Dariusz
 Maszyna do pisania...
Punkty Forum (pf): 3
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 6024
Zobacz profil
Email
|
 |
« : Marzec 15, 2012, 19:57:51 » |
|
Dla wszystkich lubujÂących siĂŞ w historii wojennej Polski/Europy zakÂładam ten wÂątek by zogniskowaĂŚ w nim wszelkie ciekawostki, ktĂłrych nie nauczyli nas i nie nauczÂą naszych dzieci w szkoÂłach. DziĂŞki temu unikniemy rĂłwnieÂż tworzenia niezaleÂżnych wÂątkĂłw dotyczÂących tego okresu. Polskie Termopile W dniach od 7 do 10 wrzeÂśnia 1939 roku pod WiznÂą rozegraÂła siĂŞ bitwa, ktĂłra póŸniej uzyskaÂła miano "Polskich Termopil".WrzesieĂą 1939r. , najwiĂŞkszy konflikt w dziejach trwa juÂż ok. tydzieĂą. GeneraÂł Heinz Guderian otrzymaÂł instrukcjĂŞ przeprowadzenia natarcia na pó³nocne granice II Rzeczpospolitej z terenĂłw Prus Wschodnich, w kierunku Wizna – BrzeœÌ. Na trenach tych ziem znajdowaÂły siĂŞ bardzo waÂżne polskie punkty strategiczne, ktĂłre planowano zaj¹Ì, by otworzyĂŚ sobie drogĂŞ w kierunku Polski centralnej. SiĂłdmego wrzeÂśnia Heinz zacz¹³ wdraÂżaĂŚ otrzymany plan w Âżycie. Pewny siebie, wyruszyÂł z potĂŞÂżnÂą armiÂą Wermachtu w kierunku Polski, nie spodziewajÂąc siĂŞ tego co miaÂło nadjeœÌ. W Dwudziestoleciu MiĂŞdzywojennym w rejonach ÂŁomÂży zaczĂŞto budowĂŞ umocnieĂą, lecz wybuch wojny uniemoÂżliwiÂł dokoĂączenie ich. Polscy ÂżoÂłnierze walczyli w niedokoĂączonych bunkrach, bez wentylacji. Kapitan WÂładysÂław Raginis kierowaÂł odcinkiem "Wizna", sytuacja polskich ÂżoÂłnierzy byÂła beznadziejna, by dodaĂŚ im otuchy kpt. Raginis zÂłoÂżyÂł przysiĂŞgĂŞ, Âże Âżywy nie opuÂści tegoÂż odcinka obrony. W pierwszym dniu walk odciĂŞto odcinek "Wizna" od zaopatrzenia [bombardujÂąc punkty zaopatrzenia i wysadzajÂąc mosty], wiĂŞc 720 polskich ÂżoÂłnierzy byÂło zdanych tylko na siebie. Przez trzy dni tych 720 polskich ÂżoÂłnierzy odpieraÂło atak Wermachtu.I tym razem ÂżoÂłnierz polski pokazaÂł swojÂą wartoœÌ bojowÂą. Dysproporcje miĂŞdzy oddziaÂłami byÂły ra¿¹ce, na jednego Polaka przypadaÂło 40-stu SS-manĂłw [pomijajÂąc wszelkÂą artylerie i inne "pomoce wojenne"]. GeneraÂł Heinz opisaÂł to w swoim pamiĂŞtniku: "Twardzi obroĂący polscy nie chcieli w Âżadnym wypadku zaprzestaĂŚ walk i nasz oddziaÂł zostaÂł ponownie zasypany pociskami z broni maszynowej. Mimo to drugi saper podczoÂłgaÂł siĂŞ do strzelnicy karabinu maszynowego – eksplodowaÂł Âładunek wybuchowy i karabin zamilkÂł. PrĂłba wtargniĂŞcia do schronu speÂłzÂła na niczym, poniewaÂż kopuÂła nadal byÂła nieuszkodzona, a z niej polski karabin maszynowy trzymaÂł nas dalej pod ogniem. Szybko podjĂŞto decyzjĂŞ uporania siĂŞ z kopu³¹. Jeden z saperĂłw ukryÂł siĂŞ za wieÂżyczkÂą czoÂłgu, ktĂłry wjechaÂł na ÂścianĂŞ schronu. Dwa karabiny maszynowe, ktĂłre dotychczas prowadziÂły szalony ogieĂą, zostaÂły zniszczone. Ale i teraz Polacy nie poddali siĂŞ, mimo, Âże broĂą ich ulegÂła zniszczeniu." ZaciĂŞtoœÌ, pogarda dla Âśmierci, honor i odwaga, nie pozwalaÂły poddaĂŚ siĂŞ. JedynÂą najskuteczniejszÂą metodÂą "uciszania" polskich karabinĂłw, byÂł ostrzaÂł artylerii, podczas ktĂłrego niemieccy saperzy doczoÂłgiwali siĂŞ do okienek bunkra, do ktĂłrych wrzucano granaty i Âładunki wybuchowe, wiele razy i metoda ta nie powstrzymaÂła zaciĂŞtoÂści PolakĂłw. [naleÂży pamiĂŞtaĂŚ, Âże w bunkrach tych nie byÂło wentylacji !]. Dopiero 10 wrzeÂśnia, po dwĂłch dobach ciÂągÂłego ostrzaÂłu niemieckich czoÂłgĂłw, haubic, moÂździerzy i bombowcĂłw, ostatni karabin umilkÂł. Nieco wczeÂśniej WÂładysÂław Raginis rozerwaÂł siĂŞ granatem w bunkrze, dotrzymujÂąc warunkĂłw swojej przysiĂŞgi. Przez te trzy dni armia Wermachtu chciaÂła zÂłamaĂŚ obroĂącĂłw odcinka "Wizna" w sile: * 42 000 ÂżoÂłnierzy * 350 czoÂłgĂłw * 108 haubic * 58 dziaÂł lekkich * 195 dziaÂł przeciwpancernych * 108 moÂździerzy, * 188 granatnikĂłw * 288 ciĂŞÂżkich karabinĂłw maszynowych niemal systematycznemu ostrzaÂłowi bombowcĂłw Polskie siÂły natomiast wynosiÂły: * 720 ÂżoÂłnierzy [ w tym 20 oficerĂłw] * 6 dziaÂł lekkich * 24 ciĂŞÂżkie karabiny maszynowe * 18 rĂŞcznych karabinĂłw maszynowych * 2 karabiny przeciwpancerne [informacje te mogÂą siĂŞ nieco ró¿niĂŚ w niektĂłrych ÂźrĂłdÂłach] DokÂładne straty po obu stronach nie sÂą znane, przyjmuje siĂŞ, Âże wiĂŞkszoœÌ ÂżoÂłnierzy polegÂła, kilku dostaÂło siĂŞ do niewoli. Nie wiadomo teÂż ilu ludzi straciÂł Wermacht, generaÂł Heinz wspomina o straconych kilku wozach bojowych. Po przeÂłamaniu obrony armia Wermachtu ruszyÂła dalej, lecz heroiczna obrona spod Wizny daÂła czas na sformowanie siĂŞ wojsk w Warszawie i bezpiecznemu wycofaniu siĂŞ innych oddzia³ów polskich. Bitwa pod WiznÂą bez wÂątpienia jest jednÂą z najbardziej bohaterskich starĂŚ w historii II Wojny, w peÂłni zasÂługuje na okreÂślenie "Polskich Termopil", lecz niestety jest maÂło znana, zdecydowanie za maÂło. Co jednoczeÂśnie Âśmieszne i piĂŞkne, to szwedzki zespó³ power metalowy bardziej niÂż ktokolwiek w tym kraju, rozsÂławiÂł to wydarzenie. ÂŚmieszne? Czemu to Szwedzi piszÂą o tym piosenki a nie rodacy polegÂłych ÂżoÂłnierzy? PiĂŞkne zaÂś.... wystarczy posÂłuchaĂŚ.  http://www.eioba.pl/a/3o9u/polskie-termopile
|
|
« Ostatnia zmiana: Marzec 25, 2012, 13:11:45 wysłane przez Dariusz »
|
Zapisane
|
PozwĂłl sobie byĂŚ sobÂą, a innym byĂŚ innymi.
|
|
|
janusz
 Wielki gaduÂła ;)
Punkty Forum (pf): 29
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 1370
Zobacz profil
|
 |
« Odpowiedz #1 : Marzec 15, 2012, 23:17:01 » |
|
Polski szpieg. Jerzy Sosnowski.O tym arcyciekawym czÂłowieku planowaÂłem napisaĂŚ juÂż dawno. Jest to na tyle jednak znana postaĂŚ, iÂż artyku³ów o nim powstaÂło juÂż doœÌ duÂżo. PrzejrzaÂłem ich wiele i w prawie kaÂżdym to samo. Mniej lub bardziej dokÂładne ale podstawowe dane biograficzne sÂą. Wszystko wiĂŞc co ja daÂłbym radĂŞ napisaĂŚ byÂłoby tylko kolejnym ich powieleniem. Sam z postaciÂą Jerzego Sosnowskiego spotkaÂłem siĂŞ bardzo dawno czytajÂąc ksi¹¿kĂŞ, o ktĂłrej póŸniej wspomnĂŞ. Pod innym nazwiskiem pojawiÂł siĂŞ rĂłwnieÂż w serialu "Pogranicze w ogniu" a rola jego zagrana zostaÂła przez Tomasza Stockingera. WybraÂłem wiĂŞc dwa. Z "Newsweeka" RafaÂła Geremka i "Wprost " Adama Nogaja. Z autorem pierwszego nie zgodzĂŞ siĂŞ w stwierdzeniu, Âże Sosnowski byÂł pierwowzorem Jamesa Bonda. O takich niby pierwowzorach sÂłyszaÂłem juÂż tyle, Âże powaÂżnie zastanawiaÂłem siĂŞ nad takÂą publikacjÂą-Pierwowzory Jamesa Bonda w sÂłuÂżbach wywiadowczych caÂłego Âświata. Z czym jeszcze oprĂłcz tego nie zgadzam siĂŞ oczywiÂście napiszĂŞ. "Podobno to Polak, Jerzy Sosnowski, byÂł pierwowzorem najsÂłynniejszego agenta Âświata Jamesa Bonda. Niemcy, ktĂłrych szpiegowaÂł, zrobili nawet o nim film. "ByÂłem szpiegiem z zamiÂłowania. Szpiegostwo to pasja jak sport, takie swoiste zawody, w ktĂłrych walczy siĂŞ mĂłzgiem” – tak po latach mĂłwiÂł o swojej pracy Jerzy Sosnowski, jeden z najwybitniejszych agentĂłw przedwojennej DwĂłjki, czyli OddziaÂłu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wysoki brunet o ciemnych oczach i eleganckich manierach, ktĂłry Âświetnie jeÂździÂł konno i dobrze znaÂł jĂŞzyki, Âłatwo mĂłgÂł udawaĂŚ arystokratĂŞ. W Berlinie, gdzie brylowaÂł na salonach, nikt nie przeczuwaÂł, Âże Georg von Na³êcz-Sosnowski, playboy ze Wschodu, jest agentem. Rotmistrz Jerzy Sosnowski przez osiem lat wodziÂł za nos niemiecki kontrwywiad i to dziĂŞki niemu w latach 1926-1934 wygrywaliÂśmy wojnĂŞ szpiegowskÂą z Niemcami. ÂŻyÂł w Berlinie jak dandys, a kolejne kochanki wynosiÂły dla niego tomy akt z najwaÂżniejszych urzĂŞdĂłw w paĂąstwie. Raporty Sosnowskiego byÂły dla miĂŞdzywojennej Polski na wagĂŞ zÂłota. To on jako pierwszy donosiÂł do Warszawy o zacieÂśnieniu wspó³pracy niemiecko-sowieckiej, ktĂłre w 1939 roku doprowadziÂło do podpisania paktu Ribbentrop – MoÂłotow, przekazywaÂł teÂż informacje o niemieckich szpiegach w Polsce. Jednak najwiĂŞkszym sukcesem polskiego agenta byÂło zdobycie planu sztabowego „Organisation-Kriegsspiel” (Organizacja Gra Wojenna), ktĂłry zawieraÂł wykaz dziaÂłaĂą na wypadek wojny z PolskÂą. Podobno to wÂłaÂśnie jego postaciÂą zasugerowaÂł siĂŞ pisarz Ian Fleming i stworzyÂł swojego agenta nad agentami Jamesa Bonda. AÂż dziwne, Âże u nas nie powstaÂł film o rotmistrzu. Jedynie na przeÂłomie lat 80. i 90. jego losami zainspirowali siĂŞ twĂłrcy serialu „Pogranicze w ogniu”. Rotmistrz Jerzy Osnowski byÂł w nim jednym z agentĂłw polskiego wywiadu w Niemczech. Film o Sosnowskim zrobili za to… Niemcy – poÂświĂŞcili Polakowi jeden z odcinkĂłw serialu dokumentalnego o szpiegach. W Polsce Sosnowski do niedawna byÂł kompletnie nieznany, ale na szczĂŞÂście pojawiÂła siĂŞ wreszcie pierwsza biografia „Rotmistrz Sosnowski. As wywiadu Drugiej Rzeczypospolitej” autorstwa prof. Henryka ĂwiĂŞka. ChoĂŚ to praca historyczna, czyta siĂŞ jÂą jak powieœÌ sensacyjnÂą. Jerzy Sosnowski, lwowianin pochodzÂący ze ÂśredniozamoÂżnej rodziny inteligenckiej, w 1914 roku w wieku 18 lat wstÂąpiÂł do 1. PuÂłku Piechoty LegionĂłw. Jeszcze w grudniu pierwszego roku I wojny Âświatowej przeniesiono go do szkoÂły oficerĂłw kawalerii austriackiej. Na koniu czuÂł siĂŞ wyjÂątkowo pewnie, co od razu dostrzegli przeÂłoÂżeni i juÂż w maju 1915 roku mianowano go dowĂłdcÂą plutonu puÂłku uÂłanĂłw. Rok póŸniej piĂŞciokrotnie odznaczono go za odwagĂŞ na froncie. W 1916 roku przeszedÂł przeszkolenie lotnicze i lataÂł m.in. w samolotach bojowych na froncie albaĂąskim. SÂłuÂżbĂŞ w armii austriackiej zakoĂączyÂł w randze porucznika. Po odzyskaniu niepodlegÂłoÂści znowu zostaÂł uÂłanem. Podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku aÂż czterokrotnie odznaczono go KrzyÂżem Walecznych i awansowano na rotmistrza (kapitana kawalerii). W czasie pokoju jego pasjÂą staÂły siĂŞ wyÂścigi konne. StartowaÂł na torach w Berlinie, ParyÂżu, regularnie ÂścigaÂł siĂŞ w Sopocie. Pewnie mĂłgÂłby odcinaĂŚ kupony od wojennych wyczynĂłw, gdyby nie sÂłaboœÌ do kobiet. OdbiÂł narzeczonÂą jednemu z przeÂłoÂżonych i poj¹³ jÂą za ÂżonĂŞ. Skandal wprawdzie w koĂącu ucichÂł, ale jasne byÂło, Âże Sosnowski wielkiej kariery w armii juÂż nie zrobi. Tym bardziej Âże marszaÂłek PiÂłsudski promowaÂł przede wszystkim legionistĂłw, a byÂłych oficerĂłw armii paĂąstw zaborczych awanse omijaÂły. Podczas podró¿y z ÂżonÂą po Europie Sosnowski obejrzaÂł niemiecki film o bohaterskim szpiegu i juÂż wiedziaÂł, kim chce zostaĂŚ. W 1926 roku pojawiÂł siĂŞ w Berlinie, wynaj¹³ luksusowy apartament w dobrej dzielnicy i w stajni przy wyÂścigach umieÂściÂł szeœÌ swoich koni. Natychmiast wzbudziÂł zaciekawienie. MĂłwiÂł wszystkim, Âże Âżyje ze sporego majÂątku ziemskiego pozostawionego w Polsce. W rozmowach okreÂślaÂł siebie jako przeciwnika sanacji i zapiekÂłego wroga bolszewikĂłw. Elita berliĂąska przyjĂŞÂła go z otwartymi ramionami, a najzupeÂłniej dosÂłownie uczyniÂła tak Benita von Falkenhayn, jego pierwsza kochanka. KrÂąg³¹ brunetkĂŞ Sosnowski poznaÂł kilka lat wczeÂśniej podczas wyÂścigĂłw konnych w Sopocie, gdzie ÂścigaÂł siĂŞ jako dÂżokej z niemieckimi jeÂźdÂźcami. Stali siĂŞ modnÂą parÂą. Falkenhaynowie byli niezwykle ustosunkowanÂą rodzinÂą, Benita znaÂła wiele sekretarek w ministerstwach. Ponadto miaÂła ponadprzeciĂŞtny talent do odkrywania ludzkich sÂłaboÂści. Z miÂłoÂści do polskiego uÂłana daÂła siĂŞ zwerbowaĂŚ, a potem juÂż wspĂłlnie namĂłwili do wspó³pracy oficera Abwehry GĂźnthera Rudloffa, ktĂłry z powodu skÂłonnoÂści do kart i alkoholu ciÂągle popadaÂł w dÂługi. Rudloff nie przekazaÂł polskiemu wywiadowi jakichÂś rewelacyjnych materia³ów, ale udaremniÂł prĂłbĂŞ rozpracowania przez niemiecki kontrwywiad rotmistrza przeprowadzonÂą latem 1927 roku. Kilka miesiĂŞcy póŸniej Benita wytypowaÂła na szpiega Irene von Jena, urzĂŞdniczkĂŞ z ministerstwa wojny, ktĂłra przekazaÂła Sosnowskiemu dokumenty dotyczÂące budÂżetu Niemiec (w tym wydatkĂłw wojskowych). KolejnÂą agentkÂą byÂła Renate von Natzmer, ktĂłra dostarczyÂła polskiemu wywiadowi niezwykle waÂżne dokumenty dotyczÂące niemiecko-sowieckiej wspó³pracy wojskowej. Za dostarczane do kraju informacje w 1929 roku Sosnowskiemu nadano ZÂłoty KrzyÂż ZasÂługi, a dwa lata póŸniej awansowano do stopnia majora. Do wpadki polskiego szpiega doprowadziÂł skrajny brak roztropnoÂści. Na poczÂątku 1932 roku rodzice Sosnowskiego zÂłoÂżyli mu wizytĂŞ w Berlinie. Mama rotmistrza przypadkiem zwierzyÂła siĂŞ hrabinie Bucholtz, Âże wraz z mĂŞÂżem ÂżyjÂą skromnie w MilanĂłwku. DodaÂła teÂż, Âże nie mogÂą pomagaĂŚ synowi. A przecieÂż Sosnowski otwieraÂł przy niemieckich znajomych koperty z pieniĂŞdzmi, ktĂłre rzekomo miaÂł mu wysyÂłaĂŚ ojciec! Hrabina wczeÂśniej prĂłbowaÂła zdobyĂŚ wzglĂŞdy Sosnowskiego, ale ten jÂą ignorowaÂł, paÂłaÂła wiĂŞc ¿¹dzÂą zemsty. ZainspirowaÂła powstanie artykuÂłu w „Berliner Tribune”, w ktĂłrym autor prawie wprost nazywaÂł Sosnowskiego agentem. WydawaÂło siĂŞ, Âże to bomba, ale po publikacji nic siĂŞ nie wydarzyÂło. Rotmistrza nawet nie przesÂłuchano, a hrabinĂŞ Bucholtz – gdy siĂŞ okazaÂło, Âże to jej intryga – ludzie z towarzystwa wykluczyli ze swego grona. ZaÂś Sosnowskiego witano na przyjĂŞciach Âżartobliwym powitaniem: „DzieĂą dobry, panie szpiegu!”. Jednak Abwehra po cichu zaczĂŞÂła przeÂświetlaĂŚ Sosnowskiego, o czym poinformowaÂła polskiego agenta kolejna kochanka z wyÂższych sfer. Oficerowie niemieckiego kontrwywiadu nasÂłali na dandysa piĂŞknÂą i rozwiÂąz³¹ KseniĂŞ von Bockenheim, by zdobyÂła serce rotmistrza, a potem przeszukaÂła jego kieszenie i szuflady. Scenariusz wydarzeĂą znĂłw byÂł taki sam: Ksenia szaleĂączo zakochaÂła siĂŞ w przystojnym obiekcie rozpracowania i wszystko mu wyÂśpiewaÂła. Sosnowskiego i jego siatkĂŞ zdekonspirowaÂła w koĂącu tancerka Maria Kruse, ktĂłrÂą rotmistrz rutynowo uczyniÂł swojÂą naÂłoÂżnicÂą. Podobnie jak w przypadku hrabiny Bucholtz kierowaÂła niÂą zazdroœÌ. Maria odnalazÂła listy, z ktĂłrych miaÂło wynikaĂŚ, Âże obiecaÂł ma³¿eĂąstwo innej, poczuÂła siĂŞ wiĂŞc zdradzona. Gdy w styczniu 1934 roku major Sosnowski otrzymaÂł rozkaz powrotu do kraju, zignorowaÂł go, bo pewnie wierzyÂł, Âże znowu mu siĂŞ uda wyprowadziĂŚ NiemcĂłw w pole. Jednak miesiÂąc póŸniej gestapo zgarnĂŞÂło Sosnowskiego i jego ÂświtĂŞ podczas przyjĂŞcia, jakie wyprawiÂł w domu. Aresztowano kilkadziesiÂąt osĂłb, w tym samego rotmistrza i trzy jego najwaÂżniejsze agentki. ChoĂŚ Polak nie mĂłgÂł zapobiec temu, Âże dwie kobiety przez niego skazano na ÂśmierĂŚ za szpiegostwo, podczas procesu w berliĂąskim sÂądzie ca³¹ winĂŞ staraÂł siĂŞ przyj¹Ì na siebie, czym po raz kolejny uj¹³ NiemcĂłw. Sam Sosnowski byÂł zbyt cennÂą zdobyczÂą, by tak po prostu Âści¹Ì mu gÂłowĂŞ – dwa lata póŸniej wymieniono go na siedmiu niemieckich agentĂłw zÂłapanych przez polskie sÂłuÂżby. W kraju na berliĂąskiego playboya i bohatera nie czekaÂł jednak awans, ale dalsze wiĂŞzienie. Polski wywiad uwierzyÂł w prowokacjĂŞ NiemcĂłw, Âże Sosnowski byÂł podwĂłjnym agentem i pracowaÂł dla Rzeszy. Po stronniczym procesie, w ktĂłrym m.in. nie dopuszczano ÂświadkĂłw powoÂłanych przez rotmistrza, zostaÂł on skazany na 15 lat wiĂŞzienia. OprĂłcz zdrady zarzucono mu takÂże defraudacjĂŞ i niegospodarnoœÌ – placĂłwka pochÂłonĂŞÂła w sumie 2 mln zÂł. Po wybuchu II wojny Âświatowej i zdobyciu Warszawy Niemcy nie dostali Sosnowskiego. Przewieziono go z Warszawy do Lwowa, a w koĂącu dostaÂł siĂŞ do niewoli sowieckiej. MiaÂł umrzeĂŚ w wyniku wyczerpania po gÂłodĂłwce w celi wiĂŞziennej w maju 1942 roku, jak wynika z dokumentĂłw NKWD. Bardziej prawdopodobne wydaje siĂŞ, Âże Polak, by przeÂżyĂŚ, podj¹³ grĂŞ z sowieckimi sÂłuÂżbami. Do wspó³pracy z Sowietami zwerbowaĂŚ go miaÂł m.in. PaweÂł SudopÂłatow, generaÂł-lejtnant NKWD, specjalista od dywersji i zabĂłjca Jewhena Konowalca, przywĂłdcy Organizacji UkraiĂąskich NacjonalistĂłw na emigracji. We „Wspomnieniach niewygodnego Âświadka” opublikowanych w 1996 roku generaÂł napisaÂł, Âże Sosnowski miaÂł odstÂąpiĂŚ stronie sowieckiej dwĂłch swoich szpiegĂłw pracujÂących ciÂągle w Niemczech. OprĂłcz tego rotmistrz miaÂł w Saratowie szkoliĂŚ mÂłodych enkawudzistĂłw. Rzekomy flirt Sosnowskiego z Sowietami potwierdza takÂże Âśledcza NKWD Zoja Woskriesienska-Rybkina, na ktĂłrej rotmistrz, mimo zniszczenia wiĂŞzieniem, zrobiÂł niesamowite wraÂżenie. Reszta to domysÂły i strzĂŞpy niepewnych informacji. Podobno w 1943 roku Sosnowskiego przerzucono na terytorium Polski, by pomagaÂł Armii Ludowej. We wrzeÂśniu 1944 roku miaÂł przebiĂŚ siĂŞ do walczÂącej Warszawy i dopiero tam zgin¹Ì. PotwierdziÂł to Iwan Sierow, póŸniejszy szef KGB i GRU, dodajÂąc, Âże rotmistrza zabito na rozkaz AK. Czy tak byÂło? Nie ma na to dowodĂłw, podobnie jak na to, Âże Jerzy Sosnowski kiedykolwiek szkodziÂł Polsce. A za jego misjĂŞ berliĂąskÂą jesteÂśmy mu winni wdziĂŞcznoœÌ i pamiĂŞĂŚ. RafaÂł Geremek" Tu skorygowaĂŚ naleÂży jeszcze to, w jaki sposĂłb rotmistrz dostaÂł siĂŞ w rĂŞce NKWD( o ile faktycznie tak byÂło). Otó¿ 16 czy 17 wrzeÂśnia 1939 roku, kiedy jak wiemy wszyscy, wiĂŞkszoœÌ znaczniejszych ludzi w paĂąstwie przekraczaÂła granice rumuĂąskÂą i wĂŞgierskÂą, Sosnowskiego jako osobĂŞ wiele wiedzÂącÂą a zatem byĂŚ moÂże dla niektĂłrych niewygodnÂą i niebezpiecznÂą, rozkazano rozstrzelaĂŚ. ÂŻandarmi wyrok wykonywali(czy wykonali?), czy wtedy zgin¹³ czy ciĂŞÂżko ranny dostaÂł siĂŞ wÂłaÂśnie w rĂŞce NKWD? SÂą ró¿ne hipotezy. JeÂżeli ktoÂś z szanownych czytelnikĂłw wiedzieĂŚ coÂś bĂŞdzie na ten temat byÂłbym ogromnie zobowiÂązany. WPROST nr7/2007 "II Rzeczpospolita stworzyÂła jeden z najlepszych wywiadĂłw na Âświecie MiesiÂąc po rozpoczĂŞciu II wojny Âświatowej akta polskiego wywiadu wpadÂły w rĂŞce wroga. W ten sposĂłb pogrzebano doskonaÂłe siatki wywiadowcze, ktĂłre wojskowe sÂłuÂżby specjalne stworzyÂły w krĂłtkim, dwudziestoletnim, okresie istnienia II Rzeczypospolitej. Historia wywiadu i kontrwywiadu wojskowego II Rzeczypospolitej jest nierozerwalnie zwiÂązana z OddziaÂłem II Wywiadowczym Sztabu G³ównego Wojska Polskiego, popularnie zwanym "dwĂłjkÂą". ByÂł on jedynym organem wywiadu i kontrwywiadu paĂąstwa polskiego. Oko na RzeszĂŞDo najgÂłoÂśniejszych upublicznionych sukcesĂłw polskiego wywiadu naleÂżaÂła dziaÂłalnoœÌ placĂłwki IN3. KierowaÂł niÂą rotmistrz Jerzy Sosnowski, byÂły oficer armii austriackiej, oficer 8. PuÂłku UÂłanĂłw, czterokrotnie odznaczony KrzyÂżem Walecznych w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 r. WysÂłany przez OddziaÂł II do Berlina graÂł tam rolĂŞ polskiego arystokraty negatywnie nastawionego do rzÂądu.Wielki znawca i miÂłoÂśnik koni, doskonaÂły gawĂŞdziarz opisujÂący m.in. walki z bolszewikami, potrafiÂł bardzo szybko nawiÂązaĂŚ kontakty w Âśrodowiskach wojskowych. ZwerbowaÂł nawet oficera Abwehry Gintera Rudolpha z placĂłwki Abwehry przy dowĂłdztwie okrĂŞgu w Berlinie. Od niego otrzymaÂł nazwiska kilku agentĂłw w Polsce oraz tajne instrukcje Abwehry. PodbiÂł takÂże serce wczeÂśniej poznanej w Polsce Benity von Falkenhayn, kuzynki szefa Sztabu Generalnego Reichswehry. W jej domu, w reprezentacyjnej dzielnicy Berlina Charlottenburg, czĂŞsto odbywaÂły siĂŞ przyjĂŞcia, na ktĂłrych zdobywano cenne informacje oraz zawierano nie mniej cenne znajomoÂści. Rotmistrz Sosnowski zwerbowaÂł do wspó³pracy z wywiadem nie tylko swojÂą starÂą przyjació³kĂŞ, ale podajÂąc siĂŞ za brytyjskiego dziennikarza, takÂże kilka innych dam. Jedna z jego sympatii pracowaÂła w Reichswehrministerium. Na podstawie fotokopii dokumentĂłw oraz uzyskanych informacji dowĂłdztwo Wojska Polskiego miaÂło wglÂąd w sytuacjĂŞ politycznÂą w Niemczech oraz plany rozbudowy armii niemieckiej. W 1932 r. Sosnowski zdobyÂł nawet plany mobilizacyjne Reichswehry, ale zostaÂły one uznane za niewiarygodne przez OddziaÂł II. Sosnowski straciÂł bowiem zaufanie swoich zwierzchnikĂłw. Podejrzewano go, Âże staÂł siĂŞ sÂługÂą dwĂłch panĂłw. Zdradzony przez jednÂą z kochanek trafiÂł w lutym 1934 r. do wiĂŞzienia. W kwietniu 1936 r. zostaÂł wymieniony na siedmiu niemieckich agentĂłw i przekazany do Polski. Tu jednak po dwuletnim Âśledztwie prowadzonym przez OddziaÂł II, 7 czerwca 1939 r. skazano go za zdradĂŞ na 15 lat wiĂŞzienia. Sosnowski nigdy siĂŞ do zdrady nie przyznaÂł." O dziaÂłalnoÂści sÂłynnej polskiej "dwĂłjki", niesamowitych wyczynach jej agentĂłw, do roku 1939 i w czasie wojny do 1945, polecam ksi¹¿kĂŞ StanisÂława Strumpha Wojtkiewicza "TIERGARTEN". Ja posiadam egzemplarz wydany przez wydawnictwo Ksi¹¿ka i Wiedza z 1978 roku. Wiecej: http://www.eioba.pl/a/3oik/polski-szpieg-jerzy-sosnowski#ixzz1pE5YpEV6
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
greta
Gość
|
 |
« Odpowiedz #2 : Marzec 22, 2012, 09:29:37 » |
|
Wyciek³ tajny raport! Wiadomo, ilu niemieckich zbrodniarzy uciek³o po wojnie do Ameryki niewiarygodne.pl 20.03.2012 14:44 Wyciek³ tajny raport! Wiadomo, ilu niemieckich zbrodniarzy uciek³o po wojnie do Ameryki Klaus Barbie (K. Altmann) - jeden z niemieckich zbrodniarzy, który ukrywa³ siê po wojnie, na zdjêciu z ochroniarzem (fot. AP) A A A Ju¿ po zakoùczeniu II wojny œwiatowej naziœci, jak zaj¹ce, uciekali do Ameryki Po³udniowej. Z ujawnionych w³aœnie dokumentów wynika, ¿e na kontynencie tym, zaraz po zakoùczeniu dzia³aù zbrojnych, osiedli³o siê ok. 9 tysiêcy osób, które mia³y na swoich sumieniach haniebne czyny zwi¹zane z krzewieniem ideologii nazistowskiej. Nie wiedzieÌ czemu, zachodnie media, opisuj¹c odtajnione akta, koncentruj¹ siê g³ównie na zbrodniarzach pochodzenia innego ni¿ niemieckie. Historycy, którzy otrzymali dostêp do archiwów w Brazylii i Chile, potwierdzili dane dotycz¹ce m.in. liczby osiedleùców aktywnie wspieraj¹cych III Rzeszê podczas II wojny œwiatowej, którzy zamiast trafiÌ przed trybuna³y, do¿yli spokojnej staroœci na emigracji - poinformowa³ dziennik "Daily Mail". Wœród ludzi, którzy powinni trafiÌ pod s¹d, a którym uda³o siê znaleŸÌ azyl w krajach Ameryki Po³udniowej, znajdowali siê przedstawiciele ró¿nych nacji. Wœród uciekinierów, oprócz skrzêtnie pomijanych Niemców, znaleŸli siê te¿ m.in. Chorwaci, Rosjanie czy Ukraiùcy. Naukowcy, na podstawie odtajnionych dokumentów, potwierdzili, ¿e najbardziej ³askawa wobec przybyszów, maj¹cych czêsto krew na rêkach, by³a Argentyna, która przyjê³a a¿ 5 tysiêcy imigrantów bêd¹cych piewcami doktryny nazistowskiej. Szacuje siê, ¿e nawet 2 tysi¹ce kryminalistów sprzyjaj¹cych Hitlerowi mog³o trafiÌ do Brazylii, a tysi¹c z nich do Chile. Pozostali osiedlili siê w Paragwaju i Urugwaju. Liczby te nie uwzglêdniaj¹ Niemców, których by³o znacznie wiêcej. Z archiwalnych materia³ów przechowywanych w Archivo Nacional, w Rio de Janeiro, wynika, ¿e w samej tylko Brazylii schronienie mog³o znaleŸÌ nawet 20 tysiêcy Niemców, którzy czêsto ukrywali siê pod zmienionymi nazwiskami. W odtajnionych archiwach, z których zawartoœci¹ zapoznaÌ siê mogli historycy, znalaz³y siê dokumenty potwierdzaj¹ce zaanga¿owanie w³adz niektórych paùstw w pomoc nazistom. Prym wiód³ tutaj prezydent Argentyny, Juan Peron, który organizacji ODESSA, zajmuj¹cej siê niesieniem pomocy zbrodniarzom wojennym, sprzedawa³ argentyùskie paszporty. Wg ekspertów, Peron móg³ przes³aÌ nawet 10 tysiêcy gotowych do wype³nienia dokumentów stwierdzaj¹cych obywatelstwo. "Wreszcie dostrzec mo¿emy coœ w rodzaju wzorca pokazuj¹cego sposób, w jaki ci przestêpcy postêpowali" - powiedzia³ jeden z historyków, który mia³ okazjê z bliska przyjrzeÌ siê odtajnionym archiwom. "Prawie zawsze przybywali do danego kraju sami, a potem posy³ali po swoj¹ rodzinê". www.niewiarygodne.plWœród tych, którym po zakoùczeniu II wojny œwiatowej uda³o siê zbiec do Ameryki Po³udniowej, znajdowali siê najwiêksi zbrodniarze, m.in.: Adolf Eichmann, Josef Mengele i Franz Stangl.
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
east
Gość
|
 |
« Odpowiedz #3 : Marzec 22, 2012, 18:09:06 » |
|
Oficerowie niemieckiego kontrwywiadu nas³ali na dandysa piêkn¹ i rozwi¹z³¹ Kseniê von Bockenheim, by zdoby³a serce rotmistrza, a potem przeszuka³a jego kieszenie i szuflady. Scenariusz wydarzeù znów by³ taki sam: Ksenia szaleùczo zakocha³a siê w przystojnym obiekcie rozpracowania i wszystko mu wyœpiewa³a. Sosnowskiego i jego siatkê zdekonspirowa³a w koùcu tancerka Maria Kruse, któr¹ rotmistrz rutynowo uczyni³ swoj¹ na³o¿nic¹. Zdekonspirowa³a bo potraktowa³ j¹ rutynowo zbyt pewny siebie  Zastanawia mnie coœ. Taki Agent nie ujmuje Paù sam¹ aparycj¹, ani nawet kas¹. Coœ musia³o w nim byÌ innego. Jak s¹dzicie drogie Panie ? Co takiego Sosnowski czyni³ , ¿e rozkochiwa³ w sobie niewieœcie serca z wrogiego obozu ? piêciokrotnie odznaczono go za odwagê na froncie. W 1916 roku przeszed³ przeszkolenie lotnicze i lata³ m.in. w samolotach bojowych na froncie albaùskim. S³u¿bê w armii austriackiej zakoùczy³ w randze porucznika. Po odzyskaniu niepodleg³oœci znowu zosta³ u³anem. Podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku a¿ czterokrotnie odznaczono go Krzy¿em Walecznych i awansowano na rotmistrza (kapitana kawalerii) Wydaje siê ,¿e on siê œwietnie bawi³ wojn¹. Jego wyczyny na koniu i odznaczenia œwiadcz¹ o tym, ¿e kocha³ ryzyko . Mo¿e nie tyle podnieca³y go kobiety, co mocne wra¿enia, ¿e gra w œmierteln¹ grê. Gdy w styczniu 1934 roku major Sosnowski otrzyma³ rozkaz powrotu do kraju, zignorowa³ go, (..) Aresztowano kilkadziesi¹t osób, w tym samego rotmistrza i trzy jego najwa¿niejsze agentki. ChoÌ Polak nie móg³ zapobiec temu, ¿e dwie kobiety przez niego skazano na œmierÌ za szpiegostwo, podczas procesu w berliùskim s¹dzie ca³¹ winê stara³ siê przyj¹Ì na siebie, czym po raz kolejny uj¹³ Niemców. Po zdekonspirowaniu zreszt¹ wcale nie zwia³, lecz dalej uczestniczy³ w grze a¿ do koùca szafuj¹c swoj¹ osob¹. No i nie zgin¹³ ani wtedy, ani nawet póŸniej pod butem NKWD .. Rzekomy flirt Sosnowskiego z Sowietami potwierdza tak¿e œledcza NKWD Zoja Woskriesienska-Rybkina, na której rotmistrz, mimo zniszczenia wiêzieniem, zrobi³ niesamowite wra¿enie Wykoùczy³o go podobno dopiero ....[cenzored] edit : usuwam i przepraszam wszystkie to¿samoœci, które poczu³y siê obra¿one. Dziêkujê. 
|
|
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2012, 23:46:25 wysłane przez east »
|
Zapisane
|
|
|
|
chanell
 Maszyna do pisania...
Punkty Forum (pf): 72
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 3453
Zobacz profil
|
 |
« Odpowiedz #4 : Marzec 23, 2012, 00:01:35 » |
|
Z caÂłym szacunkiem Janie ,ale w poÂście Easta nie ma nic obraÂźliwego (ja nie widzĂŞ) Przeciez AK likwidowaÂło " zdrajcĂłw " (czasem niewinnych ludzi ) czy to nie prawda ? Czyje uczucia obraziÂł East ? Moje nie
|
|
|
Zapisane
|
Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.
KsiĂŞga Koheleta 3,1
|
|
|
east
Gość
|
 |
« Odpowiedz #5 : Marzec 23, 2012, 13:55:46 » |
|
Obrazi³em czyjeœ "ja" , chanell. A to zbrodnia jest prawie ¿e . Tym wiêksza, ¿e chodzi o to¿samoœÌ historyczn¹ pt "AK" . Nie wa¿ne jest, ¿e podziwiam determinacjê Sosnowskiego i to co zrobi³ dla Polski, nie wa¿ne, ¿e wy³uska³em w¹tek damsko-mêski i siê do niego odnios³em. Tr¹ci³em dra¿liw¹ nutê patriotyczno-narodow¹. Oczywiœcie mam pewne podejrzenia co do Ÿród³a jego bohaterskiej postawy, jak równie¿ jego umiejêtnoœci wp³ywania na ludzi, generalnie ( Coby nie zawê¿aÌ tylko do Paù ), ale nie o to chodzi³o generalnie w tonie mojej wypowiedzi. To nie moje przypuszczenie, ¿e Sosnowskiego zabi³o AK, ale jeœli tak by³o, to jest gorzka ironia, bo jako szpieg, ten bohater w³aœnie pomaga³ Polakom o orientacji œwiatopogl¹dowej bliskiej AK (tak wynika przynajmniej z artyku³u) . Miêdzy innymi na tej fali gorzkiej ironii ( w kontekœcie damsko-mêskim dalej ) nazwa³em ich mato³kami. Zgeneralizowa³em choÌ wiadomo, ¿e to nie AK mordowa³o jako takie,a konkretni ludzie od kontrwywiadu. Mo¿liwe ,¿e opieraj¹c siê na fa³szywych przes³ankach. To by³a wojna, wtedy nie wiadomo by³o kto wróg, a kto swój. Oceny mo¿na wystawiaÌ z perspektywy lat, ale oczywiœcie nie ad personam. W kontekœcie, o którym pisa³em , chodzi³o bardziej o sprawy damsko-mêskie, a w tych kwestiach faceci bywaj¹ "zazdrosnymi mato³kami" (bez wzglêdu na flagê) i nie ma co tu owijaÌ w bawe³nê  Natomiast JAN dokona³ oceny mojej osoby ad personam za tzw ca³okszta³t. JAN uwa¿nie obserwuje "moje" postêpy . Mo¿e ju¿ mam za³o¿on¹ czarn¹ teczkê u Ciebie JAN-ie ?  Powodzenia w œledztwie 
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Dariusz
 Maszyna do pisania...
Punkty Forum (pf): 3
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 6024
Zobacz profil
Email
|
 |
« Odpowiedz #6 : Marzec 23, 2012, 18:45:39 » |
|
MyÂślĂŞ, Âże poniÂższy artykuÂł wyjaÂśni nico to caÂłe nieporozumienie: ChwaÂła(?) wyklĂŞtymCaÂła „gĂłra” naszego kraju oddaÂła czeœÌ ÂżoÂłnierzom wyklĂŞtym. A mnie od razu otworzyÂł siĂŞ nóŸ w kieszeni. Oto mÂłodzieniaszek w podkieleckiej wsi, na przykÂład. WieÂś siĂŞ go baÂła, nieobliczalny byÂł, nerwowy i nikt mu nie podskoczyÂł. Lepiej byÂło nie wchodziĂŚ mu w drogĂŞ, a szczegĂłlnie jak sobie popiÂł w gospodzie. Wszyscy o tym wiedzieli. A potem przyszÂła wojna. I poszedÂł do partyzantki. Nie miaÂł pojĂŞcia o jakimÂś kapitalizmie, o socjalizmie wiedziaÂł tyle, Âże w Rosji majÂą wspĂłlne Âżony, ale partyzantka to byÂł jego ÂżywioÂł. Jego Zycie to przecieÂż „biĂŚ siĂŞ”. UwielbiaÂł siĂŞ biĂŚ, uwielbiaÂł zadymy, awantury i… postawienie na swoim. Kiedy wojna siĂŞ skoĂączyÂła… ByÂłby ostatnim idiotÂą, Âżeby iœÌ gdzieÂś do pracy, osi¹œÌ, czy nie daj boÂże zaÂłoÂżyĂŚ rodzinĂŞ. ZostaÂł w lesie i… „dymiÂł”. Kapitalna adrenalina towarzyszyÂła, wjechaniu do chaÂłupy i rozstawianiu domownikĂłw po kÂątach: „DawaĂŚ mi tu jeœÌ, bo spalĂŞ!”. „DawaĂŚ mi tu ÂżonĂŞ (cĂłrkĂŞ), bo pĂłjdziecie z dymem”. „PiÂśniesz s³ówko – nie Âżyjesz!”. CzêœÌ z nich, sterroryzowani mieszkaĂący wydali wÂładzy ludowej. CzêœÌ z nich, sama siĂŞ zabiÂła ze strachu przed zÂłapaniem. CzêœÌ zabili sami, zdesperowani chÂłopi. NiektĂłrzy, stanowiÂący jednak minimalny procent, naprawdĂŞ przejmowali siĂŞ swoim krajem. Unikalni byli ci, ktĂłrzy rozumieli zagroÂżenie komuny, ktĂłrzy chcieli innej Polski, ktĂłrzy walczyli „nie dla siebie”. To margines z dzisiejszych „wyklĂŞtych”.Ciekawy jestem, czy prawdziwy wojownik o PolskĂŞ, jest dziÂś szczĂŞÂśliwy widzÂąc, jak prezydent tego kraju skÂłada kwiaty na czeœÌ jego, a jednoczeÂśnie zwykÂłego Âśmiecia, bandyty, gnoja i nieroba. Czy przypadkiem nie przewraca siĂŞ w grobie.Panie prezydencie! O co panu chodziÂło z tymi „wyklĂŞtymi” w jednym worku? Ze zwykÂłymi leserami, bandytami, gnojami? http://www.eioba.pl/a/3not/chwala-wykletymEDYCJA: Mitoteka narodowaJak kaÂżdy narĂłd na Âświecie takÂże i my lubimy sÂłuchaĂŚ o sobie, mile gÂłaszczÂące nasze ego interpretacje historyczne, z ktĂłrych wynika, Âże nasze zasÂługi dla nas i przy okazji dla reszty Âświata sÂą nie do przecenienia. Jednym z troskliwie pielĂŞgnowanych mitĂłw narodowych jest ten, ktĂłry mĂłwi, Âże Polska w listopadzie 1918 roku odzyskaÂła niepodlegÂłoœÌ w wyniku trwajÂących caÂły wiek XIX (i kawaÂłek XVIII) powstaĂą narodowych, tudzieÂż dziĂŞki Legionom JĂłzefa PiÂłsudskiego, ktĂłre przegnaÂły zaborcĂłw z naszej ziemi precz. Prawda jest niestety mniej patetyczna, a konstruktywny stosunek do niej wymaga wiĂŞcej dystansu, niÂż namiĂŞtnoÂści. Ojczyzna nasza zmartwychwstaÂła, poniewaÂż bandyci ktĂłrzy jÂą zamordowali pobili siĂŞ pomiĂŞdzy sobÂą. Ta oczywista, wrĂŞcz trywialna prawda nie moÂże jednak przejœÌ przez gardÂło wielu historykom (takÂże z profesorskimi tytuÂłami), ani tym bardziej spÂłyn¹Ì z ich piĂłr na kartĂŞ papieru
Na pocz¹tku, zanim niektórzy okrzykn¹ mnie infamisem i parricyd¹, chcia³bym z³o¿yÌ jak najpowa¿niejsze oœwiadczenie: z ca³ym szacunkiem chylê g³owê przed wol¹ niepodleg³oœci, jak¹ nasz naród wykazywa³ przez ca³y okres niewoli, przed bohaterstwem powstaùców i hartem ducha polskich kobiet, które ich wspiera³y, z nale¿n¹ czci¹ odnoszê siê do zbrojnego czynu legionów polskich, tak Jana Henryka, jak i Józefa. Uznanie dla mêstwa ludzi z broni¹ w rêku walcz¹cych o wolnoœÌ nie mo¿e jednak moim zdaniem oznaczaÌ akceptacji dla krêtactw polityków, którzy za plecami walcz¹cych za³atwiali swoje ma³e interesy i zaspokajali chore ambicje oraz dla przykrawania faktów pod zapotrzebowanie polityczne.
Do kategorii faktów wstydliwych najnowszej historii powszechnej, chêtnie pomijanych przez piewców legendy o naszej samodzielnej drodze do niepodleg³oœci, nale¿y fakt uzyskania w tym samym czasie niepodleg³oœci przez inne kraje, które nigdy zbrojnie o ni¹ nie zabiega³y, ¿e wymieniê tylko z naszego krêgu geograficznego Finlandiê i Czechos³owacjê. Finowie swoj¹ lojalnoœÌ w stosunku do okupanta posunêli tak daleko, i¿ do tej pory Helsinki ozdabia pomnik ich ciemiê¿yciela imperatora Wszechrosji Aleksandra dwa b¹dŸ trzy (dok³adnie nie pamiêtam jego numeru porz¹dkowego, a nie jest to a¿ tak wa¿ne, aby mi siê chcia³o sprawdzaÌ), o lojalnoœci Czechów w stosunku do ka¿dego okupanta nie ma co nawet wspominaÌ, z obrzydzeniem od wielu dziesi¹tków lat mówi¹ o niej nasi trubadurzy patetycznych hekatomb. Stanowczo nie ma sprawiedliwoœci na tym œwiecie, je¿eli Polska musia³a witaÌ niepodleg³oœÌ w takim towarzystwie. Proponujê: Finlandia i Czechos³owacja do lustracji, jakoœ przecie¿ trzeba zmazaÌ tê niepedagogiczn¹ plamê.
Gdyby nie wojna powszechna, o ktĂłrÂą od czasĂłw Mickiewicza modliÂły siĂŞ caÂłe pokolenia PolakĂłw moglibyÂśmy jeszcze dÂługo czekaĂŚ na cud wolnoÂści. Zorganizowana grupa przestĂŞpcza wystĂŞpujÂąca m.in. pod ksywkÂą Trzy Czarne OrÂły, ktĂłra z wiĂŞkszej czĂŞÂści Europy uczyniÂła wiĂŞzienie narodĂłw, mogÂła upaœÌ tylko tak, jak upadÂła – kiedy zÂłodzieje pobili siĂŞ o Âłupy. Takie sÂą fakty i nic nie pomoÂże zasÂłanianie ich nawet najbardziej „sÂłusznymi” fantazjami historycznymi. JednakÂże w naszym polskim przypadku sam fakt wybuchu wojny Âświatowej byÂł zaledwie warunkiem koniecznym, ale niestety nie wystarczajÂącym. Nasi bowiem rozbiorcy tak sprytnie podzielili siĂŞ rolami, Âże bez wzglĂŞdu na to ktĂłra ze stron konfliktu by nie wygraÂła, zawsze w obozie zwyciĂŞskim byÂłby co najmniej jeden z nich, ktĂłry juÂż by zadbaÂł o to, aby polskie aspiracje do niepodlegÂłoÂści przykroiĂŚ do wÂłaÂściwych wymiarĂłw.
WidzĂŞ oczami naszych wybitnych przedstawicieli gatunku historical fiction, tĂŞ budujÂącÂą scenĂŞ, kiedy to na cesarze niemiecki i austro-wĂŞgierski po wygranej przez nich wojnie uroczyÂście i ze skruchÂą zrzekajÂą siĂŞ zagrabionych w czasie rozbiorĂłw ziem polskich i po z³¹czeniu ich z odebranÂą podstĂŞpnym Kacapom czĂŞÂściÂą naszego terytorium wskrzeszajÂą niezawis³¹ RzeczpospolitÂą od morza do morza (nota bene kolejny to mit – Rzeczpospolita nigdy granic swoich o wybrzeÂża Morza Czarnego nie oparÂła). RĂłwnie porywajÂąca i co waÂżniejsze bliÂższa realizacji jest wizja, w ktĂłrej to zwyciĂŞski MikoÂłaj II w Wersalu zrzeka siĂŞ wszystkich naszych ziem ukradzionych od czasĂłw pokoju andruszowskiego, a wzruszeni przywĂłdcy Ententy rzucajÂą mu siĂŞ na szyjĂŞ i wszyscy razem pÂłaczÂą ujĂŞci jego szlachetnoÂściÂą. Niestety wtrÂąciÂła siĂŞ w sprawĂŞ zdradziecka bolszewia i do tej piĂŞknej sceny nigdy nie doszÂło. Jaka szkoda, Âłza siĂŞ do prawdy w oku krĂŞci.
Jakby nie spojrzeĂŚ na sprawĂŞ, to wÂłaÂśnie w wyniku Rewolucji PaÂździernikowej (obecnie wydarzenie to jest nazywane przez historykĂłw, ktĂłrym dwadzieÂścia lat temu w sposĂłb cudowny spadÂły klapy z oczu i szczĂŞÂśliwe mogli na nie przejrzeĂŚ, puczem lub w najlepszym przypadku przewrotem) Rosja zawarÂła odrĂŞbny pokĂłj z Niemcami, co w sposĂłb automatyczny wy³¹czyÂło jÂą z grona zwyciĂŞzcĂłw. Co wiĂŞcej, gÂłoszone przez bolszewikĂłw hasÂła i ich praktyczna realizacja spowodowaÂły przeÂświadczenie o koniecznoÂści odsuniĂŞcia jej granic jak najdalej od „cywilizowanej” Europy. I dopiero w takich warunkach nasza niepodlegÂłoœÌ staÂła siĂŞ do zaakceptowania przez zwyciĂŞskÂą koalicjĂŞ.
Gdyby nie koniecznoœÌ stworzenia „kordonu sanitarnego” na nic by siĂŞ nie zdaÂły nawet najbardziej strzeliste akty naszego patriotyzmu, interes Rosji dla Francji i Anglii zawsze byÂł waÂżniejszy niÂż nasze aspiracje (oba wymienione kraje jeszcze przed wojnÂą zobowiÂązaÂły siĂŞ traktatowo wobec swojego rosyjskiego sojusznika traktowaĂŚ kwestiĂŞ polskÂą, jako wewnĂŞtrznÂą sprawĂŞ Rosji). Przypomnijmy – nawet w czasie wojny krymskiej, w ktĂłrej paĂąstwa te wystÂąpiÂły przeciwko Rosji, pomimo zabiegĂłw naszej emigracyjnej dyplomacji, na Zachodzie nie chciano z nami mĂłwiĂŚ na temat naszej niepodlegÂłoÂści. D¹¿enia PolakĂłw w sposĂłb dyskomfortowy zak³ócaÂły tak piĂŞknie uÂłoÂżony na Kongresie WiedeĂąskim porzÂądek europejski. Jest takÂże wÂątpliwe, aby powstaÂł „trzynasty punkt” Wilsona, gdyby MikoÂłaj II w dalszym ciÂągu „zasiadaÂł na majestacie”. W najlepszym przypadku moglibyÂśmy siĂŞ doczekaĂŚ czegoÂś w rodzaju KrĂłlestwa Kongresowego, okrojonego kadÂłubka z okrojonÂą suwerennoÂściÂą.
Takie zreszt¹ plany mia³y w stosunku do nas paùstwa zaborcze. Chc¹c pozyskaÌ w tocz¹cej siê wojnie przychylnoœÌ polskiego spo³eczeùstwa i œwie¿e miêso armatnie kokietowa³y Polaków wizjami autonomicznego paùstwa. W tym kierunku zmierza³ tzw. Akt 5 listopada wydany w 1916 roku przez cesarzy niemieckiego i austro-wêgierskiego oraz wczeœniejsza (z 14 sierpnia 1914 roku) odezwa wodza naczelnego armii rosyjskiej wielkiego ksiêcia Miko³aja Miko³ajewicza. Nawet rz¹d tymczasowy, który powsta³ w Rosji w wyniku rewolucji lutowej przewidywa³ dla Polski jedynie ograniczon¹ suwerennoœÌ. O ¿adnej natomiast suwerennoœci nie chcieli nawet mówiÌ bia³ogwardyjscy dyktatorzy usi³uj¹cy w ci¹gu kilku lat bezskutecznie obaliÌ bolszewick¹ w³adzê.
Zdawa³ sobie z tego sprawê Józef Pi³sudski, który odmówi³ mimo nacisków ze strony Francji wspó³dzia³ania z Bia³ymi przeciwko Czerwonym. W paŸdzierniku 1919 roku, mimo dobrze rozwijaj¹cej siê dla Polaków sytuacji w dzia³aniach przeciwko Armii Czerwonej, zatrzyma³ on nasz front na rubie¿y s³ynnej Berezyny. Gdyby przy³¹czy³ siê wtedy do ofensywy gen. Denikina Rosja Radziecka najprawdopodobniej wyzionê³aby ducha. Ale tego w³aœnie Marsza³ek nie chcia³. Legitymizowani biali genera³owie w razie przejêcia w³adzy za¿¹daliby od swoich zachodnich sojuszników respektowania zobowi¹zania, ¿e kwestia polska jest wewnêtrzn¹ spraw¹ Rosji.
Ale to wszystko miaÂło miejsce póŸniej; wojna o granice, ofensywa 1919 roku, Bitwa Warszawska i odwrĂłt bolszewikĂłw byÂły nastĂŞpstwem upadku paĂąstw zaborczych wykrwawionych w wyniszczajÂącej wojnie oraz upadku trzech zaborczych dynastii. I naprawdĂŞ nawet najbardziej bohaterskie czyny legionistĂłw (a przykÂładĂłw bohaterstwa dali wiele) czy dodatkowe dziesiĂŞĂŚ powstaĂą narodowych w XIX wieku sytuacji by nie zmieniÂły. Za duÂża byÂła dysproporcja siÂł, a i paĂąstwa zaborcze byÂły dla Zachodu znacznie waÂżniejsze niÂż rozdarty na trzy czĂŞÂści narĂłd. PrzykÂłady Finlandii i CzechosÂłowacji prawdĂŞ tÂą w peÂłni potwierdzajÂą. Naszym natomiast „autorskim” sukcesem jest niewÂątpliwie wspomniana wojna o granice, powstania ÂślÂąskie (niewykorzystane w peÂłni) i wielkopolskie (jedyne w naszej historii w peÂłni wykorzystane) oraz wygrana wojna bolszewicka.
Legionistów w czasie I wojny by³o tylu ilu by³o, ale na pewno zdecydowanie za ma³o, aby pokonaÌ choÌby najs³abszego z zaborców, nie mówi¹c ju¿ o wszystkich trzech naraz. Zaczêli siê oni cudownie rozmna¿aÌ dopiero po ustaniu dzia³aù wojennych. W 1933 roku w Krakowie z okazji 250-tej rocznicy bitwy po Wiedniem odby³ siê zlot legionistów. Kiedy Marsza³ek wszed³ na trybunê ustawion¹ na B³oniach i zobaczy³ owo morze g³ów oraz sztandarów, to zwracaj¹c siê do swojego otoczenia powiedzia³ z przek¹sem:
– Gdybym miaÂł ich tylu w 1920 roku, to bym do Moskwy doszedÂł.
Od tego czasu nic siê nie zmieni³o. W ten sam cudowny sposób do monstrualnych rozmiarów rozrós³ siê po ostatniej wojnie ZBoWiD, a potem obecne zwi¹zki kombatanckie, gdzie mo¿na zaleŸÌ ludzi, którzy walczyli z okupantem jako niemowlêta sikaj¹c mu na przekór w pieluszki (i to przez ponad miesi¹c).
Innym z mitĂłw wi¹¿¹cych siĂŞ z odzyskaniem niepodlegÂłoÂści jest tzw. Cud nad Wis³¹ wylansowany przez endecjĂŞ i KoÂśció³. W zamyÂśle skierowany byÂł przeciwko socjaliÂście PiÂłsudskiemu, ktĂłry wprawdzie wysiadÂł byÂł z czerwonego tramwaju na przystanku niepodlegÂłoœÌ, ale dla prawicy i tak byÂł nie do zaakceptowania. Koncepcja tego mitu zasadzaÂła siĂŞ na tezie, Âże bitwĂŞ warszawskÂą w 1920 roku wygraliÂśmy tylko dziĂŞki interwencji siÂł nadprzyrodzonych, a wiĂŞc wpÂływ na zwyciĂŞstwo Pana MarszaÂłka byÂł Âżaden. Nie przejmowano siĂŞ tym, Âże przy okazji poniÂżaÂło to Wojsko Polskie, generalicjĂŞ ktĂłra nim dowodziÂła i w koĂącu narĂłd, ktĂłry staÂł za swojÂą armiÂą murem. OkazywaÂło siĂŞ bowiem, Âże wszyscy Polacy razem wziĂŞci byli za maÂłymi Bolkami, aby wygraĂŚ samodzielnie z niezwyciĂŞÂżonÂą ArmiÂą CzerwonÂą. Prawda jest banalna – wygraliÂśmy bitwĂŞ, poniewaÂż w tym czasie i w tym miejscu byliÂśmy po prostu lepsi od przeciwnika. Historia wojen zna wiele takich zaskakujÂących zwrotĂłw, ale z reguÂły ich autorstwo przypisuje siĂŞ konkretnym ludziom, nie mieszajÂąc do tego Pana Boga, choĂŚby dlatego Âże nie akceptuje on zabijania ludzi i na pewno do Âżadnej z jego form nie chciaÂłby przykÂładaĂŚ rĂŞki (co innego wprawdzie wynika z lektury Pisma ÂŚwiĂŞtego, ale nie bÂądÂźmy drobiazgowi).
Najnowszym wyhodowanym u nas mitem jest ten, jak to Polacy dziĂŞki uzdolnieniom pewnego elektryka do skakania, obalili Âświatowy komunizm. Jak powiedziaÂł Akbah-UÂłan do puÂłkownika Kmicica (cytujĂŞ z pamiĂŞci): „Wojna effendi, jest po to, aby mĂŞÂżowie zbrojni Âłup braĂŚ mogli”. Jest to definicja, ktĂłrej jak sÂądzĂŞ nie powstydziÂłby siĂŞ sam generaÂł major von Clausewitz. ÂŁupem, o ktĂłry przez wiele dziesiĂŞcioleci prowadzona byÂła wojna pomiĂŞdzy MoskwÂą a Waszyngtonem byÂły setki miliardĂłw, a moÂże nawet biliony dolarĂłw i wszelkie polskie zabiegi na rozstrzygniĂŞcie tej wojny miaÂły naprawdĂŞ marginalny wpÂływ. Nie ta skala, a poza tym nie sÂłyszaÂłem jeszcze o wojnie po ktĂłrej zwyciĂŞscy musieliby pÂłaciĂŚ reperacje, a polskie spoÂłeczeĂąstwo przecieÂż je pÂłaci – bezrobociem, dzieĂŚmi, ktĂłre dostajÂą tylko jeden posiÂłek dziennie, wyparciem nas ze Âświatowych rynkĂłw, spauperyzowaniem wiĂŞkszoÂści spoÂłeczeĂąstwa itd. itd..
Z mitami moÂżna prĂłbowaĂŚ walczyĂŚ, ale rezultaty sÂą mierne, poniewaÂż kaÂżdy woli widzieĂŚ siĂŞ piĂŞknym i bogatym, niÂż brzydkim i biednym. A poza tym zbyt wiele siÂł jest zainteresowanych ich eksploatacjÂą dla wÂłasnych potrzeb. Mimo to jednak prĂłbowaĂŚ trzeba.
I jeszcze na koniec korzystaj¹c z faktu, ¿e jestem przy g³osie chcia³bym postawiÌ pewne pytanie nie zwi¹zane z tematem mojej wypowiedzi, ale dla mnie bardzo frapuj¹ce. Przy okazji ostatnich obchodów Wszystkich Œwiêtych dowiedzia³em siê z mediów, ¿e polskim Koœciele istnieje funkcja kapelana dla rodzin, których bliscy polegli, b¹dŸ zostali pomordowani na Wschodzie. Otó¿ ciekaw jestem, czy jest tak¿e osobny kapelan dla rodzin, których bliscy polegli, b¹dŸ zostali pomordowani na Zachodzie. A je¿eli nie to dlaczego, czy œmierÌ z r¹k niemieckich oprawców by³a mniejsz¹ tragedi¹ ni¿ z r¹k oprawców stalinowskich? Centus http://www.eioba.pl/a/3nxw/mitoteka-narodowa
|
|
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2012, 21:02:50 wysłane przez Dariusz »
|
Zapisane
|
PozwĂłl sobie byĂŚ sobÂą, a innym byĂŚ innymi.
|
|
|
janusz
 Wielki gaduÂła ;)
Punkty Forum (pf): 29
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 1370
Zobacz profil
|
 |
« Odpowiedz #7 : Marzec 29, 2012, 23:04:17 » |
|
Polski bastion GRU i STASIDolny ÂŚlÂąsk byÂł i jest przesycony agenturÂą peerelowskiego kontrwywiadu, enerdowskiej STASI i radzieckiego GRU. Dlatego tam grzĂŞznÂą kluczowe, polityczne Âśledztwa a emerytowani funkcjonariusze sÂłuÂżb specjalnych lokujÂą swoje interesy we WrocÂławiu. Obszar dzisiejszego wojewĂłdztwa dolnoÂślÂąskiego, przez propagandĂŞ nazywany Ziemiami Odzyskanymi, zostaÂł w³¹czony do Polski po II wojnie Âświatowej kosztem terytorium III Rzeszy. Miasta „odniemczano” zmieniajÂąc ich architekturĂŞ oraz zasiedlajÂąc mieszkaĂącami KresĂłw Wschodnich i centralnej Polski, a najbardziej wysuniĂŞte na ZachĂłd staÂły siĂŞ strategicznym zapleczem dla polskich i innych komunistycznych sÂłuÂżb wywiadowczych oraz wojskowych. Z uwagi na zachowanÂą w dobrym stanie infrastrukturĂŞ poniemieckich obiektĂłw militarnych aÂż do 1993 roku w Legnicy stacjonowaÂły jednostki Armii Czerwonej. Pó³nocna Grupa Wojsk zajĂŞÂła 1/3 miasta, w nim teÂż znajdowaÂł siĂŞ przez wiĂŞkszoœÌ czasu jej sztab g³ówny, a od 1984 roku Naczelne DowĂłdztwo Wojsk Kierunku Zachodniego SiÂł Zbrojnych ZSRR szczebla strategicznego dla Europy ÂŚrodkowej i Zachodniej. W 1991 roku DowĂłdztwo przeniesione zostaÂło do SmoleĂąska. Do tego jednak czasu tutejszemu dowĂłdztwu powierzono najwaÂżniejszy odcinek frontu III wojny Âświatowej i 40% potencjaÂłu siÂł zbrojnych ZSRR, w tym m.in. Grupy Wojsk Armii Radzieckiej w Polsce, CzechosÂłowacji oraz najsilniejszÂą niemieckÂą – pozostajÂącÂą w staÂłej gotowoÂści bojowej i w bezpoÂśrednim pobliÂżu wojsk NATO, BiaÂłoruski OkrĂŞg Wojskowy, ZjednoczonÂą FlotĂŞ BaÂłtyckÂą UkÂładu Warszawskiego, CzechosÂłowackÂą ArmiĂŞ LudowÂą, NarodowÂą ArmiĂŞ LudowÂą NRD i Wojsko Polskie. Na wypadek nowej wojny Âświatowej siÂły zbrojne stacjonowaÂły w odlegÂłoÂści umoÂżliwiajÂącej szybkie uderzenie na RFN. TakÂże w Legnicy zlokalizowano sztab nadzorujÂący inwazjĂŞ na CzechosÂłowacjĂŞ w 1968 roku. Globalne znaczenie oÂśrodka dolnoÂślÂąskiego wymusiÂło Âścis³¹ ochronĂŞ kontrwywiadowczÂą regionu. G³ówny parasol ochronny rozpostarÂło GRU, jednak w Legnicy i WrocÂławiu znajdowaÂły siĂŞ rezydentury wszystkich komunistycznych sÂłuÂżb specjalnych regionu, w tym enerdowskiej Stasi. Wszelkie istotne urzĂŞdy i obiekty uÂżytecznoÂści publicznej zostaÂły wrĂŞcz przesycone agenturÂą, co zapewniaĂŚ miaÂło nie tylko wszechstronnÂą infiltracjĂŞ spoÂłeczeĂąstwa, ale i ochronĂŞ antysabotaÂżowÂą. WedÂług akt przejĂŞtych po transformacji ustrojowej przez PeÂłnomocnika RzÂądu RFN ds. SÂłuÂżby BezpieczeĂąstwa PaĂąstwa byÂłego NRD w czĂŞÂści grup zawodowych na terenie Dolnego ÂŚlÂąska nawet 70% kadry kierowniczej zostaÂło zarejestrowane jako TW lub objĂŞte statusem informatora sÂłuÂżb. SzczegĂłlny reÂżim dotyczyĂŚ miaÂł prokuratorĂłw, milicjantĂłw, funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwoÂści, sÂłuÂżby zdrowia i administracji paĂąstwowej, mediĂłw i instytucji kulturalnych, reprezentantĂłw robotnikĂłw, dyrektorĂłw i kierownikĂłw zakÂładĂłw przemysÂłowych, a takÂże kierownictwa szkó³ – warunkiem zatrudnienia i kariery byÂł pozytywny wynik procedury weryfikacyjnej WewnĂŞtrznej SÂłuÂżby Wojskowej (póŸniejszej WSI) i Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza. Akta z tych czynnoÂści trafiaÂły nastĂŞpnie do GRU i Stasi, co czĂŞsto przekÂładaÂło siĂŞ na asymilacjĂŞ danej osoby do ich agentury. ÂŚcisÂłym rygorem wspó³pracy z WSW, ZWOP, a takÂże ze sÂłuÂżbami bratnich narodĂłw objĂŞci mieli byĂŚ prokuratorzy, sĂŞdziowie i milicjanci peÂłniÂący funkcje kierownicze. Stworzona w ten sposĂłb atmosfera „wzajemnego zrozumienia” uczyniÂła z Dolnego ÂŚlÂąska póŸniejsze zag³êbie postkomunistycznych interesĂłw. Rozpad bloku wschodniego skutkowaÂł exodusem dziaÂłaczy i funkcjonariuszy z posad w sferze budÂżetowej wprost do sektora prywatnego. WrocÂław staÂł siĂŞ krajowÂą potĂŞgÂą windykacyjnÂą. Utworzono tam wszystkie najwaÂżniejsze kancelarie tej branÂży, a w niektĂłrych z nich zaÂłatwiĂŚ moÂżna byÂło niemoÂżliwe. Windykowano dÂługi od lat przedawnione, stosujÂąc jedyne znane Âśrodowisku policji politycznej metody – bezczelnie ubliÂżano dÂłuÂżnikom, nĂŞkano, straszono. Spolegliwe sÂądy potrafiÂły nawet wydaĂŚ wyrok w sprawie juÂż osÂądzonej na drugim kraĂącu kraju – pomimo braku wÂłaÂściwoÂści terytorialnej i podstawy prawnej orzekania, a takÂże wbrew dowodom takim jak pokwitowania uregulowania naleÂżnoÂści. SzczegĂłlne zaufanie do wrocÂławskich windykatorĂłw przejawiaÂły takÂże duÂże przedsiĂŞbiorstwa paĂąstwowe i banki zlecajÂąc im, czĂŞsto wbrew rachunkowi ekonomicznemu, egzekucjĂŞ pakietĂłw wartoÂściowych wierzytelnoÂści. NajgorszÂą opiniĂŞ ze wszystkich wrocÂławskich organĂłw Âścigania majÂą policjanci z dzielnicy Krzyki. Tam dochodziÂło do ciĂŞÂżkich pobiĂŚ podczas przesÂłuchaĂą. Jednego chÂłopaka skatowano, poniewaÂż byÂł podejrzewany o kradzieÂż maszynki do golenia. Po kilkugodzinnych torturach wÂątÂłej postury ofiara zostaÂła kalekÂą. NaduÂżywanie przemocy to nawyk z lat bezkarnej pacyfikacji opozycjonistĂłw. DoniesieĂą o pobiciach kaÂżdego roku jest mnĂłstwo, jednak prokuratura umarza wiĂŞkszoœÌ postĂŞpowaĂą. SÂłowu pobitego przeczÂą wszak sÂłowa licznych zwykle policjantĂłw. ZgÂłaszane sÂą teÂż inne przestĂŞpstwa. Koledzy oprawcĂłw z wydziaÂłu dochodzeniowego sprzedawali kobiety do austriackich domĂłw publicznych. Naiwne, poszukujÂące lepszego Âżycia zamieniano w prostytutki. RĂłwnieÂż na tym komisariacie ginĂŞÂły z magazynĂłw depozyty, w tym wartoÂściowy sprzĂŞt komputerowy. To czubek gĂłry lodowej, ktĂłrej zwieĂączeniem byÂło tuszowanie samobĂłjstwem zabĂłjstwa agenta polskiego kontrwywiadu – werbowanego przez AWO Marka Stró¿yka. Do tego celu na Krzyki oddelegowano z KWP doÂświadczonego oficera SB, ktĂłry wczeÂśniej pracowaÂł ze Stró¿ykiem i szczerze go nienawidziÂł. Apatia i spolegliwoœÌ byÂły powodami dla ktĂłrych w tym wÂłaÂśnie mieÂście Jeremiasz BaraĂąski zakupiÂł, a moÂże otrzymaÂł, willĂŞ, gdzie dzielono strefy wpÂływĂłw tzw. mafii paliwowej oraz goszczono, a wÂłaÂściwie blichtrem salonu korumpowano, dziaÂłaczy politycznych wszelkich opcji, prokuratorĂłw i oficerĂłw. ZarĂłwno poszkodowani dziaÂłaniem naftowych gangsterĂłw, jak i prokuratura krakowska zdoÂłali owiany legendÂą dom zlokalizowaĂŚ, choĂŚ byÂło to nieosiÂągalne dla lokalnych organĂłw Âścigania. Jak oÂświadczyÂł, po konsultacji z Centralnym Biurem ÂŚledczym, rzecznik prasowy Komendy WojewĂłdzkiej Policji we WrocÂławiu: „Policja pierwszy raz sÂłyszy o jakiejÂś willi BaraĂąskiego”. Sprawy nie wyjaÂśniano. Przeczekano i zapomniano. WrocÂławska prokuratura prowadziÂła rĂłwnieÂż postĂŞpowania karne przeciwko wicepremierowi ostatniego rzÂądu PRL, szefowi G³ównego UrzĂŞdu CeÂł, kontrahentowi pruszkowskich gangsterĂłw i zarazem agentowi AWO – Ireneuszowi Sekule (sygn. akt IV Ds. 17/94). NadmieniĂŚ naleÂży, iÂż zarzucane czyny karalne w wiĂŞkszoÂści nie podlegaÂły pod tamtejszÂą jurysdykcjĂŞ i powinny byĂŚ wyjaÂśniane przez inne prokuratury. Sam SekuÂła odpowiadaÂł w czasie transformacji ustrojowej za inwestowanie majÂątku PZPR, a w praktyce za utworzenie kilkudziesiĂŞciu tzw. nomenklaturowych spó³ek wyjĂŞtych spod nadzoru likwidatora partii. W latach masowego przemytu nadzorowaÂł sÂłuÂżby celne, a w maju 1990 roku utworzyÂł spó³kĂŞ Polnippon, ktĂłrej jedynym realnym projektem byÂły formalnie skrajnie nierentowne linie lotnicze. SekuÂła zakupiÂł w NRD dwa samoloty Iljuszyn 18D (polskie rejestracje SP-FNB i SP-FNC) o zasiĂŞgu powyÂżej 7000 km. Rejsy kierowano m.in. do Turcji, Kongo, Pakistanu i ogarniĂŞtych wojnami Afganistanu, Somalii i JugosÂławii. Czy SekuÂła wypeÂłniajÂąc zobowiÂązania agenta AWO przewoziÂł dla wojskowych sÂłuÂżb specjalnych Âładunki „wraÂżliwe” – broĂą, narkotyki, kamienie szlachetne? Z takich transakcji sÂłynĂŞÂły wĂłwczas wskazane destynacje. ÂŚledztwa dotyczÂące nierentownych interesĂłw ciÂągnĂŞÂły siĂŞ przez wiele lat, akta zbieraÂły kurz. WkrĂłtce po tym, jak sprawa trafiÂła do sÂądu, SekuÂła zostaÂł odnaleziony w swoim biurze z trzema ranami postrzaÂłowymi brzucha i klatki piersiowej. W liÂście poÂżegnalnym przygotowanym na komputerze pisaÂł, Âże „zabrakÂło mu kilku dni”. Sam wezwaÂł pomoc. ZmarÂł w szpitalu. Sprawa zostaÂła umorzona jako targniĂŞcie samobĂłjcze, zamkniĂŞto teÂż postĂŞpowania karne dotyczÂące Polnipponu. NagÂły zgon tego agenta AWO przerwaÂł niewygodne spekulacje na temat gospodarczego przeznaczenia lotĂłw oraz koneksji samobĂłjcy z masowÂą defraudacjÂą, sÂłuÂżbami specjalnymi i Pruszkowem. W poÂłowie lat 80-tych we WrocÂławiu narodziÂł siĂŞ projekt masowego handlu organami ludzkimi. Niechlubnym architektem „komercyjnego” sektora transplantologicznego byÂł doktor medycyny – powiÂązany z wywiadem wojskowym i aparatem partyjnym brat wpÂływowego prokuratora Prokuratury Apelacyjnej, a zarazem zaprzyjaÂźniony z Markiem Stró¿ykiem. Zapewniona aprobata dla dyskretnego typowania zgodnych tkankowo dawcĂłw uczyniÂła z jednostkowego zazwyczaj w tej kategorii przestĂŞpstwa wysoce zorganizowany przemysÂł produkujÂący „czĂŞÂści zamienne”. Cena tylko jednej nerki na czarnym rynku to kilkadziesiÂąt tysiĂŞcy dolarĂłw amerykaĂąskich, a niemal kaÂżdy element ciaÂła czÂłowieka – komĂłrki, tkanki lub narzÂądy – wykorzystany moÂże zostaĂŚ do transplantacji. Warunkiem pozostaje jedynie zgodnoœÌ dawcy i biorcy, co moÂżna na koszt skarbu paĂąstwa potwierdziĂŚ badaniami w szpitalnym zaciszu, bez wzbudzania przy tym Âżadnych podejrzeĂą. Wybrane placĂłwki medyczne wspieraÂły proceder. PrzestĂŞpcze pozyskanie narzÂądĂłw mogÂło opieraĂŚ siĂŞ na kradzieÂży, czyli zwyczajnym zatajeniu ich wyciĂŞcia z ciaÂła zmarÂłego pacjenta, albo stanowiĂŚ zbrodniĂŞ zabĂłjstwa – celowe zÂłe zdiagnozowanie dawcy i oczekiwanie na zgon lub pobranie organu od zdrowego pacjenta oraz przyspieszenie jego Âśmierci przy pomocy ÂśrodkĂłw niemal niewykrywalnych, takich jak insulina lub chlorek potasu. Kto jednak miaÂłby wykryĂŚ zabĂłjstwo lub kradzieÂż, jeÂśli sekcjĂŞ zwÂłok, a takÂże ewentualne Âśledztwo, prowadziĂŚ bĂŞdÂą osoby niezainteresowane ujawnieniem procederu, tak jak miaÂło to miejsce w przypadku Âśmierci Stró¿yka, czy SekuÂły? Handel organami do przeszczepĂłw stanowi stosunkowo czĂŞsto spotykane i milczÂąco akceptowane przez wÂładze ÂźrĂłdÂło pozabudÂżetowego finansowania sÂłuÂżb wojskowych. O tego typu praktyki oskarÂżane byÂło wojsko Izraela. Tamtejsi lekarze mieli pobieraĂŚ organy od zmarÂłych w aresztach mÂłodych PalestyĂączykĂłw z Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy. Podobne przypadki odnotowano na BaÂłkanach, gdzie donoszono o uprowadzeniu setek SerbĂłw przez kosowskich AlbaĂączykĂłw w czasie wojny w latach 1998-99. Na terenie Albanii w obozach miano pobraĂŚ ich organy a nastĂŞpnie zgÂładziĂŚ. W Chinach masowo sprzedawano narzÂądy straconych wiĂŞÂźniĂłw. Nie tylko przestĂŞpcĂłw lub dysydentĂłw politycznych, ale jeÂśli wymagaÂło tego zamĂłwienie takÂże niewinnych ludzi. W Âżadnym z przytoczonych przypadkĂłw nie zdoÂłano nikomu udowodniĂŚ winy. W Polsce nigdy nawet nie prĂłbowano podj¹Ì tego tematu na drodze karnej. Podobnie jak wielu innych ga³êzi „przemysÂłu”, zognioskowanych we WrocÂławiu i Legnicy a nielegalnych lub realizowanych w oparciu o korupcyjne powiÂązania i protekcjĂŞ ze strony czynnych urzĂŞdnikĂłw paĂąstwowych. Tam jest bepiecznie, nikt nie przeszkadza. Na mapie Polski znajduje siĂŞ obecnie kilka miast zupeÂłnie zagarniĂŞtych przez dawny aktyw komunistyczny – zarĂłwno cywilne i wojskowe sÂłuÂżby specjalne, jak i dziaÂłaczy partyjnych. Od samorzÂądu, przez spó³ki komunalne, aÂż po instytucje wymiaru sprawiedliwoÂści i pó³œwiatek przestĂŞpczy dostrzegalne sÂą gorÂące zaÂżyÂłoÂści z lat minionego ustroju. Tzw. prywatne miasta kontrolujÂą na zaleÂżnym terenie niemal kaÂżdÂą dziedzinĂŞ istotnÂą z gospodarczego i politycznego punktu widzenia. WrocÂław wyró¿nia z nich wszystkich zdominowanie nie przez aparatczykĂłw, a przeszkolonych w ZSRR specjalistĂłw od zbrodni i konspiracji. Kazimierz TuraliĂąski /Nowy Ekran/ http://gazetaobywatelska.info/polski-bastion-gru-i-stasi
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|