Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Kwiecień 03, 2025, 22:10:29


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1] |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Uznani za zmarÂłych ...  (Przeczytany 8991 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« : Listopad 26, 2011, 18:04:31 »

Temat doœÌ ciekawy coÌ chyba z kategorii "tabu".
Zancie podobne "opowiastki"?



PrzedwczeÂśnie uznani za zmarÂłych
PAP | dodano: 2011-11-10 (12:02)


(Thinkstockphotos)

Osoby poddane hipotermii mogÂą byĂŚ przedwczeÂśnie uznane za zmarÂłe, poniewaÂż czasami trudniej jest ustaliĂŚ u nich ÂśmierĂŚ mĂłzgu. Lekarze majÂą teÂż wiĂŞksze kÂłopoty z okreÂśleniem, czy wychodzÂą juÂż ze ÂśpiÂączki – ostrzega „Critical Care Medicine”.

Pismo przytacza przyk³ad 55-letniego mê¿czyzny, którego uznano za martwego po nag³ym zatrzymani akcji serca. Kiedy przeniesiono go do sali operacyjnej, by pobraÌ jego narz¹dy do przeszczepu, anestezjolog zauwa¿y³, ¿e wykazuje odruch kaszlowy, a zatem nadal ¿yje. Mia³ te¿ tzw. odruch rogówkowy (powoduje, ¿e powieki dotkniêtego oka siê zamykaj¹), a potem zacz¹³ samodzielnie oddychaÌ.

Tak¹ szokuj¹c¹ historiê opisuje dr Adam Webb, neurolog Emory University School of Medicine w Atlancie, który sam uzna³ opisywanego mê¿czyznê za martwego. Pacjent wkrótce zmar³, ale to nie zmienia tego, ¿e przedwczeœnie uznano go za zmar³ego. Nie ukrywa tego równie¿ dr Webb, który opisa³ ca³¹ historiê w prasie medycznej ku przestrodze innych lekarzy.

AmerykaĂąski specjalista twierdzi, Âże do pomyÂłki doszÂło dlatego, Âże 55-letni mĂŞÂżczyzna po zatrzymaniu akcji serca zostaÂł poddany hipotermii, procesowi schÂłodzenia ciaÂła do temperatury poniÂżej 35 st. C (by zmniejszyĂŚ zapotrzebowanie na tlen tkanek i narzÂądĂłw, w tym szczegĂłlnie mĂłzgu, co wydÂłuÂża szanse skutecznej akcji ratunkowej – PAP).

Taka metoda ratowania Âżycia coraz czĂŞÂściej jest stosowana po pierwszej publikacji na ten temat w 2002 r., jaka ukazaÂła siĂŞ na Âłamach „New England Journal od Medicine” (od kilku lat wykorzystywana takÂże w Polsce, m.in. w Katowicach). Stosuje siĂŞ jÂą u osĂłb po zatrzymaniu akcji, jeÂśli karetka lub szpital dysponujÂą aparaturÂą do schÂładzania ciaÂła (odprowadzana jest do niej krew, gdzie jest schÂładzana i ponownie wtÂłaczana do organizmu – PAP).

WedÂług „New Scientist”, w USA nagÂłe zatrzymanie akcji serca przeÂżywa 15 proc. osĂłb, z ktĂłrych 80 proc. zapada w ÂśpiÂączkĂŞ. SpoÂśrĂłd nich jedna trzecia odzyskuje ÂświadomoœÌ, czĂŞsto teÂż wykazujÂą uszkodzenia mĂłzgu z powodu jego niedotlenienia.

Lekarze okreÂślajÂą stan pacjentĂłw po hipotermii ratunkowej, ktĂłrzy nie odzyskali ÂświadomoÂści, przy uÂżyciu standardowych metod. SprawdzajÂą czy Âźrenice reagujÂą na ÂświatÂło i wystĂŞpujÂą spontaniczne ruchu gaÂłek ocznych. StosujÂą impulsy elektryczne, by sprawdziĂŚ wystĂŞpujÂą jakieÂś reakcje w mĂłzgu. I badajÂą poziom enolazy neronowej (NSE), enzymu uwalnianego podczas zamierania neuronĂłw.

- Niestety, coraz wiĂŞcej jest doniesieĂą, Âże te metody nie zawsze sÂą w peÂłni wiarygodne u pacjentĂłw poddanych hipotermii – przyznaje w wypowiedzi dla „New Scientist” Christine Wijman ze Stanford Stroke Center w Palo Alto w Kalifornii.

Pismo przytacza badania 45 osób po hipotermii ratunkowej, spoœród których dwie nie wykazywa³y odruchów oka, co zwykle sugeruje, ¿e siê ju¿ nie wybudz¹. A mimo to odzyskali œwiadomoœÌ. Wybudzi³o siê tak¿e 11 osób wykazujc¹ych s³abe reakcje ruchowe. W innym badaniu odzyska³o œwiadomoœÌ 4 pacjentów spoœród 42, którzy mieli we krwi podwy¿szony poziom enolazy neuronowej.

Specjaliœci podejrzewaj¹, ¿e ratunkowe sch³adzanie cia³a hamuje destrukcje neuronów, ale mo¿e równie¿ opóŸniaÌ ich uaktywnienie.
- Neurony mogÂą byĂŚ odurzone, ale nie sÂą jeszcze martwe - twierdzi David Greer z Yale University School Medicine. Dodaje, Âże u takich osĂłb takÂże leki mogÂą wykazywaĂŚ silniejsze dziaÂłanie dopiero wtedy, gdy po hipotermii ponownie podwyÂższana jest temperatura ciaÂła.

Z tego teÂż mogÂą wynikaĂŚ wiĂŞksze trudnoÂści z okreÂśleniem Âśmierci mĂłzgu. WedÂług dr Webba, w odniesieniu osĂłb poddanych hipotermii naleÂży nieco zmodyfikowaĂŚ kryteria jej okreÂślania. Uczony twierdzi, Âże o podobnych spostrzeÂżeniach informujÂą go inni lekarze.

Andrea Rossetti z Uniwersytetu w Lozannie w Szwajcarii twierdzi, Âże u osĂłb po hipotermii ratunkowej nie naleÂży siĂŞ spieszyĂŚ z orzeczeniem Âśmierci mĂłzgowej, gdy temperatura ich ciaÂła powrĂłci do normalnego stanu. Brak typowych reakcji ÂświadczÂących zwykle o Âśmierci mĂłzgowej, w ich przypadku nie przesÂądza jeszcze, Âże siĂŞ nie wybudzÂą, jeÂśli jest jeszcze choĂŚby cieĂą szansy, Âże moÂże to nastÂąpiĂŚ. (PAP)

zbw/ tot/

NieskoĂączone Âżycie nieboszczyka

http://odkrywcy.pl/kat,111396,title,Przedwczesnie-uznani-za-zmarlych,wid,13976040,wiadomosc.html?_ticrsn=3&smg4sticaid=5d73a
Zapisane

PozwĂłl sobie byĂŚ sobÂą, a innym byĂŚ innymi.
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #1 : Listopad 27, 2011, 20:57:21 »

                                                          PowrĂłt PoÂżegnanych

V wydanie Polskiego ¿ycia po ¿yciu. Relacji ludzi uratowanych ze stanu œmierci klinicznej, którego edytorem jest Nieznany Œwiat, znalaz³o siê na pierwszym miejscu najlepiej sprzedaj¹cych siê ksi¹¿ek w Ksiêgarni NŒ w sierpniu br. W jego koùcowym segmencie wydrukowany zosta³ m.in. reporta¿ Nieoczekiwany koniec karnawa³u, bêd¹cy zapisem odbytego w 1995 r. pod patronatem naszego miesiêcznika pierwszego w Polsce zjazdu osób, które prze¿y³y œmierÌ kliniczn¹. S¹dzimy, ¿e ze wszech miar interesuj¹ce oka¿e siê porównanie go z innym zapisem faktologicznym przebiegu wspomnianej imprezy pióra Wojciecha Chudziùskiego i Tadeusza Oszubskiego, którzy jako dziennikarze równie¿ œledzili Zjazd przedwczeœnie po¿egnanych, zamieszczaj¹c swoj¹ relacjê z niego najpierw w Expressie Bydgoskim, a nastêpnie we wspólnym zbiorze reporta¿y Niewyjaœnione zjawiska w Polsce (Videograf II, Katowice 2003).

17 lutego 1996 roku, ostatnia sobota karnawaÂłu. Jednak ludzie ci zjechali z caÂłej Polski do Warszawy nie dla zabawy. Przyjechali w jedno miejsce, aby rozmawiaĂŚ o tym, co przydarzyÂło im siĂŞ... po Âśmierci. A jest tych ludzi setka z okÂładem. NiektĂłrzy z nich stanÂą na mĂłwnicy sali widowiskowej warszawskiego kina „Grunwald”, aby publicznie relacjonowaĂŚ, co zarejestrowaÂła ich ÂświadomoœÌ, gdy doznali stanu zbliÂżonego do Âśmierci.

OpowieÂści tych osĂłb ró¿niÂą siĂŞ w szczegó³ach. Jedni mĂłwiÂą o wĂŞdrĂłwce mrocznym tunelem ku ÂświatÂłu i obcowaniu ze Âświetlistymi istotami, inni – o spotkaniach ze zmarÂłymi krewnymi, podró¿ach do krain szczĂŞÂśliwoÂści, rozmowach z anioÂłami oraz Jezusem. Wszystkich zaÂś ³¹czy jedno: zdecydowali siĂŞ ujawniĂŚ swe przeÂżycia i wzi¹Ì udziaÂł w pierwszym w Polsce tego rodzaju spotkaniu – w „Powrocie PoÂżegnanych”.
– Ludzie ci przez wiele lat byli bardzo samotni. Sama ÂświadomoœÌ, Âże sÂą inni, ktĂłrzy przeÂżyli to samo, jest dla nich budujÂąca. To wynika z treÂści ich listĂłw – wyjaÂśnia Marek Rymuszko, redaktor naczelny miesiĂŞcznika „Nieznany ÂŚwiat” i prezes ogĂłlnopolskiego stowarzyszenia dziennikarskiego Krajowy Klub ReportaÂżu. Tego dnia Rymuszko wystĂŞpuje w innej jeszcze roli: organizatora „Powrotu PoÂżegnanych” – odbywajÂącego siĂŞ wÂłaÂśnie zjazdu ludzi, ktĂłrzy przeÂżyli ÂśmierĂŚ klinicznÂą.
– WaÂżne byÂło zebranie tych osĂłb w jednym miejscu – kontynuuje Rymuszko – Âżeby siĂŞ ze sobÂą poznaÂły, skonfrontowaÂły swe doÂświadczenia. By mogÂły o tych przeÂżyciach mĂłwiĂŚ, bo to wszystkim nam pomoÂże przeÂłamaĂŚ istniejÂącÂą wokó³ tego tematu zmowĂŞ milczenia. OczywiÂście ich zdolnoœÌ werbalizacji jest ró¿na, ró¿ny jest teÂż poziom intelektualny, ale widaĂŚ, jak bardzo to spotkanie byÂło im potrzebne. Co ciekawe, te wypowiedzi ujawniajÂą pewne staÂłe punkty. Na przykÂład wystĂŞpujÂący zanik lĂŞku przed ÂśmierciÂą. NastĂŞpnie niechĂŞĂŚ do powrotu – mĂłwiÂą o tym wszyscy. Po trzecie: zmiana Âżycia, zmiana hierarchii wartoÂści i Âżyciowych celĂłw. Mimo Âże nadal wykonujÂą tĂŞ samÂą pracĂŞ zawodowÂą czy peÂłniÂą w Âżyciu te same role, ludzie ci robiÂą to juÂż inaczej. Dla nich przestaÂły siĂŞ liczyĂŚ cele przyziemne, sÂą rzeczy waÂżniejsze niÂż to, co zwykle ludzi pochÂłania – ta codzienna, banalna gonitwa za pieniĂŞdzmi. Ujawnia siĂŞ jeszcze rzecz czwarta, ktĂłrÂą nazwaÂłbym poczuciem bezpieczeĂąstwa. Oni majÂą poczucie bezpieczeĂąstwa w sytuacjach, ktĂłre inni odbierajÂą jako permanentne zagroÂżenie. Dodajmy, Âże w ich przeÂżyciach ze stanu Âśmierci wszystko dzieje siĂŞ jakby ponad religiami. {Image Charakter zjazdu pozostaje w niejakim dysonansie z tÂłem. W hallu warszawskiego kina „Grunwald”, mieszczÂącego na co dzieĂą StoÂłeczny Klub Garnizonowy, wiszÂą rozliczne gabloty. W nich – suto opatrzone fotografiami relacje z wieczorkĂłw tanecznych i ró¿norakich imprez.
– MĂłwiÂą, Âże kiedy siĂŞ umiera, to tam jest zielona trawa, Âże kaÂżdy sobie rĂŞkĂŞ podaje. ÂŻe nie chcieli tu wracaĂŚ. Tak siĂŞ, panowie, wzruszyÂłam, Âże mi aÂż Âłzy pociekÂły – dzieli siĂŞ swoimi wraÂżeniami podekscytowana szatniarka z „Grunwaldu”, osoba juÂż wiekowa. – I tak serdecznie myÂślĂŞ o tym wszystkim, Âże to jednak jest prawdziwe. Do jednego pana powiedziaÂłam: „To pan byÂł u Boga?”. A on na to: „O, do Boga jeszcze byÂło mi daleko. Ja byÂłem na przedpolu”. ÂŚmiaÂł siĂŞ. W Âżart obracaÂł. Ale potem mĂłwiÂł powaÂżnie, Âże tam siĂŞ bardzo dobrze czuÂł. ÂŻe zielona trawa piĂŞkna, ludzie dobrzy. JakieÂś inne Âżycie. CaÂłkiem inne niÂż tu. A ja go pytam: „I chciaÂłby pan jeszcze raz tam byĂŚ?”. „No – mĂłwi – jeszcze raz tam bym poszedÂł, bez pytania. Jak dwadzieÂścia szeœÌ lat tu pracujĂŞ, to tutaj pierwsza taka impreza, taka optymistyczna.
Jacek Matlak z Bielska-BiaÂłej jest doktorem nauk medycznych, chirurgiem i homeopatÂą. Zajmuje siĂŞ organizacjÂą ochrony zdrowia. Doktor Matlak naleÂży do osĂłb, ktĂłre przeszÂły ÂśmierĂŚ klinicznÂą i doÂświadczyÂły przeÂżyĂŚ zbliÂżonych do Âśmierci.
– Reprezentuje pan grupĂŞ zawodowÂą, ktĂłra jest doœÌ sceptycznie nastawiona do zjawisk opisywanych przez Raymonda Moody'ego w ksi¹¿ce „ÂŻycie po Âżyciu”.
– MogĂŞ powiedzieĂŚ tak: jeÂśli jest to grupa bardzo sceptyczna, to dobrze, bo takÂą ma byĂŚ — stwierdza dr Matlak. – Sceptyczne podejÂście do tych zagadnieĂą gwarantuje obiektywizm. Nie ma nic gorszego jak zbytni entuzjazm, zwÂłaszcza w przypadkach, o ktĂłrych nie moÂżna za duÂżo powiedzieĂŚ, a racjonalnie – w szczegĂłlnoÂści. JeÂśli o mnie chodzi, to miaÂłem tego rodzaju przeÂżycie, co wcale nie znaczy, Âże nie odnoszĂŞ siĂŞ do niego sceptycznie. Natomiast uwaÂżam, Âże moÂżna publicznie mĂłwiĂŚ o tym, co siĂŞ zapamiĂŞtaÂło czy teÂż zarejestrowaÂło we wÂłasnym umyÂśle.
– Czy doÂświadczenie Âśmierci klinicznej odmieniÂło paĂąskie Âżycie?
– Wiele rzeczy przestaÂło byĂŚ dla mnie waÂżnych. Z kolei wiele spraw dotÂąd niezauwaÂżalnych wysunĂŞÂło siĂŞ na pierwszy plan. PrzykÂładowo ludzi zacz¹³em braĂŚ takimi, jakimi sÂą, a nie takimi, jakimi chciaÂłbym, Âżeby byli.
– WróÌmy do sceptycyzmu lekarzy...
– Tego typu sprawy sÂą opisywane przez Raymonda Moody'ego. On staÂł siĂŞ juÂż postaciÂą koronnÂą wÂśrĂłd tych, ktĂłrzy te zagadnienia studiujÂą. Jednak gdy ludzie, ktĂłrzy przeÂżyli ÂśmierĂŚ klinicznÂą czy byli w stanie ograniczonej ÂświadomoÂści opowiadajÂą o tym w identycznych sÂłowach, jest rzeczÂą oczywistÂą, Âże problem ten wymaga dog³êbnych badaĂą. Przy czym sceptycyzm wcale nie musi wyraÂżaĂŚ siĂŞ twierdzeniem, Âże czegoÂś takiego nie ma. Sceptyk, chcÂąc rozwikÂłaĂŚ zagadkĂŞ przeÂżyĂŚ na granicy Âśmierci, musiaÂłby zaÂłoÂżyĂŚ, Âże wystĂŞpuje tu jakieÂś zjawisko, ktĂłrego nie znamy. MoÂże jest tak, a moÂże tak.
– Czy w Polsce prowadzi siĂŞ badania zjawisk zachodzÂących podczas Âśmierci klinicznej?
– Wiem, Âże na przykÂład Uniwersytet Warszawski jakieÂś badania w tej materii podj¹³. ÂŚwiadczy to, Âże ktoÂś potraktowaÂł rzecz powaÂżnie i nie przyglÂąda siĂŞ jej wy³¹cznie z pozycji hecy. DotÂąd ludzie, ktĂłrzy przeÂżywali takie doÂświadczenia, po prostu bali siĂŞ o nich mĂłwiĂŚ. To nic miÂłego zostaĂŚ wykpionym przez wÂłasne Âśrodowisko. Ja sam zakÂładam, Âże moÂże siĂŞ okazaĂŚ, iÂż doznania wynikajÂące ze Âśmierci klinicznej to nic szczegĂłlnego. ByÂłoby jednak dobrze, ÂżebyÂśmy – zanim odrzucimy je i zdyskredytujemy – wpierw to udowodnili.
– Sceptycy powiadajÂą, Âże caÂłe to „Âżycie po Âżyciu” to jedynie kwestia zaburzeĂą ÂświadomoÂści pojawiajÂących siĂŞ wskutek niedotlenienia mĂłzgu.
– Owszem, znam ten poglÂąd. RĂłwnie dobrze moÂże to byĂŚ jednak przemieszczanie siĂŞ w jakiÂś inny rodzaj bytu, ktĂłry w moim przekonaniu istnieje. Ale jest to moje prywatne zdanie i inni nie muszÂą go podzielaĂŚ.
– Jak na paĂąskie doÂświadczenia zareagowali pana koledzy po fachu – lekarze?
– Ich reakcje byÂły raczej spokojne, wywaÂżone. ChociaÂż z drugiej strony zdarzaÂły siĂŞ teÂż paroksyzmy drwiny. Dlaczego tak? MoÂże dlatego, Âże lekarze ocierajÂą siĂŞ o ÂśmierĂŚ codziennie i muszÂą to jakoÂś odreagowaĂŚ...
W hallu i sali widowiskowej „Grunwaldu” zgromadziÂło siĂŞ okoÂło trzech i pó³ setki osĂłb. Ci, ktĂłrzy otarli siĂŞ o ostatecznÂą tajemnicĂŞ, doznawszy stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci, a takÂże ĂŚwierĂŚ tysiÂąca ludzi zainteresowanych tematem, w tym kilkudziesiĂŞciu dziennikarzy z prasy, radia i telewizji. W tÂłumie przewija siĂŞ sporo znanych osĂłb. Jest Andrzej SkarÂżyĂąski, niegdyÂś „telewizyjna twarz”, a obecnie wydawca ksi¹¿ek, jest poeta JarosÂław Marek Rymkiewicz, jest Tadeusz Ross...
Aktora i satyryka pytamy, czy sam przeszedÂł ÂśmierĂŚ klinicznÂą.
– Znam czÂłowieka, ktĂłry przez to przeszedÂł — mĂłwi Tadeusz Ross. – TrochĂŞ razem wspó³pracujemy. Tak wiĂŞc, si³¹ rzeczy, zacz¹³em siĂŞ tym zagadnieniem interesowaĂŚ.
– Jaki jest pana stosunek do podobnych zjawisk?
– Sceptyczny – odpowiada Ross, zaraz jednak rozwija myÂśl, aby precyzyjnie przedstawiĂŚ swoje stanowisko: – Nie mogĂŞ powiedzieĂŚ, Âże w to wierzĂŞ, nie mogĂŞ teÂż powiedzieĂŚ, Âże nie wierzĂŞ. Powiedzmy, Âże jestem otwarty i nie uznajĂŞ dogmatĂłw. ByĂŚ moÂże naprawdĂŞ chcĂŞ w coÂś uwierzyĂŚ. ChcĂŞ, ale mam wÂątpliwoÂści. ZazdroszczĂŞ osobom, ktĂłre wierzÂą w coÂś naprawdĂŞ. Do takiego stanu chciaÂłbym kiedyÂś dojrzeĂŚ.
– Czy, wedÂług pana, celowe jest organizowanie takich zjazdĂłw jak ten?
– Tak. Bo w gruncie rzeczy czÂłowiek jest pyÂłkiem miotanym miĂŞdzy strachem a niepewnoÂściÂą. Nie wie, co go czeka i czy to cielesne Âżycie jest jego Âżyciem jedynym. Danie takiej furtki, takiej nadziei, Âże ÂśmierĂŚ nie koĂączy wszystkiego, to jest, wedÂług mnie, wspaniaÂły dar. Sam chciaÂłbym tego doÂświadczyĂŚ. NaprawdĂŞ. Ale jednoczeÂśnie nie marzĂŞ wcale, aby znaleŸÌ siĂŞ w stanie Âśmierci klinicznej.
W hallu zaczyna byĂŚ tÂłoczno, bo wielu uczestnikĂłw zjazdu opuÂściÂło salĂŞ widowiskowÂą; prowadzÂą teraz oÂżywione rozmowy w kuluarach. Tu spotykamy Piotra – bardzo wysokiego i szczupÂłego mĂŞÂżczyznĂŞ z Legionowa, ktĂłry takÂże doÂświadczyÂł „Âżycia po Âżyciu”.
– Jakiego rodzaju byÂło to przeÂżycie?
– Dziwne. OpisaĂŚ byÂłoby to bardzo trudno – zamyÂśla siĂŞ Piotr. – PrzeÂżyÂłem coÂś takiego przy prĂłbie samobĂłjczej. Dla mnie byÂły to: agresja, ironia i niezmierzona, czarna pustka. ÂŻadnych ³¹k ani duchĂłw, niczego takiego nie dostrzegÂłem. CzuÂłem tylko czyj¹œ obecnoœÌ. ObecnoœÌ kogoÂś, kto ze mnie nieustannie kpiÂł.
– MiaÂł pan wy³¹cznie negatywne odczucia?
– Za pierwszym razem tak. Za drugim razem to byÂła raczej eksterioryzacja niÂż ÂśmierĂŚ kliniczna. Po prostu, w trakcie wypadku samochodowego, widziaÂłem z zewnÂątrz obrazy z caÂłego swojego Âżycia.
– Jak odbiera pan wystÂąpienia innych osĂłb, ktĂłre doznaÂły stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci? UwaÂża pan ich opowieÂści za prawdopodobne?
– Nie wszystkie. SÂądzĂŞ, Âże wiele w nich fantazji i urojeĂą. Ale trudno mi to oceniĂŚ. KaÂżdy odbiera te sprawy inaczej. Opisanie tego, co siĂŞ przytrafiÂło jest trudne, a czasem w ogĂłle niemoÂżliwe – podkreÂśla mÂłody czÂłowiek.
Krzysztof Pietraszewski z Warszawy jest wydawcÂą ksi¹¿ek i producentem telewizyjnym, jednak przede wszystkim to niebanalna osobowoœÌ, jak o tego rodzaju ludziach zwykÂło siĂŞ mawiaĂŚ. Na „Powrocie PoÂżegnanych” nie jest obserwatorem – stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci doÂświadczyÂł w swym Âżyciu aÂż dwukrotnie.
– Sam nie wiem, dlaczego tak siĂŞ staÂło, ale to wydarzyÂło siĂŞ dwa razy w tym samym miejscu – na tej samej ulicy, o tej samej godzinie, przy takiej samej pogodzie – opowiada Krzysztof Pietraszewski. – W obu przypadkach trwaÂło to nie wiĂŞcej niÂż czterdzieÂści minut. Za pierwszym razem reanimowaÂł mnie Murzyn, a za drugim — rok póŸniej — chÂłopak, ktĂłry obecnie mieszka niedaleko mnie.
– Czy tak dramatyczne doÂświadczenia zmieniÂły coÂś w pana Âżyciu?
– To byÂła duÂża zmiana. O sto osiemdziesiÂąt stopni. OczywiÂście nie nastÂąpiÂła natychmiast, do transformacji nie doszÂło ani w ciÂągu miesiÂąca, ani dwĂłch. OdbywaÂło siĂŞ to przez osiem lat – powoli, acz systematycznie. Przede wszystkim, kiedy to siĂŞ zdarzyÂło, byÂłem facetem, ktĂłry podchodziÂł do Âżycia w sposĂłb hedonistyczny. Dyskoteki, kobiety w duÂżych iloÂściach, alkohole i mocne papierosy – to byÂło to, co mnie pociÂągaÂło. ByÂła teÂż mocna kawa, nieprzespane noce i chroniczna niechĂŞĂŚ do uczciwej pracy. Nie mĂłwiĂŞ, Âże postĂŞpowaÂłem nieuczciwie, ale mĂłj stosunek do Âżycia byÂł, mĂłwiÂąc eufemistycznie, dosyĂŚ luÂźny. Dopiero po tych wydarzeniach doceniÂłem wagĂŞ pracy, doceniÂłem to, Âże przez pracĂŞ ksztaÂłtuje siĂŞ charakter, co jednoczeÂśnie pozwala unikn¹Ì kÂłopotĂłw w przyszÂłoÂści. PrzeÂżycia w Âśmierci klinicznej otworzyÂły mi oczy na duchowÂą stronĂŞ Âżycia, inaczej spojrzaÂłem teÂż na religiĂŞ. MyÂślĂŞ, Âże po raz pierwszy uwierzyÂłem, Âże jest BĂłg. Bo do tamtej pory to pojĂŞcie byÂło dla mnie mglistÂą abstrakcjÂą. OdczuÂłem poza tym wyraÂźnie, Âże to, co wiem o stronie duchowej, ma pewnÂą logikĂŞ, ciÂągÂłoœÌ. To wÂłaÂśnie pozwoliÂło mi odnaleŸÌ samego siebie. PrzestaÂłem paliĂŚ papierosy, rzuciÂłem alkohol – ten stan trwa juÂż od ponad dziesiĂŞciu lat. Ale zacz¹³em od tego, Âże staÂłem siĂŞ wegetarianinem.
– ZmieniÂł pan swĂłj stosunek do Âżycia, ale czy nie wynikaÂło to ze strachu, Âże po Âśmierci bĂŞdzie pan rozliczony z tego, jak pan ÂżyÂł?
– To co wtedy przeÂżywaÂłem okreÂśliÂłbym raczej jako zdziwienie, nie strach. Ten mĂłj „stan bez ciaÂła to byÂła fascynacja czymÂś, czego – zdawaÂło mi siĂŞ – doznajĂŞ pierwszy raz. ChoĂŚ z drugiej strony czuÂłem, Âże nie jest to odkrywanie nowego lÂądu. Raczej przypominanie sobie czegoÂś, co, gdzieÂś pod skĂłrÂą, tkwiÂło we mnie caÂły czas. Nie mogĂŞ powiedzieĂŚ, Âże siĂŞ Âśmierci nie bojĂŞ w stu procentach. Nie odczuwam natomiast lĂŞku przed tym, co zastanĂŞ po drugiej stronie. Dlaczego? PoniewaÂż wiem, co tam bĂŞdzie.
– No wÂłaÂśnie, i co takiego pan tam zastanie?
– CzÂłowiek jest istotÂą duchowÂą i tu, na Ziemi, zostawia jedynie ciaÂło. Ja stamtÂąd nie chciaÂłem wracaĂŚ – to pamiĂŞtam doskonale.
– Co pan tam zobaczyÂł? Raj?
– To jest kwestia bardziej ÂświadomoÂści niÂż scenografii – odpowiada Pietraszewski. – BĂŞdÂąc tam, obserwowaÂłem tutejszy Âświat, jakbym widziaÂł scenicznÂą dekoracjĂŞ. Od strony widowni bardzo piĂŞknÂą, kolorowÂą, ale gdy wejdzie siĂŞ za scenĂŞ – sztucznÂą i nieprawdziwÂą. I tak samo postrzegaÂłem dziejÂące siĂŞ tu wydarzenia. Jakbym odgrywaÂł jak¹œ rolĂŞ w filmie. Trzeba jÂą odegraĂŚ, jednak rzecz w tym, by cena, jakÂą pÂłaci siĂŞ za poszczegĂłlne epizody, nie byÂła zbyt wysoka.
– Czy po tamtej stronie zetkn¹³ siĂŞ pan z jak¹œ istotÂą?
– ZnalazÂłem siĂŞ w Âświetlistej chmurze, ktĂłra byÂła jakby osobowoÂściÂą. Przez caÂły czas odczuwaÂłem jej przewagĂŞ nade mnÂą – intelektualnÂą, duchowÂą. Ale przy tym wszystkim bardzo mnie kochaÂła. Teraz moÂże okreÂśliÂłbym jÂą jako mojego anioÂła stró¿a lub nadÂświadomoœÌ. A Âże jestem raczej doœÌ swawolny, wiĂŞc ona rozmawiaÂła ze mnÂą moim jĂŞzykiem. JuÂż na wstĂŞpie usÂłyszaÂłem: „I co ÂżeÂś zrobiÂł, gamoniu?”. Bardzo siĂŞ wstydziÂłem, choĂŚ z drugiej strony, w duchu, zacz¹³em nieprzytomnie chichotaĂŚ. Bo ton i zestaw s³ów byÂły naprawdĂŞ komiczne. Ja nawet nie wiedziaÂłem, z kim mam do czynienia. A ta ÂświatÂłoœÌ przygarnĂŞÂła mnie, objĂŞÂła i rzekÂła: „No, gÂłupku, poka¿ê ci parĂŞ spraw, ÂżebyÂś wreszcie coÂś niecoÂś poj¹³...”. A potem nagle zobaczyÂłem swojÂą k³ótniĂŞ z matkÂą. ByÂłem bardzo brutalny w sÂłowach i sprawiÂłem jej bĂłl. Ten bĂłl uderzyÂł we mnie. ZrozumiaÂłem, jakie skutki mogÂą wywoÂływaĂŚ nasze sÂłowa – nieprzemyÂślane czy wypowiedziane w emocjach. Pokazano mi teÂż spotkanie, ktĂłre przeze mnie nie doszÂło do skutku. Dziewczyna na mnie czekaÂła, nie doczekaÂła siĂŞ – i wpadÂła w histeriĂŞ. PoszÂła na imprezĂŞ, za duÂżo wypiÂła, zÂłamaÂła rĂŞkĂŞ – to byÂł caÂły ÂłaĂącuch tragicznych zdarzeĂą. PojawiÂły siĂŞ nawet wypadki, ktĂłre dopiero miaÂły mieĂŚ miejsce. CzuÂłem, Âże czêœÌ odpowiedzialnoÂści za to, co ona przechodzi, spada na moje barki.
– Czy zwierzaÂł siĂŞ pan ze swoich przeÂżyĂŚ lekarzowi lub psychologowi?
– Z tymi ludÂźmi nie ma w ogĂłle rozmowy – macha rĂŞkÂą Krzysztof Pietraszewski. – MiaÂłem kiedyÂś teÂścia naukowca i gdy zaczynaÂłem opowiadaĂŚ o tym doÂświadczeniu, on pukaÂł siĂŞ wymownie w czoÂło. Taka postawa charakteryzuje, moim zdaniem, wiĂŞkszoœÌ naukowcĂłw w tym kraju. MoÂże coÂś zmieni siĂŞ na lepsze, gdy do gÂłosu dojdÂą mÂłodzi – ludzie bardziej otwarci i tolerancyjni. Starsi bojÂą siĂŞ oÂśmieszenia w swoim Âśrodowisku. NadszedÂł czas, aby pewne mĂłzgi wreszcie odeszÂły do lamusa.
Marek Rymuszko, ktĂłrego wypowiedÂź przytoczyliÂśmy na wstĂŞpie, zorganizowaÂł „PowrĂłt PoÂżegnanych”. Pytamy go wiĂŞc, skÂąd wzi¹³ siĂŞ pomysÂł przygotowania tak niezwykÂłej imprezy.
 – Trzeba cofn¹Ì siĂŞ o kilka lat – wyjaÂśnia Rymuszko. – Gdy ruszaliÂśmy z „Nieznanym ÂŚwiatem”, bardzo waÂżnÂą rubrykÂą w tym piÂśmie byÂło „DotkniĂŞcie Nieznanego”. ZachĂŞcaliÂśmy tam ludzi do tego, by siĂŞ otwierali, by pisali o niezwykÂłych duchowych doznaniach, jakich doÂświadczyli. ZaczĂŞliÂśmy w 1990 roku jesieniÂą i dla oÂśmielenia, na pierwszy ogieĂą poszÂła wypowiedÂź Adama Hanuszkiewicza. SpowodowaÂło to, Âże z miejsca posypaÂła siĂŞ lawina interesujÂących wypowiedzi. PoÂśrĂłd listĂłw, bardzo ciekawych, nieraz zupeÂłnie zaskakujÂących, zaczĂŞÂły napÂływaĂŚ opisy doznaĂą na granicy Âśmierci. ZorientowaliÂśmy siĂŞ, Âże tworzÂą one osobnÂą grupĂŞ tematycznÂą i zwrĂłciliÂśmy na nie bacznÂą uwagĂŞ.
– Co te relacje ³¹czyÂło?
– Po pierwsze to, Âże czêœÌ tych ludzi nie czytaÂła ksi¹¿ek Moody'ego, bo ich przeÂżycia nastÂąpiÂły, zanim mogli siĂŞ z nimi zapoznaĂŚ. Po drugie, pisali oni z ró¿nych stron Polski, nie znali siĂŞ nawzajem, wywodzili z ró¿nych Âśrodowisk, mieli ró¿ny poziom wyksztaÂłcenia – a mimo to ich opisy wykazywaÂły ewidentne cechy wspĂłlne. AnalizujÂąc to, doszliÂśmy do wniosku, Âże trzeba te wypowiedzi archiwizowaĂŚ, Âże jest to coÂś waÂżnego. Tak zainaugurowaliÂśmy prĂłbĂŞ odtworzenia polskiego „Âżycia po Âżyciu”.
 Image – Ile wpÂłynĂŞÂło zgÂłoszeĂą na „PowrĂłt PoÂżegnanych”?
– ZgÂłosiÂło siĂŞ sto dwadzieÂścia osĂłb, przyjechaÂło trochĂŞ ponad sto.
Jako podsumowanie pierwszego w Polsce zjazdu tych, ktĂłrzy przeÂżyli wÂłasnÂą ÂśmierĂŚ, zaplanowano wydanie ksi¹¿ki. Publikacja miaÂła zawieraĂŚ relacje osĂłb, ktĂłre doÂświadczyÂły stanĂłw zbliÂżonych do Âśmierci, otarÂły siĂŞ o TamtÂą StronĂŞ. PomysÂłodawcy sÂłowa dotrzymali. U schyÂłku 1996 roku, nakÂładem Wydawnictwa „Nieznany ÂŚwiat”, zbiĂłr „Polskie Âżycie po Âżyciu” trafiÂł do ksiĂŞgarĂą. O swoich doznaniach zwiÂązanych z przekroczeniem granica Âżycia napisaÂło w ksi¹¿ce siedemdziesiĂŞciu uczestnikĂłw „Powrotu PoÂżegnanych”.
Relacje, wspomnienia, wyznania. Spoza Âśmierci. Z zaÂświatĂłw. MoÂżna, oczywiÂście, zaÂłoÂżyĂŚ, Âże nie stanowiÂą one dowodu, Âże po Âśmierci nadal Âżyjemy. MoÂżna twierdziĂŚ, iÂż to tylko omamy wywoÂłane niedotlenieniem mĂłzgu lub innymi procesami chemicznymi zachodzÂącymi w ludzkim organizmie. MoÂżna tak rzec oceniaĂŚ... Jednak te liczne, bardzo osobiste wyznania, choĂŚby siĂŞ nawet tego nie chciaÂło, zmuszajÂą do refleksji. A wtedy gdzieÂś w czÂłowieku, w miejscu gdzie stykajÂą siĂŞ umysÂł i dusza, nieÂśmiaÂło rodzi siĂŞ przepeÂłniona nadziejÂą myÂśl: „MoÂże jednak »Âżycie po Âżyciu« istnieje i z chwilÂą Âśmierci nie umieramy tak do koĂąca?”. MoÂże.

Wojciech ChudziĂąski, Tadeusz Oszubski


ÂŹrĂłdÂło: „NiewyjaÂśnione zjawiska w Polsce”. ZbiĂłr reportaÂży. Wyd. VIDEOGRAF II, Katowice 2003 r.
Ksi¹¿ka by³a nominowana do ogólnopolskiej nagrody dziennikarskiej Grand Press za rok 2003.
 

http://www.nieznanyswiat.pl/content/view/552/1/
« Ostatnia zmiana: Listopad 27, 2011, 20:59:16 wysłane przez Rafaela » Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #2 : Styczeń 10, 2012, 19:58:29 »

InteresujÂący materiaÂł
http://www.youtube.com/watch?v=8GyUCglL_J4&feature=endscreen&NR=1

Kobieta relacjonuje ze szczegó³ami , w³¹cznie z wygl¹dem narzêdzi i konkretnymi zwrotami, przebieg operacji podczas, gdy jej EEG jest kompletnie p³askie. W sense medycznym jej mózg by³ martwy i nie mog³a niczego s³yszeÌ, ani czuÌ. A jednak ta operacja by³a opisana szczegó³owo.

I jeszcze jeden, w ktĂłrym opis podaje osoba niewidoma, ktĂłra powrĂłciÂła ze stanu Âśmierci klinicznej. ByÂło to o tyle niesamowite, Âże ta osoba nie powinna byÂła widzieĂŚ niczego, bo niczego nie widziaÂła nigdy.
http://www.youtube.com/watch?v=-fGb5ptshIo&feature=endscreen&NR=1
Zapisane
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #3 : Wrzesień 02, 2012, 09:35:36 »

Najlepsza znana relacja Âśmierci klinicznej


Poprzez ÂświatÂło
Mellen-Thomas Benedict jest artystÂą, ktĂłry przeÂżyÂł ÂśmierĂŚ w 1982r. ByÂł martwy przez ponad pó³torej godziny, w ciÂągu ktĂłrej opuÂściÂł ciaÂło i udaÂł siĂŞ w kierunku ÂŚwiatÂła. PoniewaÂż ciekawiÂł go WszechÂświat, zostaÂł zabrany w jego odlegÂłe rejony, a nawet dalej – w energetycznÂą PustkĂŞ NicoÂści poza Wielkim Wybuchem. KomentujÂąc jego doÂświadczenie, Dr. Kenneth Ring powiedziaÂł: “Jego historia jest jednÂą z najbardziej niezwykÂłych, z jakimi zetkn¹³em siĂŞ w trakcie swoich rozlegÂłych badaĂą nad doÂświadczeniami Âśmierci klinicznej”.

Droga ku Âśmierci

W 1982 doœwiadczy³em œmierci spowodowanej nieuleczalnym nowotworem, którego nie mo¿na by³o zoperowaÌ, a z kolei jakakolwiek chemioterapia zrobi³aby jedynie ze mnie warzywo. Lekarze dawali mi szeœÌ do oœmiu miesiêcy ¿ycia. W latach 70-tych interesowa³em siê informacj¹, czytaj¹c o kryzysie nuklearnym, ekologicznym i innych, stopniowo traci³em nadziejê i ogarnia³o mnie zniechêcenie. Poniewa¿ nie mia³em podstaw duchowych, zacz¹³em wierzyÌ, ¿e natura pomyli³a siê i ¿e prawdopodobnie byliœmy rakiem na naszej planecie. Nie widzia³em rozwi¹zania ¿adnego z problemów, które sami stworzyliœmy sobie i naszej planecie. Uwa¿a³em wszystkich ludzi za raka i dosta³em raka. W³aœnie to mnie zabi³o. Uwa¿aj, jaki masz pogl¹d na ¿ycie. Mo¿e siê on odbiÌ na tobie, zw³aszcza jeœli jest negatywny. Mój by³ bardzo negatywny. To w³aœnie doprowadzi³o do mojej œmierci. Wypróbowa³em ró¿ne rodzaje alternatywnych metod leczenia, ale nic nie poskutkowa³o.

Tak wiêc postanowi³em, ¿e to sprawa tylko miedzy mn¹ a Bogiem. Nigdy wczeœniej nie stan¹³em twarz¹ twarz z Bogiem, nigdy nie mia³em z nim do czynienia. Nie interesowa³am siê wówczas duchowoœci¹, ale wyruszy³em w podró¿, by dowiedzieÌ siê jak najwiêcej na ten temat oraz na temat alternatywnych metod leczenia. Zacz¹³em czytaÌ wszystko, co wpad³o mi w rêce i zag³êbi³em siê w to, poniewa¿ nie chcia³em, by spotka³a mnie niespodzianka po drugiej stronie. Zacz¹³em wiêc czytaÌ o ró¿nych religiach i filozofiach. Wszystkie by³y bardzo interesuj¹ce i dawa³y nadziejê, ¿e jest coœ po drugiej stronie.

Z drugiej strony jako niezale¿ny artysta tworz¹cy witra¿e, nie mia³em ¿adnego ubezpieczenia zdrowotnego. Oszczêdnoœci ca³ego mojego ¿ycia wyda³em w jednej chwili na badania medyczne. Nastêpnie leczy³em siê, nie maj¹c ubezpieczenia. Nie chcia³em nara¿aÌ rodziny na problemy finansowe, zdecydowa³em wiêc, ¿e sam siê tym zajmê. Ból nie trwa³ bez przerwy, ale by³y chwile, kiedy by³em zamroczony. Dosz³o do tego, ¿e ba³em siê jeŸdziÌ i w koùcu wyl¹dowa³em w hospicjum. Mia³em tam swoj¹ opiekunkê, która by³a przy mnie w ostatnich chwilach. ObecnoœÌ tego anio³a, zes³anego mi przez Boga, by³a dla mnie b³ogos³awieùstwem. Trwa³o to oko³o 18 miesiêcy. Nie chcia³em jednak braÌ leków przeciwbólowych, bo pragn¹³em zachowaÌ œwiadomoœÌ na tyle, na ile to by³o mo¿liwe. Nastêpnie doœwiadczy³em takiego bólu, ¿e nie istnia³o nic poza nim, na szczêœcie ataki trwa³y tylko po kilka dni.

ÂŚwiatÂło Boga

Pamiêtam, ¿e obudzi³em siê któregoœ ranka w domu oko³o 4:30 i po prostu wiedzia³em, ¿e nadszed³ koniec. To by³ dzieù, kiedy mia³em umrzeÌ. Zadzwoni³em do kilku przyjació³, aby siê po¿egnaÌ. Obudzi³em swoj¹ opiekunkê z hospicjum i uprzedzi³em j¹. Poniewa¿ przeczyta³em, ¿e kiedy siê umiera dziej¹ siê ró¿ne ciekawe rzeczy, umówi³em siê z ni¹, ¿e po mojej œmierci zostawi moje cia³o na szeœÌ godzin. Znowu zasn¹³em. Nastêpne, co pamiêtam, to pocz¹tek typowej œmierci klinicznej. Nagle by³em w pe³ni œwiadomy i sta³em, choÌ moje cia³o spoczywa³o w ³ó¿ku. Otacza³a mnie ciemnoœÌ. Kiedy by³em poza cia³em, wszystko by³o bardziej wyraŸne ni¿ normalnie. By³o tak wyraŸne, ¿e widzia³em ka¿dy pokój w domu, strych, okolice domu, i to, co znajdowa³o siê pod nim.

ZobaczyÂłem ÂŚwiatÂło i zwrĂłciÂłem siĂŞ ku niemu. ByÂło bardzo podobne do tego, ktĂłre ludzie opisujÂą w swoich relacjach o Âśmierci klinicznej. ByÂło takie wspaniaÂłe. MoÂżna go dotkn¹Ì, moÂżna go poczuĂŚ. PrzyciÂąga do siebie – chcesz podejœÌ do niego, tak jak podszedÂłbyÂś do idealnej matki lub ojca, by CiĂŞ przytulili. W miarĂŞ jak zbliÂżaÂłem siĂŞ do ÂŚwiatÂła, wiedziaÂłem intuicyjnie, Âże jeÂśli wejdĂŞ w nie, to umrĂŞ. Tak wiĂŞc zbliÂżajÂąc siĂŞ, powiedziaÂłem: “ProszĂŞ, poczekaj chwilĂŞ, moment. ChcĂŞ to przemyÂśleĂŚ; chciaÂłbym z TobÂą porozmawiaĂŚ zanim pĂłjdĂŞ dalej”.

Ku mojemu zaskoczeniu, ca³e doœwiadczenie zatrzyma³o siê w tym punkcie. W rzeczywistoœci mamy kontrolê nad swoj¹ œmierci¹. To nie jest karuzela, której nie mo¿na zatrzymaÌ. Moja proœba zosta³a spe³niona i odby³em klika rozmów ze Œwiat³em. Œwiat³o przybiera³o ró¿ne postacie, np. Jezusa, Buddy, Kriszny, mandali, archetypów i znaków.

ZapytaÂłem ÂŚwiatÂło: “Co tu siĂŞ dzieje? ProszĂŞ, ÂŚwiatÂło, wyjaÂśnij mi, kim jesteÂś. ChcĂŞ wiedzieĂŚ, co jest rzeczywiste”.

Nie potrafiê przytoczyÌ dok³adnych s³ów, bo to by³ rodzaj telepatii. Œwiat³o odpowiedzia³o, przekazuj¹c mi informacjê, ¿e to, co dzieje siê, kiedy spotykamy siê ze Œwiat³em, zale¿y od naszych pogl¹dów. Jeœli jesteœ Buddyst¹, Katolikiem lub Muzu³maùskim fundamentalist¹, to dostajesz to, w co wierzysz. Masz szansê, by przyjrzeÌ siê temu i zbadaÌ to, ale wiêkszoœÌ ludzi z niej nie korzysta. Gdy objawi³o siê Œwiat³o, uœwiadomi³em sobie, ¿e w rzeczywistoœci widzê matrycê Wy¿szego Ja. Mogê tylko powiedzieÌ, ¿e przybra³o postaÌ matrycy, mandali ludzkich dusz, i ujrza³em, ¿e to, co nazywamy Wy¿szym Ja, jest matryc¹. Jest to równie¿ nasze po³¹czenie ze ród³em; ka¿dy z nas pochodzi bezpoœrednio ze ród³a, jest jego bezpoœrednim doœwiadczeniem. Wszyscy mamy Wy¿sze Ja, coœ, co stoi ponad nasz¹ dusz¹. Objawi³o mi siê ono w swojej najprawdziwszej formie energetycznej. Mogê to jedynie opisaÌ w taki sposób, ¿e Wy¿sze Ja przypomina po³¹czenie/przewód. Nie przypomina³o go z wygl¹du, ale jest to bezpoœrednie po³¹czenie ze ród³em, które jest w ka¿dym z nas. Jesteœmy bezpoœrednio po³¹czeni ze ród³em. Tak wiêc Œwiat³o pokaza³o mi matrycê Wy¿szego Ja. I uzmys³owi³em sobie wyraŸnie, ¿e wszystkie Wy¿sze Ja s¹ po³¹czone ze sob¹ w jedno, wszyscy ludzie s¹ jednoœci¹, jesteœmy w rzeczywistoœci jedn¹ istot¹, ró¿nymi jej aspektami. Nie chodzi³o tu o jak¹œ konkretn¹ religiê. W³aœnie takie informacje dosta³em. I zobaczy³em tê mandalê ludzkich dusz. To by³a najpiêkniejsza rzecz, jak¹ kiedykolwiek widzia³em. Wszed³em w ni¹ i ca³kowicie mnie poch³onê³a. To by³o jakbyœ otrzyma³ ca³¹ mi³oœÌ, jakiej kiedykolwiek pragn¹³eœ, i to tak¹ mi³oœÌ, która leczy, uzdrawia i regeneruje.

Kiedy tak prosi³em Œwiat³o o wyjaœnienia, zrozumia³em, czym jest matryca Wy¿szego Ja. Wokó³ Ziemi istnieje sieÌ stworzona ze wszystkich po³¹czonych ze sob¹ Wy¿szych Ja. To jak wielkie przedsiêbiorstwo, kolejny wy¿szy poziom energii subtelnej otaczaj¹cej nas, jeœli mo¿na tak powiedzieÌ. Nastêpnie, po kilku minutach, poprosi³em o dalsze wyjaœnienia. Naprawdê chcia³em wiedzieÌ, o co chodzi we Wszechœwiecie, i tym razem by³em gotów do podró¿y.

PowiedziaÂłem: “Jestem gotĂłw, zabierz mnie”.

Wtedy ÂŚwiatÂło zamieniÂło siĂŞ w najpiĂŞkniejszÂą rzecz, jakÂą kiedykolwiek widziaÂłem: w mandalĂŞ ludzkich dusz na tej planecie. WczeÂśniej podchodziÂłem do wszystkiego, co dziaÂło siĂŞ na Ziemi, bardzo negatywnie. Kiedy wiĂŞc poprosiÂłem ÂŚwiatÂło o wyjaÂśnienia, ujrzaÂłem dziĂŞki tej cudownej mandali, jak piĂŞkni wszyscy jesteÂśmy w swej istocie. JesteÂśmy najpiĂŞkniejszymi stworzeniami. Ludzka dusza, ludzka matryca, ktĂłrÂą wspĂłlnie tworzymy jest absolutnie fantastyczna, elegancka, egzotyczna, jest wszystkim. Nie jestem w stanie wyraziĂŚ, jak zmieniÂło to mĂłj poglÂąd na istoty ludzkie w tej chwili.

PowiedziaÂłem: “Oh, BoÂże, nie wiedziaÂłem, jacy jesteÂśmy piĂŞkni”.

Na jakimkolwiek jesteÂś poziomie, wysokim czy niskim, jakÂąkolwiek postaĂŚ przybraÂłeÂś, jesteÂś najpiĂŞkniejszym stworzeniem, naprawdĂŞ. ZaskoczyÂło mnie to, Âże Âżadna dusza nie byÂła zÂła.

ZapytaÂłem: “Jak to moÂżliwe?”.

W odpowiedzi us³ysza³em, ¿e ¿adna dusza nie jest z natury z³a. Straszne rzeczy, które przydarzaj¹ siê ludziom, sprawiaj¹, ¿e robi¹ oni z³e rzeczy, ale ich dusze nie s¹ z³e. Œwiat³o powiedzia³o mi, ¿e to, czego wszyscy szukaj¹, to, co daje im si³ê, to mi³oœÌ. To, co ich niszczy, to brak mi³oœci.

WydawaÂło mi siĂŞ, Âże objawieniom pochodzÂącym od ÂświatÂła nie ma koĂąca i wtedy zapytaÂłem Je: “Czy to znaczy, Âże ludzkoœÌ zostanie zbawiona?”.

Wtedy, jakby w dÂźwiĂŞku trÂąby poÂśrĂłd deszczu spiralnych ÂświateÂł, Wielkie ÂŚwiatÂło przemĂłwiÂło: “PamiĂŞtaj i nigdy o tym nie zapominaj; sami siĂŞ zbawiacie, ocalacie i leczycie. Zawsze tak byÂło. Zawsze tak bĂŞdzie. ZostaliÂście stworzeni tak, byÂście mieli tĂŞ moc jeszcze zanim powstaÂł Âświat”.

W tej chwili zrozumiaÂłem nawet wiĂŞcej. ZrozumiaÂłem, Âże JUÂŻ ZOSTALIÂŚMY ZBAWIENI, ocaliliÂśmy siebie, poniewaÂż zostaliÂśmy stworzeni tak, byÂśmy siĂŞ sami udoskonalali i “naprawiali”, podobnie jak reszta Boskiego WszechÂświata. PodziĂŞkowaÂłem Boskiemu ÂŚwiatÂłu z caÂłego serca. PrzyszÂły mi jedynie na myÂśl te proste sÂłowa absolutnej wdziĂŞcznoÂści: “O drogi BoÂże, drogi WszechÂświecie, droga WspaniaÂła JaÂźni, kocham swoje ÂŻycie”. WydawaÂło siĂŞ, Âże ÂŚwiatÂło wdycha mnie coraz g³êbiej. To byÂło uczucie, jakby ÂŚwiatÂło wchÂłaniaÂło mnie caÂłkowicie. Po dziÂś dzieĂą nie potrafiĂŞ opisaĂŚ ÂŚwiatÂła MiÂłoÂści. WszedÂłem w inny wymiar, jeszcze g³êbszy, i staÂłem siĂŞ Âświadomy czegoÂś wiĂŞcej, o wiele wiĂŞcej. ByÂł to potĂŞÂżny strumieĂą ÂŚwiatÂła, wielki i peÂłny, g³êboko w Sercu ÂŻycia.
ZapytaÂłem: “Co to jest?”.

ÂŚwiatÂło odrzekÂło: “To jest RZEKA ÂŻYCIA. WypeÂłnij niÂą swe serce po brzegi”.

Tak zrobi³em. Wzi¹³em jeden du¿y ³yk, potem nastêpny. PiÌ Samo ¯ycie! By³em w ekstazie.

Wtedy ÂŚwiatÂło powiedziaÂło: “Masz Âżyczenie”.

Wiedzia³o wszystko o mnie, zna³o ca³¹ moj¹ przesz³oœÌ, teraŸniejszoœÌ i przysz³oœÌ.

“Tak!” – wyszeptaÂłem.


Chcia³em zobaczyÌ resztê Wszechœwiata; to, co jest poza uk³adem s³onecznym, poza ludzkimi iluzjami. Wtedy Œwiat³o powiedzia³o mi, ¿e mogê daÌ siê ponieœÌ Nurtowi. Tak zrobi³em i Œwiat³o przenios³o mnie na koniec tunelu. Poczu³em i us³ysza³em ca³¹ seriê bardzo delikatnych uderzeù dŸwiêkowych*. Co za szybkoœÌ!
Pustka NicoÂści

Nagle zacz¹³em oddalaĂŚ siĂŞ z zawrotnÂą prĂŞdkoÂściÂą od Ziemi z nurtem ÂŻycia, widzÂąc, jak planeta znika mi z oczu. UkÂład sÂłoneczny, w caÂłym swym majestacie, Âśmign¹³ mi przed oczami i znikn¹³. PoruszajÂąc siĂŞ z prĂŞdkoÂściÂą szybszÂą od prĂŞdkoÂści ÂświatÂła, przeleciaÂłem przez Âśrodek galaktyki, dowiadujÂąc siĂŞ po drodze nowych rzeczy. PrzekonaÂłem siĂŞ, Âże ta galaktyka, jak i reszta WszechÂświata, tĂŞtni ÂŻYCIEM, ró¿nymi jego odmianami. WidziaÂłem wiele ÂświatĂłw. Dobra wiadomoœÌ – nie jesteÂśmy sami we WszechÂświecie! Kiedy pÂłyn¹³em strumieniem ÂświadomoÂści przez Âśrodek galaktyki, przeksztaÂłciÂł siĂŞ on w niezwyk³¹ falĂŞ energetycznÂą zbudowanÂą z fraktali. MijaÂłem wielkie grupy galaktyk, zawierajÂące w sobie staroÂżytnÂą mÂądroœÌ. Najpierw myÂślaÂłem, Âże dokÂądÂś zmierzam, podró¿ujĂŞ. Ale wtedy zrozumiaÂłem, w miarĂŞ jak strumieĂą powiĂŞksza siĂŞ i rozszerza, poszerza siĂŞ rĂłwnieÂż moja ÂświadomoœÌ, obejmujÂąc wszystko we WszechÂświecie! MijaÂłem wszystko, co zostaÂło stworzone. To byÂł niewyobraÂżalny cud!

Wszystko, co zosta³o stworzone, zdawa³o siê mijaæ mnie z zawrotn± prêdko¶ci± i znikaæ w ¦wietlnych cêtkach. Niemal natychmiast pojawia³o siê kolejne ¦wiat³o. Nadchodzi³o ze wszystkich stron i by³o tak odmienne; ¦wiat³o stworzone z czego¶ wiêcej ni¿ wszystkie czêstotliwo¶ci Wszech¶wiata. Ponownie czu³em i s³ysza³em kilka razy aksamitne uderzenia d¼wiêkowe. Moja ¶wiadomo¶æ, czy te¿ istota, rozszerza³a siê, by po³±czyæ siê z ca³ym Wszech¶wiatem Holograficznym, a nawet czym¶ wiêcej. Kiedy mija³em drugie ¦wiat³o, pojawi³a siê we mnie ¶wiadomo¶æ, ¿e w³a¶nie przekroczy³em Prawdê. Nie potrafiê tego lepiej wyraziæ s³owami, ale postaram siê to wyja¶niæ. Kiedy wkroczy³em w strefê drugiego ¦wiat³a, wyszed³em poza pierwsze ¦wiat³o. Znalaz³em siê w g³êbokim bezruchu, poza wszelk± cisz±. Widzia³em i postrzega³em WIECZNO¦Æ, poza Nieskoñczono¶ci±.
ByÂłem w Pustce.

ByÂłem w tym, co istniaÂło przed stworzeniem, przed Wielkim Wybuchem. PrzekroczyÂłem poczÂątek czasu – Pierwszy ÂŚwiat – PierwszÂą WibracjĂŞ. ByÂłem w Oku Stworzenia. CzuÂłem siĂŞ, jakbym dotykaÂł twarzy Boga. To nie byÂło doznanie religijne. Po prostu stanowiÂłem jednoœÌ z NajwyÂższym ÂŻyciem i ÂŚwiadomoÂściÂą.

Mówi¹c, ¿e widzia³em lub postrzega³em wiecznoœÌ, mam na myœli, ¿e doœwiadcza³em ca³ego stworzenia tworz¹cego samego siebie. Nie by³o pocz¹tku ani koùca. To myœl, która poszerza umys³, prawda? Naukowcy uwa¿aj¹, ¿e Wielki Wybuch by³ pojedynczym wydarzeniem, dziêki któremu powsta³ Œwiat. Ja widzia³em, ¿e Wielki Wybuch jest tylko jednym z nieskoùczenie wielu takich samych Wybuchów, poprzez które Wszechœwiaty stwarzane s¹ nieustannie i jednoczeœnie. Jedyne obrazy w miarê bliskie naszym kategoriom, które to oddaj¹, to obrazy tworzone za pomoc¹ superkomputerów przy u¿yciu równaù geometrii fraktali.

Staro¿ytni wiedzieli o tym. Twierdzili, ¿e Bóg co jakiœ czas stwarza nowe Wszechœwiaty poprzez wydech i de-konstruuje inne poprzez wdech. Te epoki nazywane s¹ Jugami. Wspó³czesna nauka nazywa to Wielkim Wybuchem. Przebywa³em w absolutnej, czystej œwiadomoœci. Widzia³em, obserwowa³em wszystkie Wielkie Wybuchy czy te¿ Jugi tworz¹ce i de-konstruuj¹ce siebie. Natychmiast wszed³em w nie wszystkie jednoczeœnie. Ujrza³em, ¿e ka¿da najmniejsza cz¹steczka stworzenia posiada moc, by tworzyÌ. Bardzo trudno to wyjaœniÌ. Wci¹¿ brak mi s³ów, by to wyraziÌ.

Dopiero po wielu latach od powrotu znalaz³em jakieœ s³owa, które oddaj¹ doœwiadczenie Pustki. Teraz mogê wam powiedzieÌ: Pustka to mniej ni¿ nic, a jednak to coœ wiêcej ni¿ wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstaj¹ wszystkie mo¿liwoœci. To jest Absolutna ŒwiadomoœÌ; coœ o wiele wiêcej ni¿ nawet Uniwersalna Inteligencja.

cdn.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 02, 2012, 09:49:31 wysłane przez chanell » Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            KsiĂŞga Koheleta 3,1
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : Wrzesień 02, 2012, 09:40:55 »

cd...

Gdzie jest ta pustka? Wiem. Ta Pustka jest wewnÂątrz i na zewnÂątrz wszystkiego. Ty sam, wÂłaÂśnie teraz, choĂŚ Âżyjesz, zawsze jesteÂś jednoczeÂśnie wewnÂątrz i na zewnÂątrz pustki. Nie musisz nigdzie iœÌ ani umieraĂŚ, by siĂŞ do niej dostaĂŚ. Pustka jest pró¿niÂą lub nicoÂściÂą istniejÂącÂą pomiĂŞdzy wszystkim, co posiada formĂŞ fizycznÂą. PRZESTRZEÑ pomiĂŞdzy atomami i ich skÂładnikami. Wspó³czesna nauka zaczĂŞÂła badaĂŚ tĂŞ przestrzeĂą pomiĂŞdzy wszystkim. NazywajÂą to punktem zerowym (Zero-point). Gdy tylko prĂłbujÂą go zmierzyĂŚ, wskaÂźnikom przyrzÂądĂłw zaczyna brakowaĂŚ skali, innymi sÂłowy – zmierzajÂą ku nieskoĂączonoÂści. Jak na razie nie znajÂą sposobu, by dokÂładnie zmierzyĂŚ nieskoĂączonoœÌ. WiĂŞcej jest przestrzeni zerowej w twoim ciele i caÂłym WszechÂświecie niÂż czegokolwiek innego!

To, co mistycy nazywajÂą PustkÂą, nie jest niÂą. Jest tak peÂłna energii, energii innego rodzaju, ktĂłra stworzyÂła wszystko, czym jesteÂśmy. Od czasu Wielkiego Wybuchu wszystko jest wibracjÂą, poczÂąwszy od pierwszego SÂłowa, ktĂłre jest pierwszÂą wibracjÂą. Po biblijnym “Jam Jest” w rzeczywistoÂści jest znak zapytania. “Jam Jest – Czym Jestem?” Tak wiĂŞc to, co istnieje, jest Bogiem, ktĂłry poznaje WÂłasnÂą JaŸù w kaÂżdy sposĂłb, jaki moÂżna sobie wyobraziĂŚ, w nieustannym nieskoĂączonym procesie poznawania poprzez kaÂżdego z nas. Poprzez kaÂżdy wÂłos na twojej gÂłowie, poprzez kaÂżdy liœÌ na kaÂżdym drzewie, poprzez kaÂżdy atom BĂłg bada BoskÂą JaŸù, wielkie “Jam Jest”. UjrzaÂłem, Âże wszystko, co istnieje, jest JaÂźniÂą, dosÂłownie, twojÂą JaÂźniÂą, mojÂą JaÂźniÂą. Wszystko jest wielkÂą JaÂźniÂą. WÂłaÂśnie dlatego BĂłg wie, nawet kiedy opada liœÌ. Jest to moÂżliwe, poniewaÂż gdziekolwiek jesteÂś, tam jest centrum WszechÂświata. Gdziekolwiek znajduje siĂŞ jakikolwiek atom, tam jest centrum WszechÂświata. Jest w nim BĂłg i jest BĂłg w Pustce.
Kiedy poznawaÂłem PustkĂŞ i wszystkie Jugi, czy teÂż caÂłe stworzenie, istniaÂłem caÂłkowicie poza czasem i przestrzeniÂą w takiej formie, w jakiej my je znamy. W tym stanie poszerzonej ÂświadomoÂści odkryÂłem, Âże to, co zostaÂło stworzone, jest Absolutnie CzystÂą ÂŚwiadomoÂściÂą lub Bogiem, DoÂświadczajÂącym ÂŻycia takiego, jakim je znamy. Pustka sama w sobie pozbawiona jest doÂświadczenia. To stan przed-Âżyciem, sprzed pierwszej wibracji. BĂłg to coÂś wiĂŞcej niÂż tylko ÂŻycie i ÂŚmierĂŚ. Dlatego we WszechÂświecie moÂżna doÂświadczaĂŚ czegoÂś wiĂŞcej niÂż tylko ÂŻycia i ÂŚmierci!

ByÂłem w Pustce i byÂłem Âświadomy wszystkiego, co kiedykolwiek zostaÂło stworzone. To byÂło jakby patrzenie oczyma Boga. StaÂłem siĂŞ Bogiem. Nagle nie byÂłem juÂż sobÂą. Jedyne, co mogĂŞ powiedzieĂŚ, to to, Âże patrzyÂłem oczyma Boga. Nagle znaÂłem przyczynĂŞ istnienia kaÂżdego atomu i widziaÂłem wszystko. InteresujÂące jest to, Âże kiedy wszedÂłem w PustkĂŞ, powrĂłciÂłem ze zrozumieniem, Âże BĂłg nie istnieje gdzieÂś tam. BĂłg jest tutaj. WÂłaÂśnie o to chodzi. Ludzie ciÂągle gdzieÂś szukajÂą Boga… a BĂłg daÂł nam wszystko, wszystko jest tutaj, wÂłaÂśnie tutaj. I teraz jesteÂśmy Bogiem, ktĂłry poprzez nas poznaje Samego Siebie. Ludzie sÂą tak zajĂŞci, prĂłbujÂąc staĂŚ siĂŞ Bogiem, Âże powinni zrozumieĂŚ, iÂż juÂż jesteÂśmy Bogiem, a BĂłg staje siĂŞ nami. WÂłaÂśnie o to chodzi w rzeczywistoÂści.
Kiedy poj¹³em to, nie miaÂłem juÂż co robiĂŚ w Pustce i chciaÂłem wrĂłciĂŚ do stworzenia lub Jugi. WydawaÂło siĂŞ to byĂŚ naturalnÂą kolejÂą rzeczy. WĂłwczas nagle powrĂłciÂłem poprzez drugie ÂŚwiatÂło lub Wielki Wybuch, sÂłyszÂąc kolejne aksamitne odgÂłosy uderzeĂą dÂźwiĂŞkowych. PoruszaÂłem siĂŞ wraz ze strumieniem ÂświadomoÂści z powrotem poprzez wszystko, co istniaÂło – co to byÂła za przejaÂżdÂżka! Wielkie skupiska galaktyk przechodziÂły przeze mnie, a ja doÂświadczaÂłem jeszcze wiĂŞcej. PrzekroczyÂłem centrum naszej galaktyki, ktĂłre jest czarnÂą dziurÂą. Czarne Dziury to wielkie procesory lub teÂż urzÂądzenia do przetwarzania WszechÂświata. Wiecie co jest po drugiej stronie Czarnej Dziury? My; nasza galaktyka, ktĂłra zostaÂła przetworzona z innego WszechÂświata. W swej caÂłkowitej konfiguracji energetycznej galaktyka wyglÂądaÂła jak fantastyczne Âświetlne miasto. CaÂła energia po tej stronie Wielkiego Wybuchu jest ÂświatÂłem. KaÂżda czÂąsteczka, atom, gwiazda, planeta, nawet sama ÂświadomoœÌ stworzona jest ze ÂświatÂła, posiada czĂŞstotliwoœÌ i/lub jest czÂąsteczkÂą. ÂŚwiatÂło Âżyje. Wszystko stworzone jest ze ÂświatÂła, nawet kamienie. Tak wiĂŞc wszystko Âżyje. Wszystko zostaÂło stworzone ze ÂŚwiatÂła Boga; wszystko jest bardzo inteligentne.

ÂŚwiatÂło miÂłoÂści

Kiedy tak pod¹¿aÂłem z nurtem strumienia, zobaczyÂłem w koĂącu, jak zbliÂża siĂŞ wielka ÂŚwiatÂłoœÌ. WiedziaÂłem, Âże to byÂło Pierwsze ÂŚwiatÂło – ÂŚwietlna Matryca WyÂższego Ja naszego ukÂładu sÂłonecznego. Wtedy caÂły ukÂład sÂłoneczny pojawiÂł siĂŞ w ÂŚwietle, czemu towarzyszyÂły aksamitne uderzenia dÂźwiĂŞkowe.

Ujrza³em, ¿e nasz uk³ad s³oneczny, w którym ¿yjemy, jest naszym wiêkszym, lokalnym cia³em. To nasze cia³o lokalne i jesteœmy o wiele wiêksi, ni¿ nam siê wydaje. Zobaczy³em, ¿e uk³ad s³oneczny to nasze cia³o. Jestem jego czêœci¹, a Ziemia jest nami, czêœci¹ tego czegoœ wielkiego, co zosta³o stworzone, a my jesteœmy czêœci¹ tego, co wie, ¿e istnieje. Ale jesteœmy tylko czêœci¹. Nie jesteœmy wszystkim, ale jesteœmy t¹ czêœci¹, która wie, ¿e istnieje.Widzia³em ca³¹ energiê, jak¹ wytwarza nasz uk³ad s³oneczny, i jest to niewiarygodny pokaz œwietlny! S³ysza³em Muzykê Sfer. Nasz uk³ad s³oneczny, podobnie jak wszystkie inne cia³a niebieskie, wytwarza unikaln¹ matrycê œwiat³a, dŸwiêku oraz energii wibracji. Zaawansowane cywilizacje z innych systemów gwiezdnych umiej¹ dostrzec we Wszechœwiecie ¿ycie, takie jak my je pojmujemy dziêki wibracyjnemu lub energetycznemu odciskowi matrycy. To dziecinna zabawa. Cudowne Dzieci Ziemi (ludzkie istoty) obecnie wytwarzaj¹ mnóstwo dŸwiêku, jak dzieci bawi¹ce siê na podwórku Wszechœwiata.

BezpoÂśrednio z nurtem strumienia dotarÂłem do Âśrodka ÂŚwiatÂła. PoczuÂłem, jakby ÂŚwiatÂło mnie objĂŞÂło, kiedy znowu wchÂłonĂŞÂło mnie ono swym oddechem, po czym nastÂąpiÂła seria delikatnych uderzeĂą dÂźwiĂŞkowych.

PrzebywaÂłem w tym wielkim ÂŚwietle MiÂłoÂści, a strumieĂą Âżycia przepÂływaÂł przeze mnie. MuszĂŞ to powtĂłrzyĂŚ: to najbardziej peÂłne miÂłoÂści ÂŚwiatÂło, w ktĂłrym nie ma ni cienia krytyki. To idealny rodzic dla Cudownego Dziecka.

“Co teraz?” – zastanawiaÂłem siĂŞ.

Œwiat³o wyjaœni³o mi, ¿e nie ma œmierci; jesteœmy nieœmiertelnymi istotami. ¯yjemy od zawsze! Poj¹³em, ¿e jesteœmy czêœci¹ naturalnego systemu ¿ycia, który sam siê odnawia nieustannie. Nigdy mi nie powiedziano, ¿e muszê wróciÌ. Po prostu wiedzia³em, ¿e tak bêdzie. To by³o po prostu oczywiste, z tego, co widzia³em.

Nie wiem jak d³ugo przebywa³em ze Œwiat³em z punktu widzenia ziemskiego czasu. Lecz nadszed³ moment, kiedy poj¹³em, ¿e dosta³em odpowiedŸ na wszystkie swoje pytania i nadszed³ czas powrotu. Mówi¹c, ¿e po tamtej stronie dosta³em odpowiedŸ na wszystkie swoje pytania, dok³adnie to mam na myœli. Dosta³em odpowiedŸ na wszystkie pytania. Ka¿dy cz³owiek ma inne ¿ycie i swój zestaw pytaù, na które musi znaleŸÌ odpowiedŸ. Niektóre pytania s¹ uniwersalne, lecz ka¿dy z nas bada to, co nazywamy ¯yciem, na swój w³asny, wyj¹tkowy sposób. To samo odnosi siê do ka¿dej innej formy ¿ycia, od gór do ka¿dego listka na ka¿dym drzewie.

Jest to bardzo wa¿ne dla nas wszystkich w tym Wszechœwiecie, dlatego ¿e wszystko sk³ada siê na Wielki Obraz, pe³niê ¯ycia. Jesteœmy Bogiem, w dos³ownym tego znaczeniu, który bada Swoj¹ JaŸù poprzez nieskoùczony Taniec ¯ycia. Twoja wyj¹tkowoœÌ wspiera ca³oœÌ ¯ycia.

PowrĂłt na ziemiĂŞ
Kiedy zacz¹³em powracaÌ do tego cyklu ¿ycia, nigdy nie przysz³o mi do g³owy, nikt te¿ mi tego nie powiedzia³, ¿e powrócê do tego samego cia³a. To po prostu nie mia³o znaczenia. Pok³ada³em ca³kowit¹ ufnoœÌ w Œwietle i procesie ¯ycia. Kiedy strumieù po³¹czy³ siê z wielkim Œwiat³em poprosi³em o to, bym nigdy nie zapomnia³ tego, co zosta³o mi objawione ani odczuÌ tego, czego nauczy³em siê po drugiej stronie.

OdpowiedÂź brzmiaÂła: “Tak”.

ByÂło to jak pocaÂłunek dla mojej duszy.


Potem ÂŚwiatÂło zabraÂło mnie z powrotem w sferĂŞ wibracji. CaÂły proces przebiegÂł ponownie w odwrotnym kierunku i dowiedziaÂłem siĂŞ jeszcze wiĂŞcej. WrĂłciÂłem do domu. To byÂła lekcja na temat tego, jak dziaÂła reinkarnacja. DostaÂłem odpowiedÂź na wszystkie swoje pytania, choĂŚby te najbardziej bÂłahe: “Jak dziaÂła to? Jak dziaÂła tamto?”. WiedziaÂłem, Âże odrodzĂŞ siĂŞ. Ziemia to wielki przetwarzacz energii, z ktĂłrego indywidualna ÂświadomoœÌ ewoluuje w kaÂżdego z nas. Po raz pierwszy pomyÂślaÂłem o sobie jak o czÂłowieku i byÂłem szczĂŞÂśliwy, Âże nim jestem. Z tego, co widziaÂłem, byÂłbym szczĂŞÂśliwy, bĂŞdÂąc atomem w tym WszechÂświecie. Atomem. A byĂŚ czĂŞÂściÂą Boga jako czÂłowiek to… najwspanialsze bÂłogosÂławieĂąstwo. To bÂłogosÂławieĂąstwo, ktĂłre przekracza nasze najÂśmielsze oczekiwania i pojĂŞcie. Dla kaÂżdego z nas udziaÂł w tym doÂświadczeniu jako ludzka istota jest cudowny i wspaniaÂły. KaÂżdy z nas, bez wzglĂŞdu na to gdzie jesteÂśmy, czy jesteÂśmy szczĂŞÂśliwi czy nie, jest bÂłogosÂławieĂąstwem dla planety, wÂłaÂśnie tu gdzie jest.
PrzeszedÂłem wiĂŞc przez proces reinkarnacji, spodziewajÂąc siĂŞ, Âże odrodzĂŞ siĂŞ gdzieÂś jako niemowlĂŞ. Ale “dostaÂłem nauczkĂŞ” w kwestii tego, jak indywidualna toÂżsamoœÌ i ÂświadomoœÌ ewoluujÂą. WrĂłciÂłem z powrotem do swojego ciaÂła. ByÂłem bardzo zaskoczony, kiedy otworzyÂłem oczy. Nie wiem dlaczego, ale to byÂła taka niespodzianka wrĂłciĂŚ z powrotem do tego ciaÂła, do mojego pokoju i zobaczyĂŚ kogoÂś, kto wypÂłakiwaÂł sobie nade mnÂą oczy. To byÂła moja opiekunka z hospicjum. PoddaÂła siĂŞ pó³torej godziny po tym, jak odnalazÂła mnie martwego. ByÂła pewna, Âże nie ÂżyjĂŞ; byÂły wszystkie oznaki Âśmierci – sztywniaÂłem. Nie wiemy, jak dÂługo byÂłem martwy, ale wiemy, Âże minĂŞÂło pó³torej godziny od momentu, kiedy mnie znalazÂła. Na tyle na ile mogÂła, uszanowaÂła moje Âżyczenie, by moje ciaÂło zostawiĂŚ tuÂż po Âśmierci na kilka godzin. MieliÂśmy specjalny stetoskop i wiele sposobĂłw kontroli podstawowych funkcji Âżyciowych, by stwierdziĂŚ, co siĂŞ dziaÂło. MoÂże potwierdziĂŚ, Âże naprawdĂŞ byÂłem martwy. To nie byÂła ÂśmierĂŚ kliniczna. Przez co najmniej pó³torej godziny doÂświadczyÂłem Âśmierci. ZnalazÂła mnie martwego i zbadaÂła przy pomocy stetoskopu, zbadaÂła ciÂśnienie i monitorowaÂła serce przez pó³torej godziny. Potem przebudziÂłem siĂŞ i zobaczyÂłem ÂświatÂło na zewnÂątrz. PrĂłbowaÂłem wstaĂŚ, by podejœÌ do niego, ale wypadÂłem z ³ó¿ka. Wtedy usÂłyszaÂła gÂłoÂśny “Âłomot”, wbiegÂła do pokoju i znalazÂła mnie na podÂłodze.

Kiedy doszedÂłem do siebie, byÂłem bardzo zaskoczony, a jednoczeÂśnie zafascynowany tym, co mi siĂŞ przytrafiÂło. Na poczÂątku nie pamiĂŞtaÂłem nic z podró¿y, ktĂłrÂą odbyÂłem. ByÂłem na wpó³ Âświadomy i ciÂągle pytaÂłem: “Czy ja ÂżyjĂŞ?”. Ten Âświat byÂł dla mnie bardziej snem niÂż tamten. W ciÂągu trzech dni zacz¹³em powracaĂŚ do normy, czuĂŚ siĂŞ normalnie, myÂśleĂŚ jaÂśniej, a mimo to czuÂłem siĂŞ inaczej niÂż w ciÂągu caÂłego mojego Âżycia. PamiĂŞĂŚ mojej podró¿y powrĂłciÂła póŸniej. Nie dostrzegaÂłem zÂła w Âżadnej ludzkiej istocie. WczeÂśniej byÂłem bardzo krytyczny. MyÂślaÂłem, Âże wiĂŞkszoœÌ ludzi ma nierĂłwno pod sufitem, w rzeczywistoÂści myÂślaÂłem, Âże wszyscy majÂą nierĂłwno pod sufitem poza mnÂą. Ale wszystko to mi siĂŞ wyjaÂśniÂło.
Mniej wiĂŞcej trzy miesiÂące póŸniej przyjaciel poradziÂł mi, Âże powinienem przebadaĂŚ siĂŞ, wiĂŞc poszedÂłem i zrobiÂłem wszystkie badania. NaprawdĂŞ czuÂłem siĂŞ dobrze, jednak baÂłem siĂŞ, Âże wiadomoÂści mogÂą byĂŚ zÂłe. PamiĂŞtam jak lekarz w przychodni popatrzyÂł na wyniki badaĂą robionych przed i po tym wszystkim i powiedziaÂł: “Hm, ale teraz tu nic nie ma”.

PowiedziaÂłem: “NaprawdĂŞ? To musi byĂŚ cud”.

OdparÂł: “Nie, to siĂŞ zdarza, nazywa siĂŞ to samoistna remisja”.

WydawaÂło siĂŞ, Âże nie zrobiÂło to na nim Âżadnego wraÂżenia. Ale to byÂł cud i ja byÂłem pod wraÂżeniem, nawet jeÂśli nikt inny nie byÂł.

cdn.
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            KsiĂŞga Koheleta 3,1
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #5 : Wrzesień 02, 2012, 09:47:21 »

cd...

Czego siĂŞ nauczyÂłem


Tajemnica ¿ycia ma niewiele wspólnego z inteligencj¹. Wszechœwiat to wcale nie jest proces intelektualny. Intelekt jest pomocny, jest wspania³y, ale na razie wszystko przetwarzamy wy³¹cznie za jego pomoc¹, zamiast za pomoc¹ naszych serc i m¹drzejszej czêœci nas samych.

JÂądro Ziemi jest wielkim transmuterem energii, tak jak to jest przedstawione na obrazkach ziemskiego pola magnetycznego. To nasz cykl, ponowne przyciÂąganie reinkarnowanych dusz. Znakiem tego, Âże zaczynasz osiÂągaĂŚ ludzki poziom, jest to, Âże zaczynasz ewoluowaĂŚ w indywidualnÂą ÂświadomoœÌ. ZwierzĂŞta majÂą zbiorowa duszĂŞ, reinkarnujÂą w zbiorowej duszy. JeleĂą moÂże na zawsze pozostaĂŚ jeleniem. Ale jeÂśli urodzisz siĂŞ jako czÂłowiek, czy to kaleka czy geniusz, oznacza to, Âże jesteÂś na ÂścieÂżce do rozwoju indywidualnej ÂświadomoÂści. To z kolei tworzy czêœÌ grupowej ÂświadomoÂści nazywanej ludzkoÂściÂą. WidziaÂłem, Âże rasy sÂą grupami osobowoÂści. Narody, takie jak Francja, Niemcy, Chiny, kaÂżdy ma swojÂą wÂłasnÂą osobowoœÌ. Miasta majÂą swojÂą wÂłasnÂą osobowoœÌ, swoje lokalne zbiorowe dusze, ktĂłre przyciÂągajÂą pewnych ludzi. Rodziny majÂą grupowe dusze. Indywidualna toÂżsamoœÌ ewoluuje jak odga³êzienia fraktala; dusza zbiorowa rozwija siĂŞ poprzez naszÂą indywidualnoœÌ. Ró¿ne pytania, ktĂłre ma kaÂżdy z nas, sÂą bardzo bardzo waÂżne. WÂłaÂśnie w taki sposĂłb BĂłg poznaje SwojÂą JaŸù – poprzez Ciebie. Zadaj swoje pytania, poszukuj. Odnajdziesz swojÂą JaŸù i odnajdziesz Boga w tej JaÂźni, bo to jedyna JaŸù jaka istnieje.
CoÂś wiĂŞcej, zacz¹³em dostrzegaĂŚ, Âże my wszyscy, ludzie, tworzymy duchowÂą jednoœÌ. JesteÂśmy czĂŞÂściÂą tej samej duszy, rozga³êziajÂącej siĂŞ w formie fraktali w ró¿nych kierunkach, ale wci¹¿ tÂą samÂą. Teraz kaÂżdego czÂłowieka postrzegam jako swego duchowego przyjaciela, przyjaciela mej duszy, tego, ktĂłrego zawsze szukaÂłem. Poza tym, najwspanialszym przyjacielem duchowym, ktĂłrego bĂŞdziesz miaÂł zawsze, jesteÂś ty sam. W kaÂżdym z nas jest pierwiastek zarĂłwno mĂŞski, jak i ÂżeĂąski. DoÂświadczamy tego w macicy i doÂświadczamy tego w trakcie reinkarnacji. JeÂśli szukasz najlepszego, najwiĂŞkszego duchowego przyjaciela poza sobÂą, to byĂŚ moÂże nigdy go nie znajdziesz, bo go tam nie ma. Tak jak Boga nie ma “tam”. BĂłg jest tutaj. Nie szukaj Boga “gdzieÂś tam”. Boga szukaj tutaj. Szukaj poprzez swojÂą JaŸù. ZnajdÂź miÂłoœÌ swojego Âżycia… swojÂą JaŸù. DziĂŞki temu wszystko pokochasz.

Zszed³em do czegoœ, co mo¿na nazwaÌ Piek³em i by³o to bardzo zaskakuj¹ce doœwiadczenie. Nie by³o w nim Szatana czy z³a. Moje zejœcie do Piek³a by³o zejœciem w indywidualn¹ ludzk¹ niedolê, ignorancjê i ciemnoœÌ niewiedzy ka¿dego cz³owieka. Wydawa³o siê to byÌ wiecznoœci¹ nieszczêœcia. Ale ka¿da z tych milionów dusz, które mnie otacza³y, zawsze mia³a gwiazdkê œwiat³a. Tyle, ¿e nikt nie zauwa¿a³ tego. Byli tak poch³oniêci swoimi w³asnymi ¿alami, traum¹ i nieszczêœciem. Lecz po czasie, który wydawa³ siê byÌ wiecznoœci¹, zacz¹³em wzywaÌ Œwiat³o, jak dziecko, które wo³a rodzica, by mu pomog³o. Wtedy Œwiat³o otworzy³o siê, tworz¹c tunel, który pojawi³ siê tu¿ przy mnie i odizolowa³ mnie od tego ca³ego bólu i lêku. W³aœnie tak wygl¹da Piek³o. Teraz uczymy siê, jak chwyciÌ siê za rêce i razem wyjœÌ z niego. Wrota Piekie³ s¹ teraz otwarte. Po³¹czymy siê, chwycimy za rêce i wspólnie wyjdziemy z Piek³a. Œwiat³o podesz³o do mnie i przybra³o postaÌ wielkiego, z³otego Anio³a.

ZapytaÂłem: “Czy jesteÂś anioÂłem Âśmierci?”.
OdpowiedziaÂło mi, Âże jest mojÂą wyÂższÂą duszÂą, matrycÂą mojego WyÂższego Ja, najdawniejszÂą czĂŞÂściÂą mnie. I wtedy zostaÂłem zabrany do ÂŚwiatÂła.

WkrĂłtce nasza nauka zmierzy ducha. CzyÂż to nie wspaniaÂłe? WymyÂślamy urzÂądzenia, ktĂłre sÂą czuÂłe na subtelnÂą energiĂŞ, energiĂŞ duchowÂą. Fizycy uÂżywajÂą akceleratorĂłw, po to by doprowadzaĂŚ do zderzenia atomĂłw i przekonaĂŚ siĂŞ, z czego sÂą zbudowane. Doszli do kwarkĂłw i powabĂłw** i caÂłej reszty. KtĂłregoÂś dnia dojdÂą do tego, co scala te czÂąsteczki i nazwÂą to… Bogiem. Za pomocÂą akceleratorĂłw nie tylko badajÂą budowĂŞ czÂąsteczek, ale rĂłwnieÂż je tworzÂą. DziĂŞki Bogu, wiĂŞkszoœÌ z nich istnieje zaledwie milisekundy i nanosekundy***. Zaczynamy dopiero pojmowaĂŚ, Âże rĂłwnieÂż stwarzamy istniejÂąc. Kiedy zobaczyÂłem wiecznoœÌ, wszedÂłem w sferĂŞ, w ktĂłrej istnieje punkt, w ktĂłrym przekraczamy wszelkÂą wiedzĂŞ i zaczynamy tworzyĂŚ kolejny fraktal, nastĂŞpny poziom. PoznajÂąc, mamy moc by tworzyĂŚ. To Sam BĂłg, ktĂłry poprzez nas rozprzestrzenia siĂŞ.

Od czasu powrotu doœwiadczam Œwiat³a spontanicznie i nauczy³em siê, jak dostaÌ siê w tê przestrzeù niemal w ka¿dej chwili podczas medytacji. Ka¿dy z Was mo¿e zrobiÌ to samo. Nie musicie umieraÌ, by to osi¹gn¹Ì. To jest w zasiêgu waszych mo¿liwoœci, macie do tego wszystko, co potrzeba. Cia³o to najwspanialsza istota Œwietlna, jaka istnieje. Cia³o to Wszechœwiat niewiarygodnego Œwiat³a. Duch nie popycha nas do tego, by nasze cia³o rozpuœci³o siê. To nie tak. Przestaù próbowaÌ staÌ siê Bogiem; Bóg staje siê Tob¹. Tutaj.

UmysÂł jest jak dziecko, ktĂłre biega po WszechÂświecie, stawiajÂąc ¿¹dania i uwaÂżajÂąc, Âże to ono stworzyÂło WszechÂświat. Lecz zapytaj umysÂłu: “Co wspĂłlnego z tym ma twoja matka?”. To kolejny poziom duchowej ÂświadomoÂści. Oh! Moja matka! Nagle rezygnujesz z ego, poniewaÂż nie jesteÂś jedynÂą dusza we WszechÂświecie.
Jedno z pytaĂą, ktĂłre zadaÂłem Bogu, brzmiaÂło: “Czym jest Niebo?”. ZostaÂłem oprowadzony po wszystkich niebach, jakie zostaÂły stworzone: Nirwana, Kraina Wiecznych ÂŁowĂłw oraz wszystkich innych. ZwiedziÂłem je. To sÂą myÂśloksztaÂłty, ktĂłre sami stworzyliÂśmy. W rzeczywistoÂści nie idziemy do nieba; jesteÂśmy przetwarzani. Lecz cokolwiek stworzyliÂśmy, zostawiamy w tym czÂąstkĂŞ siebie. To jest prawdziwe, ale to nie jest caÂłoœÌ duszy.

Zobaczy³em Niebo chrzeœcijan. Wyobra¿amy sobie, ¿e to piêkne miejsce, w którym stoimy przed tronem Boga, oddaj¹c mu czeœÌ po wsze czasy. Sprawdzi³em. To nudy! Tylko to mamy robiÌ? To dziecinne. Nie chcê nikogo obra¿aÌ. Niektóre Nieba s¹ bardzo interesuj¹ce, a niektóre bardzo nudne. Wed³ug mnie staro¿ytne nieba s¹ bardziej interesuj¹ce, np. indiaùska Kraina Wiecznych £owów. Egipcjanie maj¹ fantastyczne nieba. Nieba ci¹gn¹ siê i ci¹gn¹. Jest ich wiele. W ka¿dym z nich jest fraktal, który jest twoj¹ indywidualn¹ interpretacj¹, chyba ¿e jesteœ czêœci¹ zbiorowej duszy, która wierzy tylko w Boga danej religii. Ale nawet wtedy ka¿dy jest nieco inny. To ta czêœÌ ciebie, któr¹ tam zostawiasz. W Œmierci chodzi o ¯ycie, a nie o Niebo.

ZapytaÂłem Boga: “Jaka jest najlepsza religia na Ziemi? KtĂłra jest wÂłaÂściwa?”.

A BĂłg odpowiedziaÂł z wielkÂą miÂłoÂściÂą: “Dla mnie to nie ma znaczenia”.

To byÂła niewiarygodna Âłaska. OznaczaÂło to, Âże to my jesteÂśmy istotami, dla ktĂłrych to ma znaczenie. NajwyÂższy BĂłg wszystkich gwiazd mĂłwi nam: “NiewaÂżne jakiego jesteÂś wyznania”. Religie pojawiajÂą siĂŞ i znikajÂą, zmieniajÂą siĂŞ. Buddyzm nie istniaÂł od zawsze, katolicyzm tak samo, i we wszystkich wkrĂłtce bĂŞdzie wiĂŞcej ÂświatÂła. Obecnie wiĂŞcej ÂświatÂła dociera do wszystkich systemĂłw. W duchowoÂści nastÂąpi reformacja, rĂłwnie dramatyczna jak Reformacja Protestancka. Wiele osĂłb bĂŞdzie walczyĂŚ z tego powodu, jedna religia przeciwko innej, a kaÂżdy bĂŞdzie wierzyÂł, Âże racja jest po jego stronie. Wszyscy myÂślÂą, Âże posiadajÂą na wÂłasnoœÌ Boga, religie i filozofie, zwÂłaszcza religie, poniewaÂż tworzÂą one wielkie organizacje skupione wokó³ filozofii. Kiedy BĂłg powiedziaÂł: “Dla mnie to nie ma znaczenia”, natychmiast poj¹³em, Âże to dla nas ma mieĂŚ znaczenie. To waÂżne, poniewaÂż to my jesteÂśmy istotami, ktĂłrym zaleÂży. Dla nas to ma znaczenie i dlatego jest waÂżne. NajwyÂższy BĂłg nie dba o to, czy jesteÂś Protestantem, BuddystÂą lub kimkolwiek innym. ChciaÂłbym, Âżeby wyznawcy wszystkich religii to zrozumieli i Âżyli obok siebie. To nie jest koniec Âżadnej religii, ale rozmawiamy o tym samym Bogu. ÂŻyj i daj ÂżyĂŚ innym. KaÂżdy ma swĂłj wÂłasny poglÂąd, ktĂłry skÂłada siĂŞ na wielki obraz, wszystko jest waÂżne.

Zanim znalazÂłem siĂŞ po drugiej stronie, miaÂłem wiele obaw dotyczÂących toksycznych odpadĂłw, pociskĂłw nuklearnych, eksplozji demograficznej, wyrĂŞbu lasĂłw tropikalnych. Kiedy wrĂłciÂłem, pokochaÂłem kaÂżdy z tych problemĂłw. Kocham odpady toksyczne. Kocham grzyba nuklearnego; to najÂświĂŞtsza mandala, ktĂłrÂą stworzyliÂśmy w postaci archetypu. Ona wÂłaÂśnie, bardziej niÂż jakakolwiek filozofia czy religia na Âświecie, zjednoczyÂła nas nagle, wznoszÂąc na nowy poziom ÂświadomoÂści. WiedzÂąc, Âże moÂżemy wysadziĂŚ planetĂŞ piĂŞĂŚdziesiÂąt lub piĂŞĂŚset razy, pojmujemy w koĂącu, Âże byĂŚ moÂże wszyscy jesteÂśmy tu teraz razem. Przez jakiÂś czas musieli odpalaĂŚ bomby, by nam to uÂświadomiĂŚ. Wtedy zaczĂŞliÂśmy mĂłwiĂŚ: “juÂż tego nie potrzebujemy”. Teraz Âżyjemy w Âświecie bezpieczniejszym niÂż kiedykolwiek wczeÂśniej, a bĂŞdzie jeszcze bezpieczniejszy. PowrĂłciÂłem wiĂŞc z miÂłoÂściÂą dla odpadĂłw toksycznych, poniewaÂż one nas zjednoczyÂły. To takie waÂżne kwestie. Jak powiedziaÂłby Peter Russel: te problemy przybraÂły “rozmiar duszy”. Czy mamy odpowiedÂź na miarĂŞ duszy? TAK!

Wyr¹b lasów tropikalnych wkrótce zmniejszy siê i za piêÌdziesi¹t lat bêdzie tyle drzew, ile od dawna ju¿ nie by³o na naszej planecie. Jeœli interesuje ciê ekologia, zajmij siê ni¹; jesteœ czêœci¹ systemu, który staje siê œwiadomy. Zaanga¿uj siê w to tak mocno, jak tylko mo¿esz, ale nie b¹dŸ przygnêbiony. To czêœÌ czegoœ wiêkszego. Ziemia przechodzi proces oswajania samej siebie. Nigdy ju¿ nie bêdzie tak dzika jak niegdyœ. Bêd¹ jednak wspania³e, dzikie, niedostêpne miejsca, w których natura przetrwa w swej pierwotnej postaci. Ogrodnictwo i rezerwaty bêd¹ wa¿ne w przysz³oœci. Liczba ludnoœci zbli¿a siê do optymalnego poziomu energetycznego, by wywo³aÌ zmianê w œwiadomoœci. Ta zmiana zmieni politykê, pieni¹dze, energiê.

Co dzieje siĂŞ, kiedy Âśnimy? JesteÂśmy wielowymiarowymi istotami. Mamy dostĂŞp do innych wymiarĂłw poprzez Âświadomy sen. W rzeczywistoÂści ten WszechÂświat jest snem Boga. JednÂą z rzeczy, o ktĂłrych siĂŞ przekonaÂłem, byÂło to, Âże jesteÂśmy punkcikiem na planecie, ktĂłra jest punkcikiem w galaktyce, ktĂłra teÂż jest punkcikiem. IstniejÂą wielkie systemy, a my jesteÂśmy czymÂś w rodzaju przeciĂŞtnego systemu. Ale istoty ludzkie juÂż staÂły siĂŞ legendÂą w caÂłym kosmosie ÂświadomoÂści. Niewielka, chaotyczna istota ludzka z Ziemi/Gaji staÂła siĂŞ legendarna. JednÂą z rzeczy, dziĂŞki ktĂłrym przeszliÂśmy do legendy, sÂą sny. JesteÂśmy Legendarnymi ÂŚniÂącymi. W rzeczywistoÂści caÂły kosmos poszukuje sensu Âżycia, znaczenia wszystkiego. A to wÂłaÂśnie ta niewielka istota, ktĂłra Âśni, znalazÂła najlepszÂą odpowiedÂź. WyÂśniliÂśmy jÂą. Sny sÂą wiĂŞc waÂżne.

Po œmierci i po powrocie, naprawdê szanujê ¿ycie i œmierÌ. ByÌ mo¿e dziêki eksperymentom na DNA otwarliœmy wrota do wielkiej tajemnicy. Wkrótce ju¿ bêdziemy mogli ¿yÌ w jednym ciele tak d³ugo, jak tylko zapragniemy. Po oko³o 150 latach dusza intuicyjnie wyczuje, ¿e czas na zmianê kana³u. ¯ycie wieczne w jednym ciele nie jest tak twórcze jak reinkarnacja, jak transfer energetyczny w tym fantastycznym wirze energii, w którym jesteœmy. Ujrzymy m¹droœÌ ¿ycia i œmierci i spodoba nam siê to. ¯yjemy od zawsze, tak jak teraz. Cia³o, w którym obecnie jesteœcie, ¿yje od zawsze. Pochodzi od wiecznego strumienia ¿ycia, powraca do Wielkiego Wybuchu i poza niego. To cia³o daje ¿ycie nastêpnemu ¿yciu, w gêstej i subtelnej energii.

To ciaÂło istnieje juÂż od zawsze.

* W fizyce uderzenia dÂźwiĂŞkowe to zjawisko, ktĂłre pojawia siĂŞ przy przekraczaniu prĂŞdkoÂści dÂźwiĂŞku.

** Rodzaj czÂąstek elementarnych.

*** nanosekunda – 1 ns = 0,000000001s; milisekunda – 1ms = 0,001s.

tÂłumaczenie: INDYGO, astraldynamics.pl

autor artykuÂłu: Mellen-Thomas Benedict

ÂźrĂłdÂło: http://www.rozwojduchowy.net/artykuly/1 ... iatlo.html
http://soulowicz.wordpress.com/2012/08/ ... linicznej/


Tekst moÂże trochĂŞ dÂługi ,ale moim zdanie warto przeczytaĂŚ.W sam raz lektura na niedzielĂŞ.ÂŻyczĂŞ wszystkim miÂłych wraÂżeĂą i miÂłej niedzieli UÂśmiech
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            KsiĂŞga Koheleta 3,1
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #6 : Wrzesień 02, 2012, 10:30:59 »

Rzeka ÂświatÂła- tam rodzÂą siĂŞ dusze UÂśmiech
Zapisane

"Pustka to mniej ni¿ nic, a jednak to coœ wiêcej ni¿ wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstaj¹ wszystkie mo¿liwoœci. To jest Absolutna ŒwiadomoœÌ; coœ o wiele wiêcej ni¿ nawet Uniwersalna Inteligencja."
Strony: [1] |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.037 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

phacaiste-ar-mac-tire ostwalia gangem granitowa3 wypadynaszejbrygady