PowrĂłt PoÂżegnanych
V wydanie Polskiego ¿ycia po ¿yciu. Relacji ludzi uratowanych ze stanu œmierci klinicznej, którego edytorem jest Nieznany Œwiat, znalaz³o siê na pierwszym miejscu najlepiej sprzedaj¹cych siê ksi¹¿ek w Ksiêgarni NŒ w sierpniu br. W jego koùcowym segmencie wydrukowany zosta³ m.in. reporta¿ Nieoczekiwany koniec karnawa³u, bêd¹cy zapisem odbytego w 1995 r. pod patronatem naszego miesiêcznika pierwszego w Polsce zjazdu osób, które prze¿y³y œmierÌ kliniczn¹. S¹dzimy, ¿e ze wszech miar interesuj¹ce oka¿e siê porównanie go z innym zapisem faktologicznym przebiegu wspomnianej imprezy pióra Wojciecha Chudziùskiego i Tadeusza Oszubskiego, którzy jako dziennikarze równie¿ œledzili Zjazd przedwczeœnie po¿egnanych, zamieszczaj¹c swoj¹ relacjê z niego najpierw w Expressie Bydgoskim, a nastêpnie we wspólnym zbiorze reporta¿y Niewyjaœnione zjawiska w Polsce (Videograf II, Katowice 2003).
17 lutego 1996 roku, ostatnia sobota karnawaÂłu. Jednak ludzie ci zjechali z caÂłej Polski do Warszawy nie dla zabawy. Przyjechali w jedno miejsce, aby rozmawiaĂŚ o tym, co przydarzyÂło im siĂŞ... po Âśmierci. A jest tych ludzi setka z okÂładem. NiektĂłrzy z nich stanÂą na mĂłwnicy sali widowiskowej warszawskiego kina „Grunwald”, aby publicznie relacjonowaĂŚ, co zarejestrowaÂła ich ÂświadomoœÌ, gdy doznali stanu zbliÂżonego do Âśmierci.
OpowieÂści tych osĂłb ró¿niÂą siĂŞ w szczegó³ach. Jedni mĂłwiÂą o wĂŞdrĂłwce mrocznym tunelem ku ÂświatÂłu i obcowaniu ze Âświetlistymi istotami, inni – o spotkaniach ze zmarÂłymi krewnymi, podró¿ach do krain szczĂŞÂśliwoÂści, rozmowach z anioÂłami oraz Jezusem. Wszystkich zaÂś ³¹czy jedno: zdecydowali siĂŞ ujawniĂŚ swe przeÂżycia i wzi¹Ì udziaÂł w pierwszym w Polsce tego rodzaju spotkaniu – w „Powrocie PoÂżegnanych”.
– Ludzie ci przez wiele lat byli bardzo samotni. Sama ÂświadomoœÌ, Âże sÂą inni, ktĂłrzy przeÂżyli to samo, jest dla nich budujÂąca. To wynika z treÂści ich listĂłw – wyjaÂśnia Marek Rymuszko, redaktor naczelny miesiĂŞcznika „Nieznany ÂŚwiat” i prezes ogĂłlnopolskiego stowarzyszenia dziennikarskiego Krajowy Klub ReportaÂżu. Tego dnia Rymuszko wystĂŞpuje w innej jeszcze roli: organizatora „Powrotu PoÂżegnanych” – odbywajÂącego siĂŞ wÂłaÂśnie zjazdu ludzi, ktĂłrzy przeÂżyli ÂśmierĂŚ klinicznÂą.
– WaÂżne byÂło zebranie tych osĂłb w jednym miejscu – kontynuuje Rymuszko – Âżeby siĂŞ ze sobÂą poznaÂły, skonfrontowaÂły swe doÂświadczenia. By mogÂły o tych przeÂżyciach mĂłwiĂŚ, bo to wszystkim nam pomoÂże przeÂłamaĂŚ istniejÂącÂą wokó³ tego tematu zmowĂŞ milczenia. OczywiÂście ich zdolnoœÌ werbalizacji jest ró¿na, ró¿ny jest teÂż poziom intelektualny, ale widaĂŚ, jak bardzo to spotkanie byÂło im potrzebne. Co ciekawe, te wypowiedzi ujawniajÂą pewne staÂłe punkty. Na przykÂład wystĂŞpujÂący zanik lĂŞku przed ÂśmierciÂą. NastĂŞpnie niechĂŞĂŚ do powrotu – mĂłwiÂą o tym wszyscy. Po trzecie: zmiana Âżycia, zmiana hierarchii wartoÂści i Âżyciowych celĂłw. Mimo Âże nadal wykonujÂą tĂŞ samÂą pracĂŞ zawodowÂą czy peÂłniÂą w Âżyciu te same role, ludzie ci robiÂą to juÂż inaczej. Dla nich przestaÂły siĂŞ liczyĂŚ cele przyziemne, sÂą rzeczy waÂżniejsze niÂż to, co zwykle ludzi pochÂłania – ta codzienna, banalna gonitwa za pieniĂŞdzmi. Ujawnia siĂŞ jeszcze rzecz czwarta, ktĂłrÂą nazwaÂłbym poczuciem bezpieczeĂąstwa. Oni majÂą poczucie bezpieczeĂąstwa w sytuacjach, ktĂłre inni odbierajÂą jako permanentne zagroÂżenie. Dodajmy, Âże w ich przeÂżyciach ze stanu Âśmierci wszystko dzieje siĂŞ jakby ponad religiami. {Image Charakter zjazdu pozostaje w niejakim dysonansie z tÂłem. W hallu warszawskiego kina „Grunwald”, mieszczÂącego na co dzieĂą StoÂłeczny Klub Garnizonowy, wiszÂą rozliczne gabloty. W nich – suto opatrzone fotografiami relacje z wieczorkĂłw tanecznych i ró¿norakich imprez.
– MĂłwiÂą, Âże kiedy siĂŞ umiera, to tam jest zielona trawa, Âże kaÂżdy sobie rĂŞkĂŞ podaje. ÂŻe nie chcieli tu wracaĂŚ. Tak siĂŞ, panowie, wzruszyÂłam, Âże mi aÂż Âłzy pociekÂły – dzieli siĂŞ swoimi wraÂżeniami podekscytowana szatniarka z „Grunwaldu”, osoba juÂż wiekowa. – I tak serdecznie myÂślĂŞ o tym wszystkim, Âże to jednak jest prawdziwe. Do jednego pana powiedziaÂłam: „To pan byÂł u Boga?”. A on na to: „O, do Boga jeszcze byÂło mi daleko. Ja byÂłem na przedpolu”. ÂŚmiaÂł siĂŞ. W Âżart obracaÂł. Ale potem mĂłwiÂł powaÂżnie, Âże tam siĂŞ bardzo dobrze czuÂł. ÂŻe zielona trawa piĂŞkna, ludzie dobrzy. JakieÂś inne Âżycie. CaÂłkiem inne niÂż tu. A ja go pytam: „I chciaÂłby pan jeszcze raz tam byĂŚ?”. „No – mĂłwi – jeszcze raz tam bym poszedÂł, bez pytania. Jak dwadzieÂścia szeœÌ lat tu pracujĂŞ, to tutaj pierwsza taka impreza, taka optymistyczna.
Jacek Matlak z Bielska-BiaÂłej jest doktorem nauk medycznych, chirurgiem i homeopatÂą. Zajmuje siĂŞ organizacjÂą ochrony zdrowia. Doktor Matlak naleÂży do osĂłb, ktĂłre przeszÂły ÂśmierĂŚ klinicznÂą i doÂświadczyÂły przeÂżyĂŚ zbliÂżonych do Âśmierci.
– Reprezentuje pan grupĂŞ zawodowÂą, ktĂłra jest doœÌ sceptycznie nastawiona do zjawisk opisywanych przez Raymonda Moody'ego w ksi¹¿ce „ÂŻycie po Âżyciu”.
– MogĂŞ powiedzieĂŚ tak: jeÂśli jest to grupa bardzo sceptyczna, to dobrze, bo takÂą ma byĂŚ — stwierdza dr Matlak. – Sceptyczne podejÂście do tych zagadnieĂą gwarantuje obiektywizm. Nie ma nic gorszego jak zbytni entuzjazm, zwÂłaszcza w przypadkach, o ktĂłrych nie moÂżna za duÂżo powiedzieĂŚ, a racjonalnie – w szczegĂłlnoÂści. JeÂśli o mnie chodzi, to miaÂłem tego rodzaju przeÂżycie, co wcale nie znaczy, Âże nie odnoszĂŞ siĂŞ do niego sceptycznie. Natomiast uwaÂżam, Âże moÂżna publicznie mĂłwiĂŚ o tym, co siĂŞ zapamiĂŞtaÂło czy teÂż zarejestrowaÂło we wÂłasnym umyÂśle.
– Czy doÂświadczenie Âśmierci klinicznej odmieniÂło paĂąskie Âżycie?
– Wiele rzeczy przestaÂło byĂŚ dla mnie waÂżnych. Z kolei wiele spraw dotÂąd niezauwaÂżalnych wysunĂŞÂło siĂŞ na pierwszy plan. PrzykÂładowo ludzi zacz¹³em braĂŚ takimi, jakimi sÂą, a nie takimi, jakimi chciaÂłbym, Âżeby byli.
– WróÌmy do sceptycyzmu lekarzy...
– Tego typu sprawy sÂą opisywane przez Raymonda Moody'ego. On staÂł siĂŞ juÂż postaciÂą koronnÂą wÂśrĂłd tych, ktĂłrzy te zagadnienia studiujÂą. Jednak gdy ludzie, ktĂłrzy przeÂżyli ÂśmierĂŚ klinicznÂą czy byli w stanie ograniczonej ÂświadomoÂści opowiadajÂą o tym w identycznych sÂłowach, jest rzeczÂą oczywistÂą, Âże problem ten wymaga dog³êbnych badaĂą. Przy czym sceptycyzm wcale nie musi wyraÂżaĂŚ siĂŞ twierdzeniem, Âże czegoÂś takiego nie ma. Sceptyk, chcÂąc rozwikÂłaĂŚ zagadkĂŞ przeÂżyĂŚ na granicy Âśmierci, musiaÂłby zaÂłoÂżyĂŚ, Âże wystĂŞpuje tu jakieÂś zjawisko, ktĂłrego nie znamy. MoÂże jest tak, a moÂże tak.
– Czy w Polsce prowadzi siĂŞ badania zjawisk zachodzÂących podczas Âśmierci klinicznej?
– Wiem, Âże na przykÂład Uniwersytet Warszawski jakieÂś badania w tej materii podj¹³. ÂŚwiadczy to, Âże ktoÂś potraktowaÂł rzecz powaÂżnie i nie przyglÂąda siĂŞ jej wy³¹cznie z pozycji hecy. DotÂąd ludzie, ktĂłrzy przeÂżywali takie doÂświadczenia, po prostu bali siĂŞ o nich mĂłwiĂŚ. To nic miÂłego zostaĂŚ wykpionym przez wÂłasne Âśrodowisko. Ja sam zakÂładam, Âże moÂże siĂŞ okazaĂŚ, iÂż doznania wynikajÂące ze Âśmierci klinicznej to nic szczegĂłlnego. ByÂłoby jednak dobrze, ÂżebyÂśmy – zanim odrzucimy je i zdyskredytujemy – wpierw to udowodnili.
– Sceptycy powiadajÂą, Âże caÂłe to „Âżycie po Âżyciu” to jedynie kwestia zaburzeĂą ÂświadomoÂści pojawiajÂących siĂŞ wskutek niedotlenienia mĂłzgu.
– Owszem, znam ten poglÂąd. RĂłwnie dobrze moÂże to byĂŚ jednak przemieszczanie siĂŞ w jakiÂś inny rodzaj bytu, ktĂłry w moim przekonaniu istnieje. Ale jest to moje prywatne zdanie i inni nie muszÂą go podzielaĂŚ.
– Jak na paĂąskie doÂświadczenia zareagowali pana koledzy po fachu – lekarze?
– Ich reakcje byÂły raczej spokojne, wywaÂżone. ChociaÂż z drugiej strony zdarzaÂły siĂŞ teÂż paroksyzmy drwiny. Dlaczego tak? MoÂże dlatego, Âże lekarze ocierajÂą siĂŞ o ÂśmierĂŚ codziennie i muszÂą to jakoÂś odreagowaĂŚ...
W hallu i sali widowiskowej „Grunwaldu” zgromadziÂło siĂŞ okoÂło trzech i pó³ setki osĂłb. Ci, ktĂłrzy otarli siĂŞ o ostatecznÂą tajemnicĂŞ, doznawszy stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci, a takÂże ĂŚwierĂŚ tysiÂąca ludzi zainteresowanych tematem, w tym kilkudziesiĂŞciu dziennikarzy z prasy, radia i telewizji. W tÂłumie przewija siĂŞ sporo znanych osĂłb. Jest Andrzej SkarÂżyĂąski, niegdyÂś „telewizyjna twarz”, a obecnie wydawca ksi¹¿ek, jest poeta JarosÂław Marek Rymkiewicz, jest Tadeusz Ross...
Aktora i satyryka pytamy, czy sam przeszedÂł ÂśmierĂŚ klinicznÂą.
– Znam czÂłowieka, ktĂłry przez to przeszedÂł — mĂłwi Tadeusz Ross. – TrochĂŞ razem wspó³pracujemy. Tak wiĂŞc, si³¹ rzeczy, zacz¹³em siĂŞ tym zagadnieniem interesowaĂŚ.
– Jaki jest pana stosunek do podobnych zjawisk?
– Sceptyczny – odpowiada Ross, zaraz jednak rozwija myÂśl, aby precyzyjnie przedstawiĂŚ swoje stanowisko: – Nie mogĂŞ powiedzieĂŚ, Âże w to wierzĂŞ, nie mogĂŞ teÂż powiedzieĂŚ, Âże nie wierzĂŞ. Powiedzmy, Âże jestem otwarty i nie uznajĂŞ dogmatĂłw. ByĂŚ moÂże naprawdĂŞ chcĂŞ w coÂś uwierzyĂŚ. ChcĂŞ, ale mam wÂątpliwoÂści. ZazdroszczĂŞ osobom, ktĂłre wierzÂą w coÂś naprawdĂŞ. Do takiego stanu chciaÂłbym kiedyÂś dojrzeĂŚ.
– Czy, wedÂług pana, celowe jest organizowanie takich zjazdĂłw jak ten?
– Tak. Bo w gruncie rzeczy czÂłowiek jest pyÂłkiem miotanym miĂŞdzy strachem a niepewnoÂściÂą. Nie wie, co go czeka i czy to cielesne Âżycie jest jego Âżyciem jedynym. Danie takiej furtki, takiej nadziei, Âże ÂśmierĂŚ nie koĂączy wszystkiego, to jest, wedÂług mnie, wspaniaÂły dar. Sam chciaÂłbym tego doÂświadczyĂŚ. NaprawdĂŞ. Ale jednoczeÂśnie nie marzĂŞ wcale, aby znaleŸÌ siĂŞ w stanie Âśmierci klinicznej.
W hallu zaczyna byĂŚ tÂłoczno, bo wielu uczestnikĂłw zjazdu opuÂściÂło salĂŞ widowiskowÂą; prowadzÂą teraz oÂżywione rozmowy w kuluarach. Tu spotykamy Piotra – bardzo wysokiego i szczupÂłego mĂŞÂżczyznĂŞ z Legionowa, ktĂłry takÂże doÂświadczyÂł „Âżycia po Âżyciu”.
– Jakiego rodzaju byÂło to przeÂżycie?
– Dziwne. OpisaĂŚ byÂłoby to bardzo trudno – zamyÂśla siĂŞ Piotr. – PrzeÂżyÂłem coÂś takiego przy prĂłbie samobĂłjczej. Dla mnie byÂły to: agresja, ironia i niezmierzona, czarna pustka. ÂŻadnych ³¹k ani duchĂłw, niczego takiego nie dostrzegÂłem. CzuÂłem tylko czyj¹œ obecnoœÌ. ObecnoœÌ kogoÂś, kto ze mnie nieustannie kpiÂł.
– MiaÂł pan wy³¹cznie negatywne odczucia?
– Za pierwszym razem tak. Za drugim razem to byÂła raczej eksterioryzacja niÂż ÂśmierĂŚ kliniczna. Po prostu, w trakcie wypadku samochodowego, widziaÂłem z zewnÂątrz obrazy z caÂłego swojego Âżycia.
– Jak odbiera pan wystÂąpienia innych osĂłb, ktĂłre doznaÂły stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci? UwaÂża pan ich opowieÂści za prawdopodobne?
– Nie wszystkie. SÂądzĂŞ, Âże wiele w nich fantazji i urojeĂą. Ale trudno mi to oceniĂŚ. KaÂżdy odbiera te sprawy inaczej. Opisanie tego, co siĂŞ przytrafiÂło jest trudne, a czasem w ogĂłle niemoÂżliwe – podkreÂśla mÂłody czÂłowiek.
Krzysztof Pietraszewski z Warszawy jest wydawcÂą ksi¹¿ek i producentem telewizyjnym, jednak przede wszystkim to niebanalna osobowoœÌ, jak o tego rodzaju ludziach zwykÂło siĂŞ mawiaĂŚ. Na „Powrocie PoÂżegnanych” nie jest obserwatorem – stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci doÂświadczyÂł w swym Âżyciu aÂż dwukrotnie.
– Sam nie wiem, dlaczego tak siĂŞ staÂło, ale to wydarzyÂło siĂŞ dwa razy w tym samym miejscu – na tej samej ulicy, o tej samej godzinie, przy takiej samej pogodzie – opowiada Krzysztof Pietraszewski. – W obu przypadkach trwaÂło to nie wiĂŞcej niÂż czterdzieÂści minut. Za pierwszym razem reanimowaÂł mnie Murzyn, a za drugim — rok póŸniej — chÂłopak, ktĂłry obecnie mieszka niedaleko mnie.
– Czy tak dramatyczne doÂświadczenia zmieniÂły coÂś w pana Âżyciu?
– To byÂła duÂża zmiana. O sto osiemdziesiÂąt stopni. OczywiÂście nie nastÂąpiÂła natychmiast, do transformacji nie doszÂło ani w ciÂągu miesiÂąca, ani dwĂłch. OdbywaÂło siĂŞ to przez osiem lat – powoli, acz systematycznie. Przede wszystkim, kiedy to siĂŞ zdarzyÂło, byÂłem facetem, ktĂłry podchodziÂł do Âżycia w sposĂłb hedonistyczny. Dyskoteki, kobiety w duÂżych iloÂściach, alkohole i mocne papierosy – to byÂło to, co mnie pociÂągaÂło. ByÂła teÂż mocna kawa, nieprzespane noce i chroniczna niechĂŞĂŚ do uczciwej pracy. Nie mĂłwiĂŞ, Âże postĂŞpowaÂłem nieuczciwie, ale mĂłj stosunek do Âżycia byÂł, mĂłwiÂąc eufemistycznie, dosyĂŚ luÂźny. Dopiero po tych wydarzeniach doceniÂłem wagĂŞ pracy, doceniÂłem to, Âże przez pracĂŞ ksztaÂłtuje siĂŞ charakter, co jednoczeÂśnie pozwala unikn¹Ì kÂłopotĂłw w przyszÂłoÂści. PrzeÂżycia w Âśmierci klinicznej otworzyÂły mi oczy na duchowÂą stronĂŞ Âżycia, inaczej spojrzaÂłem teÂż na religiĂŞ. MyÂślĂŞ, Âże po raz pierwszy uwierzyÂłem, Âże jest BĂłg. Bo do tamtej pory to pojĂŞcie byÂło dla mnie mglistÂą abstrakcjÂą. OdczuÂłem poza tym wyraÂźnie, Âże to, co wiem o stronie duchowej, ma pewnÂą logikĂŞ, ciÂągÂłoœÌ. To wÂłaÂśnie pozwoliÂło mi odnaleŸÌ samego siebie. PrzestaÂłem paliĂŚ papierosy, rzuciÂłem alkohol – ten stan trwa juÂż od ponad dziesiĂŞciu lat. Ale zacz¹³em od tego, Âże staÂłem siĂŞ wegetarianinem.
– ZmieniÂł pan swĂłj stosunek do Âżycia, ale czy nie wynikaÂło to ze strachu, Âże po Âśmierci bĂŞdzie pan rozliczony z tego, jak pan ÂżyÂł?
– To co wtedy przeÂżywaÂłem okreÂśliÂłbym raczej jako zdziwienie, nie strach. Ten mĂłj „stan bez ciaÂła to byÂła fascynacja czymÂś, czego – zdawaÂło mi siĂŞ – doznajĂŞ pierwszy raz. ChoĂŚ z drugiej strony czuÂłem, Âże nie jest to odkrywanie nowego lÂądu. Raczej przypominanie sobie czegoÂś, co, gdzieÂś pod skĂłrÂą, tkwiÂło we mnie caÂły czas. Nie mogĂŞ powiedzieĂŚ, Âże siĂŞ Âśmierci nie bojĂŞ w stu procentach. Nie odczuwam natomiast lĂŞku przed tym, co zastanĂŞ po drugiej stronie. Dlaczego? PoniewaÂż wiem, co tam bĂŞdzie.
– No wÂłaÂśnie, i co takiego pan tam zastanie?
– CzÂłowiek jest istotÂą duchowÂą i tu, na Ziemi, zostawia jedynie ciaÂło. Ja stamtÂąd nie chciaÂłem wracaĂŚ – to pamiĂŞtam doskonale.
– Co pan tam zobaczyÂł? Raj?
– To jest kwestia bardziej ÂświadomoÂści niÂż scenografii – odpowiada Pietraszewski. – BĂŞdÂąc tam, obserwowaÂłem tutejszy Âświat, jakbym widziaÂł scenicznÂą dekoracjĂŞ. Od strony widowni bardzo piĂŞknÂą, kolorowÂą, ale gdy wejdzie siĂŞ za scenĂŞ – sztucznÂą i nieprawdziwÂą. I tak samo postrzegaÂłem dziejÂące siĂŞ tu wydarzenia. Jakbym odgrywaÂł jak¹œ rolĂŞ w filmie. Trzeba jÂą odegraĂŚ, jednak rzecz w tym, by cena, jakÂą pÂłaci siĂŞ za poszczegĂłlne epizody, nie byÂła zbyt wysoka.
– Czy po tamtej stronie zetkn¹³ siĂŞ pan z jak¹œ istotÂą?
– ZnalazÂłem siĂŞ w Âświetlistej chmurze, ktĂłra byÂła jakby osobowoÂściÂą. Przez caÂły czas odczuwaÂłem jej przewagĂŞ nade mnÂą – intelektualnÂą, duchowÂą. Ale przy tym wszystkim bardzo mnie kochaÂła. Teraz moÂże okreÂśliÂłbym jÂą jako mojego anioÂła stró¿a lub nadÂświadomoœÌ. A Âże jestem raczej doœÌ swawolny, wiĂŞc ona rozmawiaÂła ze mnÂą moim jĂŞzykiem. JuÂż na wstĂŞpie usÂłyszaÂłem: „I co ÂżeÂś zrobiÂł, gamoniu?”. Bardzo siĂŞ wstydziÂłem, choĂŚ z drugiej strony, w duchu, zacz¹³em nieprzytomnie chichotaĂŚ. Bo ton i zestaw s³ów byÂły naprawdĂŞ komiczne. Ja nawet nie wiedziaÂłem, z kim mam do czynienia. A ta ÂświatÂłoœÌ przygarnĂŞÂła mnie, objĂŞÂła i rzekÂła: „No, gÂłupku, poka¿ê ci parĂŞ spraw, ÂżebyÂś wreszcie coÂś niecoÂś poj¹³...”. A potem nagle zobaczyÂłem swojÂą k³ótniĂŞ z matkÂą. ByÂłem bardzo brutalny w sÂłowach i sprawiÂłem jej bĂłl. Ten bĂłl uderzyÂł we mnie. ZrozumiaÂłem, jakie skutki mogÂą wywoÂływaĂŚ nasze sÂłowa – nieprzemyÂślane czy wypowiedziane w emocjach. Pokazano mi teÂż spotkanie, ktĂłre przeze mnie nie doszÂło do skutku. Dziewczyna na mnie czekaÂła, nie doczekaÂła siĂŞ – i wpadÂła w histeriĂŞ. PoszÂła na imprezĂŞ, za duÂżo wypiÂła, zÂłamaÂła rĂŞkĂŞ – to byÂł caÂły ÂłaĂącuch tragicznych zdarzeĂą. PojawiÂły siĂŞ nawet wypadki, ktĂłre dopiero miaÂły mieĂŚ miejsce. CzuÂłem, Âże czêœÌ odpowiedzialnoÂści za to, co ona przechodzi, spada na moje barki.
– Czy zwierzaÂł siĂŞ pan ze swoich przeÂżyĂŚ lekarzowi lub psychologowi?
– Z tymi ludÂźmi nie ma w ogĂłle rozmowy – macha rĂŞkÂą Krzysztof Pietraszewski. – MiaÂłem kiedyÂś teÂścia naukowca i gdy zaczynaÂłem opowiadaĂŚ o tym doÂświadczeniu, on pukaÂł siĂŞ wymownie w czoÂło. Taka postawa charakteryzuje, moim zdaniem, wiĂŞkszoœÌ naukowcĂłw w tym kraju. MoÂże coÂś zmieni siĂŞ na lepsze, gdy do gÂłosu dojdÂą mÂłodzi – ludzie bardziej otwarci i tolerancyjni. Starsi bojÂą siĂŞ oÂśmieszenia w swoim Âśrodowisku. NadszedÂł czas, aby pewne mĂłzgi wreszcie odeszÂły do lamusa.
Marek Rymuszko, ktĂłrego wypowiedÂź przytoczyliÂśmy na wstĂŞpie, zorganizowaÂł „PowrĂłt PoÂżegnanych”. Pytamy go wiĂŞc, skÂąd wzi¹³ siĂŞ pomysÂł przygotowania tak niezwykÂłej imprezy.
– Trzeba cofn¹Ì siĂŞ o kilka lat – wyjaÂśnia Rymuszko. – Gdy ruszaliÂśmy z „Nieznanym ÂŚwiatem”, bardzo waÂżnÂą rubrykÂą w tym piÂśmie byÂło „DotkniĂŞcie Nieznanego”. ZachĂŞcaliÂśmy tam ludzi do tego, by siĂŞ otwierali, by pisali o niezwykÂłych duchowych doznaniach, jakich doÂświadczyli. ZaczĂŞliÂśmy w 1990 roku jesieniÂą i dla oÂśmielenia, na pierwszy ogieĂą poszÂła wypowiedÂź Adama Hanuszkiewicza. SpowodowaÂło to, Âże z miejsca posypaÂła siĂŞ lawina interesujÂących wypowiedzi. PoÂśrĂłd listĂłw, bardzo ciekawych, nieraz zupeÂłnie zaskakujÂących, zaczĂŞÂły napÂływaĂŚ opisy doznaĂą na granicy Âśmierci. ZorientowaliÂśmy siĂŞ, Âże tworzÂą one osobnÂą grupĂŞ tematycznÂą i zwrĂłciliÂśmy na nie bacznÂą uwagĂŞ.
– Co te relacje ³¹czyÂło?
– Po pierwsze to, Âże czêœÌ tych ludzi nie czytaÂła ksi¹¿ek Moody'ego, bo ich przeÂżycia nastÂąpiÂły, zanim mogli siĂŞ z nimi zapoznaĂŚ. Po drugie, pisali oni z ró¿nych stron Polski, nie znali siĂŞ nawzajem, wywodzili z ró¿nych Âśrodowisk, mieli ró¿ny poziom wyksztaÂłcenia – a mimo to ich opisy wykazywaÂły ewidentne cechy wspĂłlne. AnalizujÂąc to, doszliÂśmy do wniosku, Âże trzeba te wypowiedzi archiwizowaĂŚ, Âże jest to coÂś waÂżnego. Tak zainaugurowaliÂśmy prĂłbĂŞ odtworzenia polskiego „Âżycia po Âżyciu”.
Image – Ile wpÂłynĂŞÂło zgÂłoszeĂą na „PowrĂłt PoÂżegnanych”?
– ZgÂłosiÂło siĂŞ sto dwadzieÂścia osĂłb, przyjechaÂło trochĂŞ ponad sto.
Jako podsumowanie pierwszego w Polsce zjazdu tych, ktĂłrzy przeÂżyli wÂłasnÂą ÂśmierĂŚ, zaplanowano wydanie ksi¹¿ki. Publikacja miaÂła zawieraĂŚ relacje osĂłb, ktĂłre doÂświadczyÂły stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci, otarÂły siĂŞ o TamtÂą StronĂŞ. PomysÂłodawcy sÂłowa dotrzymali. U schyÂłku 1996 roku, nakÂładem Wydawnictwa „Nieznany ÂŚwiat”, zbiĂłr „Polskie Âżycie po Âżyciu” trafiÂł do ksiĂŞgarĂą. O swoich doznaniach zwiÂązanych z przekroczeniem granica Âżycia napisaÂło w ksi¹¿ce siedemdziesiĂŞciu uczestnikĂłw „Powrotu PoÂżegnanych”.
Relacje, wspomnienia, wyznania. Spoza Âśmierci. Z zaÂświatĂłw. MoÂżna, oczywiÂście, zaÂłoÂżyĂŚ, Âże nie stanowiÂą one dowodu, Âże po Âśmierci nadal Âżyjemy. MoÂżna twierdziĂŚ, iÂż to tylko omamy wywoÂłane niedotlenieniem mĂłzgu lub innymi procesami chemicznymi zachodzÂącymi w ludzkim organizmie. MoÂżna tak rzec oceniaĂŚ... Jednak te liczne, bardzo osobiste wyznania, choĂŚby siĂŞ nawet tego nie chciaÂło, zmuszajÂą do refleksji. A wtedy gdzieÂś w czÂłowieku, w miejscu gdzie stykajÂą siĂŞ umysÂł i dusza, nieÂśmiaÂło rodzi siĂŞ przepeÂłniona nadziejÂą myÂśl: „MoÂże jednak »Âżycie po Âżyciu« istnieje i z chwilÂą Âśmierci nie umieramy tak do koĂąca?”. MoÂże.
Wojciech ChudziĂąski, Tadeusz Oszubski
ÂŹrĂłdÂło: „NiewyjaÂśnione zjawiska w Polsce”. ZbiĂłr reportaÂży. Wyd. VIDEOGRAF II, Katowice 2003 r.
Ksi¹¿ka by³a nominowana do ogólnopolskiej nagrody dziennikarskiej Grand Press za rok 2003.
http://www.nieznanyswiat.pl/content/view/552/1/