Rafaela
Gość
|
 |
« Odpowiedz #1 : Sierpień 21, 2010, 20:15:56 » |
|
MILOSC BEZWARUNKOWA
Mi³oœÌ bezwarunkowa, to mi³oœÌ, która nie zna potrzeb, oczekiwaù i zazdroœci. To mi³oœÌ, która stara siê nikomu nie zaszkodziÌ, nikogo nie skrzywdziÌ. To mi³oœÌ, która nie rani, ale goi, która nie dzieli, a ³¹czy, która nie krzywdzi, ale naprawia krzywdy, która nigdy nie przynosi smutku, ale zawsze jest Ÿród³em szczêœcia i radoœci. Mi³oœÌ taka gdy jest dawana, zawsze powraca w zwielokrotnionym natê¿eniu. Neale Donald Walsh napisa³3, ¿e prawdziwa, czysta mi³oœÌ to:
„CoÂś, co nie zna warunkĂłw, ograniczeĂą i potrzeb. PoniewaÂż nie zna warunkĂłw, nie wymaga niczego aby siĂŞ wyraziĂŚ. Nie ¿¹da niczego w zamian. Nie wstrzymuje niczego w odwecie.
PoniewaÂż nie zna ograniczeĂą, nie krĂŞpuje drugiego. Jest bez koĂąca i trwa wiecznie. Nie doÂświadcza zapĂłr i granic.
PoniewaÂż nie zna potrzeb, stara siĂŞ nie braĂŚ niczego, co nie pochodzi z hojnoÂści serca. Stara siĂŞ nie zatrzymywaĂŚ niczego, co nie pragnie byĂŚ zatrzymane. Stara siĂŞ nie dawaĂŚ niczego, co nie jest przyjmowane z radoÂściÂą.
I jest wolne. MiÂłoœÌ jest tym, co swobodne, albowiem wolnoœÌ stanowi istotĂŞ Boga, a miÂłoœÌ to przejaw Boga.”
MiÂłoœÌ romantyczna powstaje spontanicznie, miÂłoœÌ rodzinna teÂż zwykle tworzy siĂŞ w sposĂłb naturalny. W przeciwieĂąstwie do nich, miÂłoœÌ bezwarunkowa jest sztukÂą, ktĂłrÂą naleÂży posi¹œÌ. RĂłwnoczeÂśnie jednak, nie moÂżna nic zrobiĂŚ, aby jÂą posi¹œÌ. Wydaje siĂŞ, Âże dwa ostatnie zdania sÂą ze sobÂą sprzeczne. Jak moÂżna coÂś posi¹œÌ, jeÂśli nic nie da siĂŞ zrobiĂŚ, aby to posi¹œÌ? Ten paradoks jest tylko pozorny. Prawdziwa, czysta miÂłoœÌ nie jest wynikiem okreÂślonych warunkĂłw, jakie muszÂą wystÂąpiĂŚ, aby mogÂła zaistnieĂŚ. Przeciwnie, to okreÂślone warunki powstajÂą jako wynik miÂłoÂści. MiÂłoœÌ warunkowa jest reakcjÂą. MiÂłoœÌ bezwarunkowa jest decyzjÂą. TwĂłrczym postanowieniem nie wywoÂłanym czynnikami zewnĂŞtrznymi, ale pochodzÂącym od wewnÂątrz. Opartym na tym, co w kaÂżdym jest najistotniejsze, na tym, co jest w nim obrazem i podobieĂąstwem StwĂłrcy. StwĂłrca jest miÂłoÂściÂą, tego uczy prawie kaÂżda religia. Zatem to, co jest jego obrazem i podobieĂąstwem, jest teÂż miÂłoÂściÂą. Trzeba tylko o tym wiedzieĂŚ. A zatem posi¹œÌ miÂłoœÌ bezwarunkowÂą, to uÂświadomiĂŚ sobie, Âże siĂŞ niÂą jest. Niczego nie trzeba wiĂŞcej. Ale byĂŚ miÂłoÂściÂą, to nie to samo co miÂłowaĂŚ. KochaĂŚ, to przemieniĂŚ bycie miÂłoÂściÂą w jej doÂświadczenie. DoÂświadczenie miÂłoÂści wyznacza okreÂślone warunki. Tak oto miÂłoœÌ stwarza warunki, a nie warunki – miÂłoœÌ.
Skoro w doœwiadczeniu mi³oœci wychodzimy od siebie, a nie od warunków zewnêtrznych, œwiadomi, ¿e nasza wy¿sza jaŸù jest mi³oœci¹, to mi³oœÌ nasza nie potrzebuje niczego z zewn¹trz aby siê wyraziÌ. Mo¿emy wiêc kochaÌ wszystkich i wszystko, nic od nich przy tym nie potrzebuj¹c i nic od nich nie oczekuj¹c w zamian. Nie wystêpuje w nas równie¿ lêk, ¿e coœ lub ktoœ zagra¿a tej mi³oœci i ¿e mo¿emy j¹ utraciÌ, poniewa¿ to czy i jak kochamy zale¿y tylko od nas. Czysta mi³oœÌ nie stwarza wiêc nigdy warunków do wyst¹pienia zazdroœci. Takiej mi³oœci nie mo¿na te¿ zraniÌ.
Jeœli wiêc kochamy kogoœ mi³oœci¹ bezwarunkow¹, to za to kim jest, a nie za to, co mo¿emy dziêki niemu zyskaÌ. Jeœli nawet pragniemy z nim byÌ, to dla samego faktu bycia z nim, a nie z ¿adnych innych powodów. Jeœli nawet chcemy stworzyÌ zwi¹zek z ta osob¹, to nie jest dla nas wa¿ne, ile wyniesiemy z tego zwi¹zku, ale ile mo¿emy do niego wnieœÌ.
Mi³oœÌ bezwarunkowa to mi³oœÌ Stwórcy do stworzenia. ChoÌ liczne religie to przyznaj¹, to jednak w doktrynach religijnych jest wiele stwierdzeù, które temu przecz¹. Wed³ug chrzeœcijaùskich Ÿróde³ Bóg jest zazdrosny, mœciwy, groŸny4, uzale¿niaj¹cy swoj¹ mi³oœÌ do cz³owieka od tego, czy cz³owiek bêdzie wype³nia³ jego wolê. W przeciwnym razie wtr¹ci go do piek³a na wieczne mêki. Chodzi tu nie tylko o teksty biblijne. Pogl¹dy g³osz¹ce, ¿e mi³oœÌ bo¿a jest warunkowa, wypowiada siê równie¿ obecnie5.
Jak wiêc przeciêtny chrzeœcijanin ma kochaÌ mi³oœci¹ bezwarunkow¹, jeœli powiada mu siê, ¿e Ten, którego obraz i podobieùstwo nosi w sobie, jest zazdrosny, mœciwy i mi³uje warunkowo? Zapytany o mi³oœÌ bezwarunkow¹ opisan¹ przez Paw³a z Tarsu odpowiada: List do Koryntian? Nie, to dobre dla matek. Ja muszê zazdroœciÌ, nie wyobra¿am sobie niczego innego. I kocha mi³oœci¹ zazdrosn¹. I mœci siê. I czasem nawet zabija.
A przecie¿ tak niewiele trzeba. Wystarczy odkryÌ czyst¹ mi³oœÌ w sobie. Wtedy bêdziemy zdolni pokochaÌ siebie. Jeœli pokochamy siebie, pokochamy innych. Gdy pokochamy innych, pokochamy ¯ycie. Gdy pokochamy ¯ycie, pokochamy Boga. Wtedy zdamy sobie sprawê z tego, ¿e On kocha nas tak samo, mi³oœci¹ czyst¹, bezwarunkow¹. Pozosta³e rodzaje mi³oœci
Mo¿na jeszcze wyodrêbniÌ mi³oœÌ rodzinn¹, mi³oœÌ w przyjaŸni i kole¿eùstwie, ogóln¹ mi³oœÌ bliŸniego, mi³oœÌ do przyrody, do ojczyzny, a nawet do psa, kota czy kanarka. W³aœciwie mo¿na kochaÌ wszystko i wszystkich. Cech¹ charakterystyczn¹ tego rodzaju mi³oœci jest to, ¿e s¹ one uwarunkowane w mniejszym, czasami nawet w znacznie mniejszym stopniu ni¿ mi³oœÌ romantyczna. Mi³oœÌ macierzyùska jest uwarunkowana najmniej ze wszystkich wymienionych, choÌ nie jest w pe³ni wolna od wymagaù czy oczekiwaù. Matka zwykle kocha swoje dziecko nie w zale¿noœci od tego jakie jest, ale po prostu dlatego, ¿e jest, nawet, gdy jest niepe³nosprawne fizycznie czy umys³owo. Ale taka mi³oœÌ ró¿ni siê od mi³oœci czystej tym, ¿e czêsto jest ob³o¿ona protoko³em i ¿e upatruje korzyœci, które bêd¹ widoczne dopiero w przysz³oœci. Jest do niej jednak bardzo zbli¿ona. Mi³oœÌ ojca do swych dzieci czêœciej zale¿y od tego, w jakim stopniu spe³niaj¹ jego oczekiwania. Ogólna mi³oœÌ bliŸniego jest uwarunkowana pojmowaniem tego, kto jest, a kto nie jest bliŸnim drugiego.
Cech¹ wyró¿niaj¹c¹ wymienione rodzaje mi³oœci jest to, ¿e s¹ one zwykle pozbawione pierwiastków seksualnych. W zamian za to obejmuj¹ przyjaŸù, szacunek i ¿yczliwe nastawienie. Jest tu tak¿e miejsce na upodobanie, zachwyt, przywi¹zanie, odczuwanie piêkna i wszelkie inne mo¿liwe ciep³e uczucia, docenianie, a tak¿e troskê, wspó³czucie, odpowiedzialnoœÌ. Inn¹ cech¹ charakterystyczn¹ takich mi³oœci jest ich d³ugotrwa³oœÌ. Mog¹ one zaistnieÌ nawet na ca³e ¿ycie, a nawet przekroczyÌ barierê œmierci. Najwa¿niejsze jednak jest to, ¿e ka¿da taka mi³oœÌ mo¿e siê rozwijaÌ, stale wzbogacaÌ o coœ nowego, a nawet przekszta³ciÌ w mi³oœÌ bezwarunkow¹. Mi³oœÌ a seks
SÂłowo „miÂłoœÌ” jest niejednokrotnie kojarzone ze stosunkiem seksualnym, np. w takich zwrotach jak np. „uprawiaĂŚ miÂłoœÌ” czy „miÂłoœÌ francuska”, poniewaÂż w wielu jĂŞzykach nie ma wÂłaÂściwych s³ów do okreÂślenia tego aktu, a te, ktĂłre sÂą w potocznym uÂżyciu, to zwykle sÂłowa wulgarne. W rzeczywistoÂści, miÂłoœÌ i seks to ró¿ne pojĂŞcia. Nie da siĂŞ ich uÂżywaĂŚ zamiennie, bowiem moÂżliwa jest miÂłoœÌ bez seksu i seks bez miÂłoÂści. Jednak seks czĂŞsto towarzyszy miÂłoÂści. W przypadku miÂłoÂści romantycznej jest jej celebracjÂą i niemal nieod³¹cznym skÂładnikiem. ZbliÂżenie seksualne moÂże pozwoliĂŚ na fizyczne doÂświadczenie miÂłoÂści i w ten sposĂłb jÂą dopeÂłniĂŚ. Seks jest wiĂŞc fizycznÂą nutÂą w akordzie miÂłoÂści i jeÂżeli pozostaje w harmonii z innymi nutami, sprawia, Âże akord ten brzmi jeszcze piĂŞkniej.
Nastawienie do seksu zale¿y od regionu œwiata i kultury. Na wschodzie rozwija³a siê bogata sztuka erotyczna, co nawet owocowa³o powstaniem dzie³ w rodzaju Kamasutry. Równie¿ kultura islamska jest bogata w tego rodzaju literaturê choÌ z praktyk¹ jest tu znacznie gorzej. Chrzeœcijaùska kultura Zachodu d³ugo by³a nieufna wobec seksualnoœci, gloryfikowa³a celibat, dziewictwo, powœci¹gliwoœÌ seksualn¹, ustanowi³a szereg zakazów i ograniczeù, a wszelkie urozmaicenia sztuki mi³osnej uto¿samia³a z wyrafinowaniem, wyuzdaniem. Do pewnego stopnia tak jest nadal, zw³aszcza w koœciele katolickim. W myœl doktryny, stosunki seksualne, dozwolone tylko w ma³¿eùstwie, maj¹ s³u¿yÌ prokreacji, a wszelka antykoncepcja, z wyj¹tkiem tzw. metod naturalnych, jest zabroniona. Ci, który g³osz¹ takie pogl¹dy, nie chc¹ zauwa¿yÌ, ¿e w opozycji do doktryny, sztuka erotyczna Zachodu rozwinê³a siê w nie mniejszym stopniu ni¿ w innych kulturach, a ograniczanie seksu do prokreacji nie wp³ynê³o prawie w ogóle na praktykê w tej dziedzinie. Aby zapewniÌ przetrwanie gatunku wystarczy przecie¿, aby ka¿dy mia³ za sob¹ kilka lub co najwy¿ej kilkanaœcie zbli¿eù w ci¹gu ¿ycia. W rzeczywistoœci przeciêtny ¿onaty mê¿czyzna lub zamê¿na kobieta maj¹ ich po kilka tysiêcy.
Ci, co zmuszajÂą ludzi do ograniczania seksu wy³¹cznie do prokreacji, zadajÂą gwaÂłt ludzkiej naturze. Nie rozumiejÂą natury wszechÂświata. Nie dostrzegajÂą, Âże z jednej strony polaryzacja, a z drugiej strony przyciÂąganie siĂŞ przeciwieĂąstw, jest cechÂą powszechnÂą i dotyczy wszystkich aspektĂłw rzeczywistoÂści od elektronu i protonu zaczynajÂąc, a na mĂŞÂżczyÂźnie i kobiecie koĂączÂąc. Energia seksualna przyciÂąga i spaja ludzi, poniewaÂż we wszechÂświecie, podzielonym i zró¿nicowanym, powszechne jest d¹¿enie do jednoÂści. JakÂże piĂŞknie to zostaÂło powiedziane w sÂłowach: „BĂŞdziecie dwoje jednym ciaÂłem”6. Prokreacja nie jest wiĂŞc celem zbliÂżenia fizycznego, ale raczej jednym z jego moÂżliwych, szczĂŞÂśliwych nastĂŞpstw. =======================================
A co z seksem bez miÂłoÂści? Zaspokojenie fizyczne bez g³êbszych uczuĂŚ jest teÂż moÂżliwe. Nie posuwa ono jednak naprzĂłd w rozwoju. Ponadto od takiego seksu Âłatwo siĂŞ uzaleÂżniĂŚ. ZwiÂązki oparte tylko na przyciÂąganiu seksualnym sÂą jeszcze mniej trwaÂłe niÂż oparte na miÂłoÂści romantycznej. Jedna ze stron moÂże je Âłatwo wykorzystaĂŚ do kontroli, manipulacji oraz osiÂągania ró¿nych korzyÂści. NiektĂłrzy (nawet nie zwiÂązani z chrzeÂścijaĂąstwem) nauczyciele duchowi gÂłoszÂą wyÂższoœÌ celibatu, dziewictwa i zalecajÂą caÂłkowitÂą rezygnacjĂŞ ze zbliÂżeĂą cielesnych, ÂświadczÂąc o tym wÂłasnym przykÂładem. Dlaczego tak siĂŞ dzieje? Oni po prostu nie wierzÂą, Âże moÂżna skutecznie kontrolowaĂŚ popĂŞd seksualny, tak jak wielu nie wierzy, Âże moÂżna uÂżywaĂŚ narkotyki bez popadniĂŞcia w na³óg. MĂłwiÂą, Âże energia seksualna jest najniÂższÂą formÂą energii jakiej moÂże czÂłowiek doÂświadczyĂŚ, ktĂłra uzaleÂżniajÂąc czÂłowieka przeszkadza w doÂświadczaniu energii wyÂższych i utrudnia w ten sposĂłb bÂądÂź uniemoÂżliwia rozwĂłj duchowy. Ci nauczyciele jednak mylÂą siĂŞ, przynajmniej czĂŞÂściowo. Nie jest moÂżliwe skuteczne wyrzeczenie siĂŞ seksu rozumiane jako samozaparcie. Istnieje bowiem prawo naturalne, ktĂłre brzmi: „To, czemu siĂŞ opierasz, umacniasz”. Zatem kaÂżde tÂłumienie popĂŞdu seksualnego w koĂącu zaowocuje pojawieniem siĂŞ tego popĂŞdu w najmniej oczekiwanym momencie, w postaci trudnej do przezwyciĂŞÂżenia ¿¹dzy. DoÂświadczajÂą tego zakonnicy i kapÂłani koÂścioÂła katolickiego, o czym ÂświadczÂą wci¹¿ wybuchajÂące afery zwiÂązane z molestowaniem czy wykorzystaniem seksualnym przez duchownych. Nie jest teÂż prawdÂą, Âże seks, jako niska energia, utrudnia dojÂście do energii wyÂższych. Przeciwnie, niejednokrotnie dojœÌ do tego co wysokie moÂżna tylko poprzez to co niskie. Wszak aby zdobyĂŚ szczyt gĂłrski trzeba zacz¹Ì od podstawy. Dlatego w Âżyciu kaÂżdego czÂłowieka seks moÂże odegraĂŚ pozytywnÂą rolĂŞ. Zdarza siĂŞ jednak czasem, Âże gdy speÂłni juÂż owÂą rolĂŞ, przestaje byĂŚ czymÂś atrakcyjnym. I wĂłwczas ktoÂś moÂże go odstawiĂŚ, jak dziecko odstawia zabawkĂŞ, z ktĂłrej juÂż wyrosÂło, lub jak odkÂłada ubranie, ktĂłre jest za ciasne, czy jak biesiadnik, ktĂłry odsuwa kolejny deser od siebie, bo juÂż naprawdĂŞ nie moÂże wiĂŞcej. Dzieje siĂŞ to zwykle wtedy, gdy Ăłw ktoÂś odkryje inne ÂźrĂłdÂło szczĂŞÂścia, radoÂści i rozkoszy, przy ktĂłrym seks wydaje siĂŞ bladÂą imitacjÂą. Nie jest to jednak w tym przypadku wyrzeczenie, ale odstawienie i wybĂłr czegoÂś innego.
Cieszmy siê zatem seksem i bawmy siê nim, dopóki nas to bawi. Nie u¿ywajmy go jednak do kontroli, manipulacji, dominacji czy osi¹gania ró¿nych korzyœci. Pamiêtajmy, ¿e zbli¿enie seksualne staje siê dopiero wtedy naprawdê piêkne, kiedy jest wyrazem mi³oœci. Czy mo¿na kochaÌ wiele osób?
W przypadku licznego rodzeĂąstwa czy wielu przyjació³ odpowiedÂź jest natychmiastowa: oczywiÂście, Âże moÂżna. Jednak w przypadku miÂłoÂści romantycznej wielu odpowiedziaÂłoby, Âże nie. JeÂśli nawet moÂżna, to nie powinno siĂŞ. Panuje bowiem doœÌ powszechne przekonanie, Âże kochajÂąc nie tylko swojego partnera, ale i kogoÂś innego, w jakiÂś sposĂłb siĂŞ tego partnera zdradza. Taka dodatkowa miÂłoœÌ prawie zawsze traktowana jest jako zagroÂżenie i prawie zawsze wywoÂłuje zazdroœÌ. Czy jednak rzeczywiÂście moÂżna kochaĂŚ tylko jednego i jakakolwiek nowa miÂłoœÌ niszczy starÂą? JeÂśli nawet tak siĂŞ dzieje, to nie dlatego, Âże nowa miÂłoœÌ oddziaÂłuje destrukcyjnie na dotychczasowÂą, ale dlatego, Âże starÂą miÂłoœÌ zabija zazdroœÌ. Tak naprawdĂŞ moÂżna kochaĂŚ wiele osĂłb, w taki sposĂłb kocha nas StwĂłrca. Przekonania, Âże sÂą wybrani ludzie, czy wybrane narody, to tylko poboÂżne Âżyczenia niektĂłrych. BĂłg kocha wszystkich jednakowo. W tym miejscu moÂże siĂŞ jednak pojawiĂŚ protest: No dobrze, moÂże moÂżna kochaĂŚ wielu, lecz miÂłoÂściÂą bezwarunkowÂą, ale nie w taki sposĂłb, nie miÂłoÂściÂą romantycznÂą, nie z podtekstem seksualnym. OdpowiedÂź jest nastĂŞpujÂąca: Czy siĂŞ komu to podoba, czy nie, tak siĂŞ zdarza w praktyce i to nie tylko w poligamicznych zwiÂązkach islamskich czy mormoĂąskich, ale rĂłwnieÂż w szanowanych rodzinach chrzeÂścijaĂąskich. Jak juÂż poprzednio powiedziano, miÂłoœÌ romantyczna pojawia siĂŞ spontanicznie i zwykle nie ma siĂŞ wpÂływu na to kiedy, jak i w kim powstaje. MĂłwiÂąc jĂŞzykiem poety7: „Serce nie sÂługa, nie zna co to pany i nie da siĂŞ okuĂŚ przemocÂą w kajdany”. Dlatego nikt nie jest winny, Âże kocha. Nie ma i nie moÂże byĂŚ miÂłoÂści zakazanej. KaÂżda miÂłoœÌ jest ÂświĂŞta, bo jest darem StwĂłrcy. Kochanie kogokolwiek nigdy nie moÂże stanowiĂŚ zdrady, nawet gdyby kochaÂło siĂŞ wielu. Pokochanie kogoÂś nie musi oznaczaĂŚ zaprzestania kochania kogoÂś innego. PoglÂąd, Âże w sposĂłb romantyczny moÂżna kochaĂŚ tylko jednÂą osobĂŞ to mit.
Ale w tym miejscu zaczynaj¹ siê problemy z uczciwoœci¹. Np. m¹¿, który oprócz ¿ony kocha jeszcze inn¹, mo¿e ¿onie tego nie powiedzieÌ. Mo¿e w tajemnicy przed ¿on¹ utworzyÌ i konsumowaÌ drugi zwi¹zek. To ju¿ jest zdrada, bowiem zdrada to nieuczciwoœÌ, to ¿ycie w k³amstwie. T³umaczenie, ¿e ukrywa swój drugi zwi¹zek przed ¿on¹, bo nie chce jej raniÌ, jest zwyk³ym wykrêtem. Kochaj¹cej ¿onie zawsze nale¿y siê prawda. Zreszt¹ ka¿de k³amstwo ma krótkie nogi i taki ukrywany romans czy prêdzej czy póŸniej siê wyda.
MoÂże byĂŚ i odwrotna sytuacja. Zakochany podwĂłjnie m¹¿ nie chcÂąc ÂłamaĂŚ wyznawanych zasad moralnych stara siĂŞ wyprzeĂŚ swojej drugiej miÂłoÂści, stÂłumiĂŚ jÂą, zepchn¹Ì do podÂświadomoÂści. Ze wzglĂŞdu na wyznawane zasady czy religiĂŞ, rezygnuje wiĂŞc z niej. Ale to co robi, to jest „zakuwanie swojego serca w kajdany”, co nie jest w gruncie rzeczy moÂżliwe. WypierajÂąc siĂŞ miÂłoÂści, umacnia jÂą. WypierajÂąc siĂŞ miÂłoÂści zdradza siebie. A zdradzenie samego siebie to teÂż zdrada. Skutkiem takiego postĂŞpowania bĂŞdzie to, Âże m¹¿ albo nie wytrzyma i w koĂącu zdradzi ÂżonĂŞ, albo bĂŞdzie siĂŞ przez lata zamartwiaÂł po cichu, przez co w koĂącu wpĂŞdzi siĂŞ w jak¹œ chorobĂŞ. Takie tÂłumienie w sobie miÂłoÂści moÂże rĂłwnieÂż wypaczyĂŚ jego charakter, prowadzÂąc do ujawnienia siĂŞ zaborczoÂści.
Najlepszym rozwi¹zaniem jest wiêc prawda. Powiedzenie ¿onie, ¿e siê kocha jeszcze kogoœ innego to nie zdrada. To uczciwoœÌ. Dlatego im prêdzej m¹¿ to uczyni, tym lepiej. Taka sytuacja nie musi prowadziÌ do rozbicia ma³¿eùstwa. Ka¿da ze stron w tym dramacie powinna sobie wówczas zadaÌ pytanie: Jak post¹pi³aby mi³oœÌ? I to mi³oœÌ nie tylko do tego jednego czy tej jednej, ale do wszystkich uczestników dramatu. Rozwi¹zania mog¹ byÌ ró¿ne. Mo¿e m¹¿ w imiê mi³oœci do ¿ony postanowi nie tworzyÌ nowego erotycznego zwi¹zku i jego mi³oœÌ przekszta³ci siê w mi³oœÌ platoniczn¹? W ten sposób nie wyprze siê swojej mi³oœci, ale tylko odsunie od siebie jej erotyczne aspekty. Mo¿e ¿ona oœwiadczy, ¿e taka sytuacja jest dla niej nie do przyjêcia i odejdzie? Mo¿e jednak da mê¿owi woln¹ rêkê? A mo¿e ta druga, nie chc¹c rozbijaÌ ma³¿eùstwa, sama odejdzie? Ka¿de rozwi¹zanie, które zostanie przyjête, bêdzie dobrym rozwi¹zaniem pod warunkiem, ¿e bêdzie to porozumienie wszystkich stron zawarte w imiê mi³oœci.
Reasumuj¹c nale¿y stwierdziÌ, ¿e mo¿na kochaÌ wiele osób i to na wszystkie mo¿liwe sposoby. Jednak, ze wzglêdu na istniej¹ce uwarunkowania kulturowe i obyczajowe, kochanie wielu mi³oœci¹ romantyczn¹ mo¿e stwarzaÌ problemy. Jest wiêc najlepiej, gdy kocha siê mi³oœci¹ bezwarunkow¹. W ten sposób mo¿na kochaÌ wszystkich i wszystko bez przeszkód. Tak kocha nas Ten Który Jest. Mi³oœÌ jako energia
WszechÂświat to wieczny ruch, wieczna zmiana, wieczne ewoluowanie. Fizycy juÂż dawno spostrzegli, Âże nie jest moÂżliwa jakakolwiek przemiana bez energii. Wprowadzenie w ruch, zatrzymanie ruchu, przemiana chemiczna, emisja ÂświatÂła, wytwarzanie dÂźwiĂŞku – wszystko to wymaga energii. ÂŻycie to teÂż wieczny ruch, wieczna zmiana, wieczne ewoluowanie. O ile do wytwarzania zjawisk fizycznych potrzebna jest energia fizyczna, o tyle do zaistnienia, podtrzymania i przemieniania Âżycia potrzebna jest energia psychiczna. PodstawÂą tej energii sÂą uczucia. Uczuciami o najwiĂŞkszej sile oddziaÂływania sÂą miÂłoœÌ i strach. Zjawiska psychiczne sÂą wÂłaÂściwe wielu ÂżyjÂącym formom, niektĂłrzy nawet uwaÂżajÂą, Âże w jakimÂś stopniu wszystkim formom. Podobno nawet roÂśliny lepiej rosnÂą gdy sÂą traktowane z miÂłoÂściÂą. Niemal kaÂżdy maÂły zaniepokojony owad reaguje strachem i ucieka lub nieruchomieje. NajÂłatwiej jednak zaobserwowaĂŚ uczucia w czÂłowieku. SÂą one ÂźrĂłdÂłem siÂły napĂŞdowej dla Âżycia i nadajÂą mu sens. Wszystko, cokolwiek czÂłowiek robi, jest powodowane miÂłoÂściÂą lub strachem. KaÂżde inne uczucie jest oparte na tych dwĂłch podstawowych. Np. smutek jest skutkiem braku, chwilowego zaniku lub niespeÂłnienia miÂłoÂści, pozwala on nam pogodziĂŚ siĂŞ z utratÂą tego, co kochaliÂśmy, a takÂże pogodziĂŚ siĂŞ z tym, Âże nie objawiliÂśmy siebie w swojej najlepszej wersji i nie postÂąpiliÂśmy jak postÂąpiÂłaby miÂłoœÌ. ZÂłoÂścimy siĂŞ, jeÂśli ktoÂś postÂąpiÂł z nami tak jakby miÂłoœÌ nie postÂąpiÂła, zÂłoœÌ pozwala nam rĂłwnieÂż odmĂłwiĂŚ czegoÂś co nie wyraÂża miÂłoÂści. Smutek czy zÂłoœÌ moÂże byĂŚ teÂż wyrazem lĂŞku o miÂłoœÌ, zwÂłaszcza, gdy coÂś jej zagraÂża czy przeszkadza. Smucimy siĂŞ, gdy jesteÂśmy przekonani, Âże juÂż nie da siĂŞ nic w danej sprawie zrobiĂŚ. ZÂłoÂścimy siĂŞ zwykle wtedy, gdy uwaÂżamy, Âże coÂś moÂżna jeszcze zmieniĂŚ. Gniew, to emocjonalnie wyraÂżona wielka zÂłoœÌ wywoÂłana silnym lĂŞkiem spowodowanym np. zagroÂżeniem dla tego, co kochamy.
W najwyÂższym wymiarze wszystko jest wyrazem miÂłoÂści, nawet strach. CzyÂż to, Âże matka siĂŞ boi, iÂż dziecko moÂże wyjœÌ na ulicĂŞ i zostaĂŚ przejechane przez samochĂłd, lub Âże ktoÂś moÂże go skrzywdziĂŚ, nie jest wyrazem miÂłoÂści? CzyÂż to, Âże ktoÂś boi siĂŞ, kiedy ukochany dÂługo nie wraca, nie jest wyrazem miÂłoÂści? W najwyÂższym wymiarze miÂłoœÌ stanowi wiÂązkĂŞ wszystkich uczuĂŚ. Jest to energia podobna do ÂświatÂła biaÂłego, ktĂłrego widmo skÂłada siĂŞ z wielu barw. Ci, ktĂłrzy potrafiÂą widzieĂŚ wiĂŞcej, tak wÂłaÂśnie jÂą widzÂą. Ci, ktĂłrzy mieli przeÂżycia na granicy Âśmierci, rĂłwnieÂż spotkali siĂŞ z ÂświatÂłem, ktĂłre jest miÂłoÂściÂą. Osoby zdolne do postrzegania pozazmysÂłowego widzÂą wokó³ czÂłowieka ÂświetlistÂą otoczkĂŞ zwanÂą „aurÂą”. TwierdzÂą one, Âże im wiĂŞcej w czÂłowieku jest miÂłoÂści, tym jaÂśniejsza i bielsza jest ta aura. MoÂże ta intuicyjna wiedza o aurze spowodowaÂła, Âże ÂświĂŞtym na obrazach zwykle domalowuje siĂŞ aureolĂŞ. Badacze tamtej strony Âżycia twierdzÂą, Âże istoty rozwiniĂŞte duchowo, bĂŞdÂące juÂż na koĂącu swej ziemskiej drogi, ÂświecÂą oÂślepiajÂąco biaÂłym ÂświatÂłem. PamiĂŞtajmy, Âże rĂłwnieÂż Jezus powiedziaÂł o sobie „Jestem ÂświatÂłoÂściÂą Âświata”. Nie byÂła to tylko przenoÂśnia.
Wszyscy mamy w sobie œwiat³o, wszyscy mamy w sobie mi³oœÌ. Bez niej nie moglibyœmy istnieÌ. Nie ukrywajmy jednak tego œwiat³a pod korcem. Niech nasza mi³oœÌ przemieni œwiat.
ScaliÂłem posty Darek
|