rRQb7JZY
Zapisane
Strony: [1] |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.031 sekund z 19 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

opatowek gangem maho wypadynaszejbrygady x22-team